Kibice Manchesteru United muszą się już powoli zacząć godzić z myślą o tym, że ich pupile nie wywalczą w tym sezonie mistrzostwa Anglii. Co więcej, Czerwonym Diabłom będzie bardzo trudno włączyć się do walki o miejsce czwarte, które jak wiadomo, premiowane jest grą w eliminacjach Champions League. W sobotnie popołudnie Manchester rzutem na taśmę uratował remis ze Stoke City (1:1)
Wayne Rooney wszedł z ławki i uratował Manchester United (foto: Łukasz Skwiot)
Niemal we wszystkich przedmeczowych zapowiedziach Manchester United był uważany za zdecydowanego faworyta starcia ze Stoke City. Piłkarze Jose Mourinho prezentowali się w ostatnich tygodniach (z małymi wyjątkami) całkiem nieźle i wydawało się, że poradzą sobie z niżej notowanym rywalem. Po raz kolejny okazało się jednak, że w Premier League niczego nie można zakładać na sto procent, a zespół skazywany na pożarcie może sprawić niespodziankę.
The Potters są na własnym boisku groźnym przeciwnikiem dla każdego, nawet dla drużyny, która celuje w zajęcie miejsca w czołowej czwórce ligi angielskiej. Gospodarze nie zamierzali więc ustępować pola faworytowi i w 19. minucie wyszli na prowadzenie ze sprawą samobójczego trafienia Juana Maty, który dość niefortunnie interweniował pod własną bramką.
Sobota nie była najlepszym dniem w karierze hiszpańskiego pomocnika, ponieważ zmarnował on także znakomitą, stuprocentową okazję na zdobycie gola, już po właściwej stronie boiska. Po znakomitej szarży Zlatana Ibrahimovicia, Juan Mata miał jedynie dołożyć nogę i celnie strzelić, jednak spudłował w dogodnej pozycji.
Man Utd pushing hard for an equaliser at Stoke but the hosts are keeping them at bay. It’s 1-0 (63 mins) #STKMUNpic.twitter.com/ELM5k897cJ
Manchester próbował doprowadzić do wyrównania, jednak przez większość meczu bił głową w mur. Gospodarze grali bardzo mądrze i konsekwentnie wypełniali wszystkie założenia swojego trenera Marka Hughesa. Im dalej w zawody, tym dominacja gości na boisku stawała się coraz większa, a gra toczyła się głównie na połowie Stoke.
Kiedy wydawało się, że wynik spotkania nie ulegnie już zmianie, miejscowych kibiców uciszył rezerwowy Wayne Rooney. Reprezentant Anglii wpisał się na listę strzelców w doliczonym czasie gry, ratując swój zespół przed porażką i bijąc przy okazji klubowy rekord, jeśli chodzi o klasyfikację najskuteczniejszych piłkarzy wszech czasów, wyprzedzając legendarnego Bobby’ego Charltona.
***
Co działo się w równolegle rozgrywanych meczach? Większych problemów z dopisaniem na swoje konto trzech punktów nie mieli piłkarze West Bromwich Albion, którzy pokonali przed własną publicznością Sunderland AFC (2:0). Gole dla gospodarzy strzelali w tym spotkaniu Darren Fletecher i Chris Brunt.
Bardziej gościnni byli zawodnicy Middlesbrough, którzy na swoim terenie przegrali z West Hamem United (1:3). Bohaterem londyńczyków był Andy Carroll, który znajduje się ostatnio w bardzo wysokiej formie. Anglik zdobył dwa gole i udowodnił, że w drużynie Młotów istnieje życie bez Dimitriego Payeta.
Mniej powodów do zadowolenia nie miał Artur Boruc wyszedł w podstawowym składzie Bournemouth na spotkanie z Watfordem. Polak wpuścił dwie bramki, a jego drużyna podzieliła się punktami z Szerzeniami (2:2).
Troy Deeney rises highest to flick in Cleverly’s corner with the back of his head. It remains 1-2 (72 mins) #BOUWATpic.twitter.com/Poh1Aime93
Starcie Crystal Palace z Evertonem zakończyło się skromnym zwycięstwem gości. The Toffees po tym jak rozgromili Manchester City, ewidentnie złapali wiatr w żagle i podnieśli trzy punkty także z boiska na Selhurst Park. Jedynego gola w tym meczu zdobył Saemus Coleman.
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.