Jak dużo prawdy jest w powiedzeniu, że po grze piłkarza widać nie tylko, jak trenuje i traktuje futbol, ale też z jakiej rodziny pochodzi i jakie wyznaje wartości, pokazuje przypadek młodego napastnika Realu. Rodrygo robi w królewskim klubie błyskawiczną karierę nie tylko dlatego, że ma talent.
Brazylijczyk pokazuje się ze świetnej strony w Realu Madryt (Fot. Forum)
LESZEK ORŁOWSKI
Talent ma także Vincius. Tyle że jemu po roku grania na Santiago Bernabeu wychodzi mniej, niż młodszemu koledze po kilku tygodniach. Ładnie się kiwa, ale potem albo niecelnie strzela, albo traci piłkę, podczas gdy Rodrygo zdobywa bramki i gra z kolegami. Po prostu widać, że jeden ma w głowie pstro, a drugi – świetnie poukładane.
Tata piłkarza Ojciec młodego, brazylijskiego piłkarza, to na ogół figura złowroga, nieprzyjazna, chciwiec, który od początku do końca myśli tylko o tym, jak z syna wycisnąć jak najwięcej euro. Doprawdy, nie jest to tylko przypadek Neymara seniora. Tata Rodrygo to jednak zupełnie inny gość i właśnie od niego trzeba zacząć wyjaśnianie fenomenu tego zawodnika, który jest w wieku 18 lat (urodził się 9 stycznia 2001 roku) o wiele bardziej dojrzały od rówieśników. Pan Eric Batista Goes, były prawy obrońca ekip z niższych lig brazylijskich, nie wydzwania po klubach z całego świata, pytając, ile mogłyby zapłacić synowi, gdyby im go przywiózł. Wręcz przeciwnie – mówi, że Rodrygo myśli tylko o Realu. Notabene – gdy agent piłkarza Nick Arcuri zakomunikował, że ma dwie poważne oferty: z Realu i z Liverpoolu, wybór został dokonany w sekundę. Tata nie zostawia syna samemu sobie – jest na każdym treningu zespołu. Nie powtarza potomkowi przy każdej okazji, jaki jest wspaniały, nie zachęca do aroganckich zachowań na boisku i poza nim. Zamiast tego godzinami ogląda z nim jego mecze, pokazuje, kiedy mógł zagrać lepiej, sugeruje, co może poprawić. Gdy syn podpisał w 2018 roku kontrakt z Realem, ale jeszcze przez rok grał w Brazylii, dbał, by w tym czasie perfekcyjnie opanował język kastylijski. Nie rozpieszcza go, lecz każe zajmować się młodszą siostrą. Pilnuje, czy śpi i wypoczywa ile trzeba, sprawdza, czy z odpowiednim szacunkiem odnosi się w klubie do starszych. Mama Denise ma identyczny pogląd na wychowanie syna. Oboje są głęboko wierzący i synowi też wpoili religijność niefasadową, lecz polegającą na wyznawaniu konkretnych wartości.
Rodrygo ciężko pracuje na treningach. Pyta o radę kolegę, którego zdjęcie ponoć cały czas nosi na kejsie od telefonu komórkowego, czyli Edena Hazarda. Słucha podpowiedzi drugiego partnera z ataku, Karima Benzemy. Z Marcelo i Casemiro rozmawia o tym, jak będąc Brazylijczykiem, odnieść sukces w Realu. Gdyby w Madrycie był nadal Cristiano, z pewnością męczyłby go prośbami o porady, jak o siebie dbać.
Jednym słowem: zarówno młody zawodnik jak i jego ojciec robią wszystko, by pomóc talentowi.
Strzela, biega, walczy Istnieje oczywiście ryzyko przedobrzenia. Na razie większość spontanicznych wypowiedzi Rodrygo brzmi, jakby pisał je specjalista od PR-u. – Mój początek w Realu nie mógł być lepszy. Wszystko poszło nawet szybciej niż się spodziewałem. Praktycznie nie musiałem się adaptować, bo rodacy, których spotkałem, zajęli się mną bardzo troskliwie. I Madryt… Kocham Madryt! Klimat, styl życia, przypominają mi Sao Paulo. Jeśli mógłbym, zostałbym tu do końca życia – powiedział po meczu z Galatasaray na Santiago Beranbeu, w którym uzyskał perfekcyjnego hat-tricka (gole głową, lewą i prawą nogą). Trochę pokazał rożków tylko zapytany, czy zgodziłby się pójść na wypożyczenie, jak Casemiro do Porto. – Mam nadzieję, że nie będzie takiej potrzeby. Chcę zostać w Realu i walczyć o miejsce z kimkolwiek!
Zinedine Zidane szybko dostrzegł, jaki skarb mu się trafił. Potrafił zadbać o fenomenalnie utalentowanego i tak świetnie ułożonego chłopaka. Gdy ten jeszcze latem doznał kontuzji, codziennie chodził do lekarzy, by zapytać, jak się czuje Rodrygo, a jeśli się na niego natykał, zawsze poświęcał mu chwilę rozmowy. W efekcie zawodnik bez cienia niezadowolenia przyjął odesłanie do ekipy rezerw, w Castilli trenował z uśmiechem na ustach i na sto procent – może to był zresztą ostatni test, jakiemu zapragnął poddać go Zizou? A gdy w końcu doczekał się debiutu, to od razu strzelił gola Osasunie i z miejsca stał się członkiem wyjściowej jedenastki, tworząc atak z Hazardem i Benzemą. Przeciwko Leganes zagrał pełne 90 minut, przebiegł 11,6 kilometra, co było wynikiem dla napastnika naprawdę niezwykłym i także świadczącym, że Rodrygo zna swoje miejsce w szyku. Do tego nie sprawia mu różnicy, czy gra na lewym skrzydle, czy na prawym, w trakcie meczu błyskawicznie przestawia się z jednej strony ataku na drugą.
Oczywiście cały czas obserwował go także Tite. Selekcjoner Canarinhos wysłał powołanie dla Rodrygo już we wrześniu, ale pozwolił mu zadebiutować dopiero w listopadzie, w klasyku z Argentyną. Opinia Tite o napastniku Realu: – Kiedy widzisz go w akcji, przypomina 26-letniego weterana. Doświadczenie, spokój, czytanie gry, które prezentuje, po prostu zadziwiają – pozwala mieć przekonanie, że będzie go powoływał nadal. Przyszłość bez wątpienia należy do Rodrygo. W Realu zaś wszyscy mają nadzieję, że zawodnik ten profesjonalizmem zarazi Viniciusa, z którym się przyjaźni i zespół będzie miał wkrótce dwóch swoich Messich. Oby tylko nie stało się na odwrót.
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.