W cyklu #RetroPN przypominamy rozmowę Sławomira Gereja z Tomaszem Iwanem.
Tomasz Iwan w czasach gry w Holandii (fot. Włodzimierz Sierakowski / 400mm.pl)
– Poza towarzyskim spotkaniem reprezentacji Polski z Paragwajem, na którym trener Wójcik sprawdził piłkarzy z ligi polskiej, wystąpił pan we wszystkich meczach drużyny narodowej i to w pełnym wymiarze czasowym. Czy to oznacza, że ma pan stałe miejsce w pierwszym składzie? Tomasz IWAN (PSV Eindhoven): – Żaden z kadrowiczów nie może tego o sobie powiedzieć. Wszyscy dysponujemy dużymi umiejętnościami, a kredyt zaufania u trenera można zdobyć, skutecznie wykorzystując je w meczach. Skoro gram niemal w każdym, uważam, że trener takim kredytem mnie obdarzył. Mimo tego, nie czuję się pewniakiem, ale uważam się za jednego z podstawowych piłkarzy. Liczę się z tym, że w przypadku słabszej formy, ktoś inny zagra na mojej pozycji.
– No właśnie. Gdzie jest pańskie miejsce na boisku? Gra pan zarówno na prawej, jak i lewej stronie pomocy, a w meczu z Chorwacją zagrał pan nawet w środku… – Można powiedzieć, że jestem uniwersalny. Dużej różnicy mi nie sprawia, po której stronie występuję i którą nogą uderzam piłkę. Zależnie od przeciwnika, dobranej taktyki i dyspozycji innych zawodników trener przydziela mi pozycję na konkretne spotkanie. Podobnie jest w klubie.
– Pańska drużyna, PSV Eindhoven ma już pewne wicemistrzostwo Holandii… – Właściwie liga dla nas się zakończyła na kilka kolejek przed finiszem rozgrywek. Mistrzem został Ajax, a walka odbywa się jeszcze głównie o utrzymanie. W tej chwili brakuje nam już czynników, które mogłyby motywować do gry. Po zakończeniu sezonu odchodzi trener Advocaat. Odchodzą też Phillip Cocu do Barcelony, Jaap Stam do Manchesteru United, a niepewne są też losy Arthura Numana.
– Jak duży udział ma pan w wicemistrzostwie Holandii? – Wychodziłem jako podstawowy zawodnik w około piętnastu meczach. W pozostałych zazwyczaj wchodziłem jako zmiennik. Na pewno więc nie byłem piłkarzem, który występował sporadycznie. Czuję, że w pewnym stopniu do tego drugiego miejsca się przyczyniłem. W porównaniu z poprzednim sezonem, kiedy to w Feyenoordzie grałem naprawdę mało, ten mogę odnotować jako udany. Poczyniłem widoczny postęp, a przecież przeszedłem do lepszego klubu, który zaliczył niezłe występy w Lidze Mistrzów, również z moim udziałem.
– Wróćmy do reprezentacji Polski. W meczu ze Słowenią, zdobył pan dla niej swą pierwszą bramkę w karierze i zagrał niezły mecz… Jak zostało to przyjęte w klubie? – Cieszę się, że ten fakt został zauważony. Jednak w tym czasie grała też liga holenderska, a dla trenera Advocaata najważniejsze są sprawy klubowe. Oczywiście był zadowolony z mego występu i gola, ale pewnie wolałby żebym był wówczas w Holandii. Dla mnie gra w reprezentacji jest bardzo ważna, ale w takiej sytuacji – co oczywiste – szansę gry w lidze otrzymują inni piłkarze PSV. Jeśli dobrze zagrają – łatwo stracić miejsce w składzie.
– Jak trudno jest je później odzyskać? – Bardzo trudno. Jest to specyficzna drużyna, w której niemal każdy zawodnik reprezentuje swój kraj, a mimo tego wielu z nich przesiaduje na ławce rezerwowych, jak np.: Belg Marc Degryse. Konkurencja jest naprawdę duża.
– Co decyduje o tym, że trener na pana stawia? – Taktyka i forma. Jeśli drużyna gra bardziej defensywnie zastępuje mnie Rumun Ovidiu Stinga, który jest prawym pomocnikiem, ale wykonuje też zadania defensywne. Ja gram częściej w meczach, w których stawiamy na atak. Dlatego też wchodzę na zmiany, gdy drużyna gra słabiej w ofensywie. Wtedy pełnię praktycznie rolę trzeciego napastnika. Drugim konkurentem do miejsca w składzie jest grający na lewej stronie pomocy reprezentant Holandii, Boudewijn Zenden.
– Zapewne w przyszłym sezonie celem PSV, będzie detronizacja Ajaxu i sukcesy w Lidze Mistrzów? – Na pewno tak. Już teraz pokazaliśmy, że potrafimy nawiązać walkę, że jesteśmy drużyną mocną. Kilku graczy odejdzie, ale zapewne w ich miejsce zostaną pozyskani nowi. Od nowego sezonu będzie prowadził nas trener Bobby Robson, a rok później – po Angliku – przejmie nas Eric Gerets. Zmiany są zatem niemałe i w tej chwili wszystko stoi pod znakiem zapytania. Jestem jednak pewny, że poniżej pewnego poziomu nie zejdziemy.
Jakub Błasczykowski po Gali Tygodnika „Piłka Nożna”. „Myślałem, że wygra Oskar Pietuszewski”
Jednym ze znakomitych gości Gali 2026 był Jakub Błaszczykowski, który do hotelu Hilton przybył wraz z małżonką Agatą. Piłkarz Roku 2010 i 2012 chętnie skomentował tegoroczne nagrody.
Co z Pietuszewskim w reprezentacji? Jan Urban zabiera głos!
Oskar Pietuszewski jest ostatnio na ustach wielu kibiców, chcących zobaczyć go w pierwszej reprezentacji. O młodym talencie FC Porto wypowiedział się selekcjoner Jan Urban.
Gala Tygodnika „Piłka Nożna”. Piłkarz Roku 2025 – Robert Lewandowski
Czy Robert Lewandowski jest najlepszym piłkarzem w historii Polski, pozostaje kwestią otwartą. W futbolu nie ma obiektywnej miary pozwalającej szacować klasę poszczególnych sportowców, każdy ma prawo do subiektywnego spojrzenia i własnego wyboru. Być może ktoś, kiedyś, przez krótki czas grał lepiej niż Lewy. Natomiast nie ma żadnych wątpliwości co do trzech kwestii:
Gala Tygodnika „Piłka Nożna”. Piłkarka Roku 2025 – Ewa Pajor
Po raz szósty w karierze i czwarty z rzędu Ewa Pajor została wybrana Piłkarką Roku w plebiscycie tygodnika „Piłka Nożna”. Po takich 12 miesiącach w jej wykonaniu po prostu nie mogło być inaczej.