– Etatowo zajmuję się nauczaniem techniki piłkarskiej grup młodzieżowych w przedziale wiekowym od 9 do 16 lat – mówił Włodzimierz Smolarek w rozmowie z tygodnikiem „Piłka Nożna” w 1998 roku.
(fot. W. Sierakowski/400mm.pl)
– W latach osiemdziesiątych był pan znakomitym lewoskrzydłowym reprezentacji Polski. Jednak w ostatnich czasach systemy gry uległy trochę zmianie. Na jakiej pozycji teraz widziałby pan miejsce dla siebie, gdyby odjęto panu powiedzmy piętnaście lat?
WŁODZIMIERZ SMOLAREK (60-krotny reprezentant Polski, uczestnik finałów MŚ w 1982 i 1986 roku, medalista Espana ’82): – Przede wszystkim to byłem napastnikiem, a na pozycji klasycznego lewoskrzydłowego występowałem wówczas, gdy graliśmy szeroko trójką w ataku. Natomiast przy dwójce napastników trzeba było walczyć po obu stronach boiska. Gdybym teraz miał wybierać pozycję dla Smolarka, tego sprzed kilkunastu lat, to w systemie gry 1+4+4+2 chciałbym grać jako jeden z napastników, a w konfiguracji 1+4+3+3 bardziej odpowiadałaby mi rola środkowego ofensywnego pomocnika.
– Dlaczego na tej ostatniej pozycji nigdy nie spróbował pan sił w reprezentacji Polski i w Widzewie Łódź?
– Ponieważ byłem zawodnikiem lewonożnym więc trenerzy ustawiali mnie z lewej strony boiska. Ale mając 15-16 lat grałem właśnie jako ofensywny pomocnik i strzelałem dużo goli.
– Czy w czasie niedawno zakończonych finałów mistrzostw świata dostrzegł pan piłkarzy grających w podobnym stylu do pana?
– W ogóle jest mało napastników mających lepszą lewą nogę. Są Brazylijczycy Rivaldo i Denilson, ale oni raczej wchodzą z drugiej linii, a Holender Boudewijn Zenden gra inaczej niż ja w szczytowym okresie swej kariery piłkarskiej.
– A Marca Overmarsa nie można nazwać skrzydłowym?
– Można, z tym że on potrafi grać szeroko zarówno z lewej jak i prawej strony. Ale stanowi raczej wyjątek.
– Od dziesięciu lat mieszka pan w Holandii. Jak w tym kraju przyjęto czwarte miejsce reprezentacji w finałach mistrzostw świata?
– Ogólnie dobrze, ale mecz o trzecie miejsce nie miał już dla nich większego znaczenia. Praktycznie mistrzostwa zakończyły się dla Holendrów po przegranym na rzuty karne półfinale z Brazylijczykami. Czuli się bowiem na siłach by walczyć o Puchar Świata z Francuzami. Na pewno w finale spisaliby się lepiej od Brazylijczyków. Do niedawna Holendrzy mieli inny problem, bo po rezygnacji Guusa Hiddinka z funkcji selekcjonera nie mogli znaleźć następcy. Odmówili tak znani szkoleniowcy jak Johan Cruyff i Wim Jansen. Ostatecznie nowym opiekunem kadry został Frank Rijkaard, który wcześniej współpracował z Hiddinkiem.
– Pan od kilku lat zajmuje się szkoleniem młodzieży w Feyenoordzie Rotterdam. Czy mógłby pan w kilku zdaniach przybliżyć system szkolenia pilkarskiego narybku w tym wielkim klubie?
– Etatowo zajmuję się nauczaniem techniki piłkarskiej grup młodzieżowych w przedziale wiekowym od 9 do 16 lat. W Feyenoordzie praktykuje się szkolenie chłopców już siedmioletnich. Wszystko zaczyna się od naboru do sekcji, który ogłaszany jest w gazecie. Następnie chłopcy przychodzą na sprawdzian piłkarski w klubie, który obserwują trenerzy odpowiedzialni za szkolenie młodzieży. Przy każdym z ćwiczących zapisują sobie na kartkach uwagi dotyczące danego chłopaka. Po konsultacji szkoleniowców zostają z nich w klubie na stałe uznani za najlepszych. Jedna grupa wiekowa liczy szesnastu zawodników. Potem wykruszają się najsłabsi, a w ciągu sezonu są jeszcze dwa nabory nowych. Wszystkie roczniki mają wpajane, by grać tym samym systemem. W naszym przypadku jest to ustawienie 1+4+3+3.
– Pan uczy techniki młodych Holendrów, a kto był pańskim nauczycielem w tej ważnej specjalności futbolowej?
– Najwięcej zawdzięczam w tej dziedzinie trenerowi Koczeskiemu, który w czasach, gdy byłem jeszcze dzieckiem budził mnie o siódmej rano i zabierał na trening do lasu. Oczywiście nie na grzyby tylko musiałem na przykład z dwudziestu metrów trafiać piłką w drzewo.
– Widzi pan szansę stworzenia ośrodka szkoleniowego w Polsce na wzór tego w Feyenoordzie?
– Myślę, że taki ośrodek mógłby powstać w Warszawie i na pewno o czymś takim też myślę. Ale przede wszystkim należy znaleźć sponsorów, którzy zainwestowaliby w taki pomysł. Trzeba sobie zdawać sprawę, że byłaby to działalność wieloletnia, bo nic nie zastąpi ciężkiej pracy na treningach. Marzy mi się wychowanie reprezentanta Polski od początku, zaczynając od 8-9 letniego chłopca.
– Zapewne dotarły do pana informacje o konflikcie jaki ma miejsce w Polsce na linii UKFiT – PZPN. Reformatorzy ze strony ministerialnej postulują między innymi, aby w naszej federacji piłkarskiej mieli więcej do powiedzenia dawni, wybitni reprezentanci Polski. Czy w takich zreformowanych strukturach widziałby pan miejsce dla siebie?
– Nie, bo za daleko jestem od kraju i spraw dotyczących polskiej piłki nożnej.
– Ale załóżmy hipotetycznie, że ważną postacią PZPN zostanie Zbigniew Boniek, pana wieloletni partner z Widzewa i reprezentacji Polski. Następnie składa on panu propozycję sprawowania pieczy nad szkoleniem naszej piłkarskiej młodzieży. Co wtedy?
– Po pierwsze nie wiadomo czy kiedykolwiek dojdzie do takiej sytuacji.
– Ale powiedzmy, że jest to możliwe…
– Najpierw musielibyśmy na ten temat porozmawiać i dopiero po ustaleniu wielu spraw można podjąć konkretną decyzję. Wszystkie sprawy muszą być dograne, aby nie było potem nieporozumień. Na razie jednak pasjonuje mnie to co robię w Feyenoordzie.
– Nie chce pan spróbować pracy z dorosłymi piłkarzami?
– Na razie nie miałem takich propozycji. Z drugiej strony obawiam się, że jestem za ostry w działaniu i nie tolerowałbym niektórych odzywek piłkarzy w rodzaju: – Co pan gada trenerze. U mnie za taki tekst zawodnik zostałby usunięty z zespołu. Cóż jednak z mojej decyzji skoro taki zawodnik poszedłby na skargę do prezydenta klubu i to ja pożegnałbym się z pracą, a nie on. Wolę już spokojną działalność z młodymi piłkarzami. Cały czas grywam chętnie w drużynie oldbojów Feyenoordu. Ostatnio miałem okazję występować w jednej drużynie z Johnny Repem i Benny Wijnstekersem.
– 7 czerwca 1986 roku strzelił pan dla reprezentacji Polski ostatnią jak na razie bramkę w finałach mistrzostw świata. Jak pan sądzi dlaczego przez ostatnie dwanaście lat nie udało się naszym piłkarzom awansować do żadnej imprezy tego formatu?
– Przypomnę, że tego gola strzeliłem Portugalczykom. A na pytanie dlaczego nie potrafimy wejść do finałów mistrzostw świata powinni odpowiedzieć moi następcy ponieważ ja po Mexico ’86 rozegrałem w reprezentacji Polski tylko osiem spotkań.
Rozmawiał
Zbigniew MROZIŃSKI
TEKST UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” (nr 36/1998)
Jakub Błasczykowski po Gali Tygodnika „Piłka Nożna”. „Myślałem, że wygra Oskar Pietuszewski”
Jednym ze znakomitych gości Gali 2026 był Jakub Błaszczykowski, który do hotelu Hilton przybył wraz z małżonką Agatą. Piłkarz Roku 2010 i 2012 chętnie skomentował tegoroczne nagrody.
Co z Pietuszewskim w reprezentacji? Jan Urban zabiera głos!
Oskar Pietuszewski jest ostatnio na ustach wielu kibiców, chcących zobaczyć go w pierwszej reprezentacji. O młodym talencie FC Porto wypowiedział się selekcjoner Jan Urban.
Gala Tygodnika „Piłka Nożna”. Piłkarz Roku 2025 – Robert Lewandowski
Czy Robert Lewandowski jest najlepszym piłkarzem w historii Polski, pozostaje kwestią otwartą. W futbolu nie ma obiektywnej miary pozwalającej szacować klasę poszczególnych sportowców, każdy ma prawo do subiektywnego spojrzenia i własnego wyboru. Być może ktoś, kiedyś, przez krótki czas grał lepiej niż Lewy. Natomiast nie ma żadnych wątpliwości co do trzech kwestii:
Gala Tygodnika „Piłka Nożna”. Piłkarka Roku 2025 – Ewa Pajor
Po raz szósty w karierze i czwarty z rzędu Ewa Pajor została wybrana Piłkarką Roku w plebiscycie tygodnika „Piłka Nożna”. Po takich 12 miesiącach w jej wykonaniu po prostu nie mogło być inaczej.