Przejdź do treści
#RetroPN: Kontuzjowany atak marzeń

Polska Ekstraklasa

#RetroPN: Kontuzjowany atak marzeń

Marek Saganowski – Cezary Kucharski – Marek Citko… Czyż to zestawienie nie budzi miłych skojarzeń i nadziei? Lecz nie tylko piłkarski talent łączy trójkę przedstawionych tu przez nas napastników. Ostatnio połączył ich także pech, wykluczający z gry o najwyższe klubowe i reprezentacyjne laury, do czego każdy z nich jest wybitnie predestynowany.

Po części ów pech wziął się z zaniedbań i lekceważenia przewlekłych kontuzji – stając się efektem nadmiernej eksploatacji organizmu (Citko i Kucharski), po części zaś z lekkomyślności (Saganowski). Znany z ostrej gry Kucharski, zwany dlatego „Terminatorem”, ostatni raz w ekstraklasie wystąpił 9 maja tego roku. Nieco wcześniej – po meczu z Rakowem, rozegranym 4 kwietnia – kochający szybką jazdę motocyklem Saganowski przeszarżował i, doznawszy poważnych obrażeń w wypadku, trafił do szpitala. Jednak najdłużej z nich nie gra objawienie 1996 roku – Marek Citko. Ostatni raz na I-ligowe boisko wybiegł 17 maja 1997…

Cezary KUCHARSKI

Blokada? Nie ma mowy!

– Tak się złożyło, że zamiast pytać pana o skuteczność pierwsze pytanie musi dotyczyć zdrowia…
CEZARY KUCHARSKI (Legia Warszawa): – Niestety… Nigdy nie myślałem, że długotrwała kontuzja może spotkać właśnie mnie, że przeszkodzi w kontynuowaniu kariery. Uraz zewnętrznej części stopy odczuwałem już pół roku temu. Pomimo tego zdecydowałem się pojechać z reprezentacją do Paragwaju. Tam podczas meczu, w czterdziestej minucie, musiałem opuścić boisko. Kontuzja jakiej wtedy doznałem przyczyniła się potem do kolejnej – złamania nogi. 

– Jak do tego doszło?
– Na cztery minuty przed końcem ligowego meczu z Amicą, po wyskoku źle upadłem na zewnętrzną część lewej stopy i kość pękła. Gdy leżałem na boisku, sędzia chciał mi dać… żółtą kartkę za symulowanie kontuzji.

– Jak przebiega rehabilitacja?
– Ciągle jestem na etapie leczenia. Po dziesięciu tygodniach mogłem odstawić kule. Niedawno miałem prześwietlenie złamanej kości. Na szczęście zrosła się prawidłowo. Za dwa, trzy tygodnie rozpocznę normalne treningi. Przerwę wykorzystuję na siłowni, na rowerku. Nie mogę się jednak doczekać pierwszego meczu. Zauważyła to żona, twierdząc, że jestem bardziej nerwowy niż zwykle. 

– Czy nie obawia się pan tej rundy? Znowu trzeba będzie nadrabiać zaległości treningowe…
– Nie. Kiedyś miałem złamaną rękę i potem trenowałem indywidualnie. A po powrocie na boisko rozegrałem swój najlepszy sezon w Polsce. Na pewno będę musiał wiele nadrobić, ponieważ gra na mojej pozycji wymaga dużej pewności siebie i uwalniania się spod opieki przeciwnika. 

– Wielu zawodników po tego typu urazach ma pewnego rodzaju blokadę psychiczną, wręcz unika walki.
– Sądzę, że nie może być mowy o jakiejkolwiek blokadzie, gdyż ja preferuję walkę czystą, choć na pewno ostrą. To mój sposób gry i on się nie zmieni. Grać będę w nowych, specjalistycznych wkładkach, które mają chronić mnie przed urazami nogi. Używane do tej pory nie były najlepsze, gdyż po meczach bolały mnie stopy. 

– Przejdźmy do sprawy nie tak bardzo istotnej jak zdrowie, lecz również ważnej. Co z pana kontraktem?
– Ze Sportingu Gijon do Legii byłem wypożyczony do 30 czerwca. W umowie znajdowała się klauzula, że jeżeli do 15 lipca obie strony nie dogadają się odnośnie transferu definitywnego, to okres wypożyczenia przedłuża się do końca roku tego. Słyszałem, że Legia ma zamiar mnie wykupić, ale jestem, jak na polskie warunki, bardzo drogi. Z Legią chciałbym się związać, ale tylko dłuższym kontraktem, przynajmniej pięcioletnim, kontraktem. Tu jest mi dobrze, bo wiem, że tu mnie chcą. 

– A czy chcą pana w Gijon?
– Tego nie wiem. Mam jednak do nich żal, że nie dali mi szansy pokazać, że potrafię grać w piłkę. Wiem, że dla polskich dziennikarzy Sporting nie jest wielkim klubem. Ale gdyby ktoś na własne oczy zobaczył, jaką posiada bazę, jakie zaplecze! Tego nie ma żaden klub w Polsce. Na najgorszym boisku treningowym w Gijon miałem lepsze warunki niż na głównej płycie Legii. 

– Więc co będzie po 31 grudnia?
– Po tej kontuzji, która pokrzyżowała moje plany, nauczyłem się nie wybiegać daleko w przyszłość. Do Warszawy mieli przyjeżdżać i obserwować mnie ludzie z Hiszpanii. Teraz trzeba wszystko zaczynać od początku. Nawet powrót do Gijon nie byłby zły, tam bowiem atmosfera wokół piłki jest nieporównywalnie lepsza niż w Polsce. Ale i gra w Legii, walka o najwyższe laury, jest kusząca. Jednak nie wszystko zależy ode mnie.

– Czy wobec absencji Legii w europejskich pucharach, kontrakty zawodników są niższe?
– Mój podobnie jak i piłkarzy, którzy w poprzednim sezonie bronili barw Legii, nie uległ zmianie. Nie wiem natomiast jak sytuacja wygląda z nowymi zawodnikami. 

– Wyobraźmy sobie taką sytuację: Legia zdobywa mistrzostwo, pan ma udany sezon i… ofertę z zagranicy…
– Nie jestem tylko piłkarzem, lecz przede wszystkim człowiekiem. Zwiedzanie świata, poznawanie nowych kultur powinno być dla każdego sensem życia. Prócz zabezpieczenia bytu mojej rodzinie chcę swą młodość przeżyć jak najlepiej, a gra w piłkę mi w tym pomaga. Dlatego sądzę, że w przypadku, gdyby Legia zdobyła mistrzostwo, a ja dostałbym dobrą ofertę – to bym z niej skorzystał. 

– Dlaczego w tym półroczu Legia nie będzie grała przeciwko na przykład Juventusowi czy Barcelonie, lecz raczej przeciwko Lechowi czy Widzewowi?
– Legia niestety nie zasłużyła na występ w europejskich pucharach. Zabrakło jej pomysłu na grę, a gdy dodamy do tego liczne kontuzje, i to głównie zawodników, którzy powinni stanowić o sile zespołu – mamy przyczyny niepowodzenia. Sądzę, że popełniono też błędy w przygotowaniach. Zabrakło nam świeżości i szybkości. A odpowiedzialność za to spada na nas wszystkich.

– Sytuację ma poprawić trener Jerzy Kopa. Czy mógłby pan porównać obecnego szkoleniowca z poprzednim?
– Na ten temat nie mogę wiele powiedzieć, ponieważ tylko dziesięć dni trenowałem pod okiem obecnego trenera. Z rozmów z kolegami wiem, że są zadowoleni. Dużo jest zajęć teoretycznych. Doszedł też trener od przygotowania fizycznego, a to bardzo ważne. W Hiszpanii duży nacisk kładzie się na ten element, natomiast w naszej lidze bywa zaniedbywany. Zresztą ocena trenerów, to indywidualna sprawa każdego zawodnika. Ja po zajęciach pana Jabłońskiego, choć mi się podobały, trenowałem dodatkowo, gdyż byłem przyzwyczajony do większych obciążeń…

– Czy tak samo było po treningach panów Kopy i Białasa?
– Pamiętam pierwszy tydzień ćwiczeń tego duetu, kiedy po serii treningowej zawodnicy Legii dostali zakwasów. Mimo to kiedyś chciałem zostać po treningu, wtedy jednak trener Kopa podszedł do mnie i powołał się na historię z Darkiem Kubickim, który tuż przed inauguracją sezonu został na dodatkowym treningu, po czym doznał kontuzji. Trener zniechęcił mnie tym, ale jakby przewidział moją kontuzję. 

– Swego czasu w ciężkich chwilach mogliście liczyć na kibiców, ale konflikt z nimi zerwał tę nić porozumienia…
– Kibice mieli prawo gwizdać, lecz nie powinno dochodzić do rękoczynów. To nie Kolumbia i nie możemy dopuszczać do takich sytuacji. Niestety, niektórzy piłkarze Legii musieli przez to odejść. Mamy duży żal, zwłaszcza do ludzi, którzy kierują kibicami, że oskarżali nas o to, że sprzedajemy punkty. W Legii jest tak dobrze, że żaden klub nie jest w stanie kupić meczu… Teraz musi upłynąć trochę czasu, zanim nam minie psychiczny uraz.

– Po tych nieprzyjemnych wydarzeniach mógł pan spokojnie oglądać mistrzostwa świata we Francji…
– Wielkim kibicem to ja nie byłem. Obejrzałem zaledwie dziesięć spotkań, tych najważniejszych. Kibicowałem Brazylii, ale nie żałuje, że tytuł mistrza świata został w Europie. 

– Czego należy panu obecnie życzyć?
– Aby mi się już nic nie łamało…


Rozmawiał Rafał GOLIAN


Marek SAGANOWSKI

Marzenia o Champions League

Został wybrany najlepszym środkowym napastnikiem 1997 roku w prowadzonej przez „PN” klasyfikacji talentów. Po powrocie z zagranicznej przygody do ŁKS, jego forma wyraźnie rosła. MAREK SAGANOWSKI stał się bardzo ważnym ogniwem drużyny ze stadionu przy alei Unii oraz reprezentacji U-21 Pawła Janasa i reprezentacji A, prowadzonej przez Janusza Wójcika. Tak dobrze rozwijającą się karierę przerwał, 5 kwietnia br., groźny wypadek.

Słabość Marka do motorów i szybkiej jazdy była powszechnie znana. Niestety, w podpisanym z ŁKS kontrakcie nie było klauzuli, która by tego zabraniała. Większą troskę okazali wcześniej działacze Feyenoordu. Stanowczo zabronili młodemu napastnikowi przejażdżek tym środkiem lokomocji. Dopiero wypadek pod Tuszynem zmobilizował łodzian, by w obowiązującym kontrakcie również znalazł się taki zapis.

Trzeba przyznać, że Saganowski miał mimo wszystko dużo szczęścia. Zderzenie z Mercedesem na trasie Piotrków Trybunalski – Łódź, przy prędkości 155 kilometrów na godzinę, mogło okazać się gorsze w skutkach. Pierwsze diagnozy mówiły, że piłkarzowi będzie potrzeba minimum trzy miesiące, by znów mógł podjąć treningi, lecz nie brakowało tych najbardziej pesymistycznych, nie dających wielkich szans na całkowity powrót do zdrowia i odzyskanie sprawności sprzed katastrofy. Lekarze robili wszystko, by utalentowany reprezentant Polski wrócił na boisko.

Przez pierwsze półtora tygodnia leżał niemal bez ruchu na szpitalnym łóżku. Z jego kolana nie chciała zejść opuchlizna. Poruszał się tylko na wózku inwalidzkim. Zoperowano Markowi kość podudzia, ścięgno i łokieć. W tym czasie często odwiedzali go trenerzy i koledzy z drużyny. Pod koniec maja przeniósł się ze szpitala do domu i regularnie odwiedzał Centrum Zdrowia Matki Polki, gdzie pod okiem magistra Piotra Ptaszka przechodził rehabilitację. – Mój obecny stan zdrowia to w dużej mierze zasługa ćwiczeń z tym świetnym specjalistą. Dzięki niemu po trzech miesiącach od wypadku odstawiłem kule. Jeżdżę również na konsultacje do Niemiec, gdzie jestem dokładnie badany – mówi Marek Saganowski. 

Wspólnie z kolegami z ŁKS świętował zdobycie tytułu mistrza Polski 1998, do którego, mimo wypadku, poważnie się przyczynił. Z jedenastoma bramkami był najlepszym strzelcem ŁKS w poprzednim sezonie. W telewizji oglądał francuskie mistrzostwa świata, a jeśli tylko nadarzyła się okazja – odwiedzał w klubie kolegów. Obserwował także ich zmagania z mistrzem Azerbejdżanu, Kjapazem Giandża. 

– Bardzo chciałbym im pomóc w walce o Ligę Mistrzów, zagrać z tak renomowanym klubem jak Manchester United. Niestety, nie jest to możliwe, ale jeśli kolegom uda się wyeliminować wicemistrzów Anglii, mam nadzieję zagrać już w Champions League – marzy Marek Saganowski. Obecnie przebywa on na wakacjach i czeka na dalsze diagnozy. Być może już za miesiąc rozpocznie lekkie treningi. Kibice czekają na jego powrót i liczą, że znów będzie popisywał się celnymi strzałami – na arenie zarówno klubowej jak i reprezentacyjnej…


Sławomir GEREJ

 

Marek CITKO

Tęsknota za idolem

O jego perypetiach zdrowotnych i pertraktacjach na temat sensacyjnego transferu do Wisły Kraków informowaliśmy bardzo obszernie. Nie możemy się doczekać powrotu tego utalentowanego gracza na boisko. Załamanie kariery nastąpiło nagłe, ale – niestety – mieliśmy sygnały, że może do tego dojść. Bowiem MAREK CITKO, wciąż potrzebny Widzewowi, był tam eksploatowany ponad miarę. Grał z niezaleczoną kontuzją. I stało się najgorsze – zerwanie ścięgna Achillesa prawej nogi postawiło pod znakiem zapytania karierę idola kibiców z całej Polski.

Reprezentantem był już w wieku juniora. Już wtedy kochał drybling, czemu zawdzięczał przydomek „Siatkarz” u trenerów. Po prostu lubił puszczać rywalom piłkę między nogami. Ale do pracy się nie rwał i kondycji nie starczało mu na długo. Do tego miał kłopoty z kręgosłupem. W ekstraklasie debiutował, podobnie jak starszy od niego Kucharski, w 1992 roku. Jednakże i on, i inni utalentowani juniorzy Jagiellonii, którzy w 1992 byli mistrzami Polski w swej kategorii wiekowej, jeszcze wtedy nie dorośli do gry na najwyższym seniorskim szczeblu i rychło opuścili I ligę. Wydawało się, że Citko będzie jednym z wielu zdolnych, którym się nie powiodło, bo roztrwonili talent.

Marek jednak spoważniał. Jego przemiana duchowa sprawiła, że zaczął właściwie wykorzystywać swe zdolności. Przed rundą jesienną 1995 kupił go Widzew. Białostocczanin z miejsca stał się rewelacją ekstraklasy. Walnie przyczynił się do zdobycia przez łodzian pierwszego po czternastu latach tytułu mistrza Polski. Apogeum popularności osiągnął jesienią 1996. Jego dryblingi, kiedy bez kompleksów ogrywał zagranicznych rywali w meczach reprezentacji (gol na Wembley!) i Widzewa w Lidze Mistrzów sprawiły, że w Polsce zapanowała wręcz „Citkomania”.

W owym czasie redagowałem rubrykę „Dookoła bramki” i tonąłem w powodzi listów, wierszy oraz rysunków poświęconych nowemu idolowi. Od dawien dawna żaden inny piłkarz nie osiągnął w Polsce takiej popularności, a dziewczyny literalnie powariowały z jego powodu – domagając się adresu Marka. On sam pozostał skromnym, normalnym chłopakiem. Za to na boisku imponował, tak w naszej lidze niezwykłą, kontrolą nad piłką i odwagą w podejmowaniu ryzyka. Potrafił wygrywać sytuacje „jeden na jeden” i choć miał i wady (chociażby słaba szybkość), to ujrzeliśmy zawodnika, jakiego dawno już w naszej piłce nie było. A Citko miał przy tym świadomość własnych niedostatków, co jeszcze lepiej rokowało na przyszłość.

Być może zrobił błąd nie korzystając w styczniu 1997 z oferty Blackburn Rovers (klub ten chciał wyłożyć za transfer ponoć 4 miliony funtów szterlingów), gdyż z pewnością w Anglii znacznie skuteczniej by się zajęto jego kontuzją, a może w ogóle do niej by nie doszło… 

Zaufał jednak swej szczęśliwej gwieździe i działaczom Widzewa, lecz szczęście go opuściło, działacze też. Mimo to, choć wciąż przechodził rehabilitację po urazie, latem tego roku okazał się wart zachodu (i pieniędzy) dla sponsorów Wisły Kraków, właścicieli firmy „Tele-Fonika”. Ocenia, że do ligowej rywalizacji powinien wrócić na początku września, choć nie od razu w pełnym wymiarze czasowym. 

Kibice na pana czekają, panie Marku! 


Józef WALAWKO


TEKST UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” (NR 33/1998)


Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 28/2026

Nr 28/2026

Polska Ekstraklasa

Z Arsenalu do Cracovii. Młody pomocnik przy ul. Kałuży

Cracovia tego lata nie jest specjalnie aktywna na rynku transferowym, skupiając się głównie na ściąganiu młodych i perspektywicznych piłkarzy. Kolejny z nich właśnie zawitał przy ul. Kałuży.

2024.05.19 Krakow
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
N/z Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2024.05.19 Krakow
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie! Górnik Zabrze z kolejnym transferem!

Nowy obrońca melduje się w Zabrzu. Maximilian Dietz podpisał kontrakt z triumfatorem Pucharu Polski!

2026.05.23 Zabrze
Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa Sezon 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
N/z Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2026.05.23 Zabrze
Football Polish PKO BP Ekstraklasa League Season 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Reprezentant Polski zmienia klub! Zostały już tylko formalności!

Związany z Górnikiem Zabrze Kryspin Szcześniak będzie miał nowy klub. Według mediów, zawodnik zmieni barwy, ale pozostanie w PKO BP Ekstraklasa.

2025.11.13, Warszawa 
Pilka nozna, Reprezentacja Polski 
Trening przed meczem Polska - Holandia 
N/z Kryspin Szczesniak 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Cztery sygnały po Superpucharze. Jaki Lech przystępuje do sezonu?

Po raz pierwszy od dekady i siódmy w historii Lech sięgnął po Superpuchar Polski. Na podstawie spotkania o najmniej prestiżowe z krajowych trofeów trudno o daleko idące wnioski, natomiast pewne sygnały przed przystąpieniem do gry o Champions League zostały przez Kolejorza wysłane.

2026.07.16 Poznan
Pilka nozna Superpuchar polski
Lech Poznan - Gornik Zabrze
N/z Mikael Ishak gol radosc bramka
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2026.07.16 Poznan
Football Polish Supercup 
Lech Poznan - Gornik Zabrze 

Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie: Cracovia przedłużyła kontrakt i wypożyczyła zawodnika

Bartosz Biedrzycki podpisał nową umowę z Cracovią. Jednocześnie Pasy postanowiły wypożyczyć 23-latka do pierwszoligowej Odry Opole.

2025.08.03 Krakow
Pilka nozna , PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/26
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
N/z Bartosz Biedrzycki
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2025.08.03 Krakow
Football Polish top league , 2025/2026 season
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
Bartosz Biedrzycki
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus
Czytaj więcej