Od blisko półtora roku nie wystąpił w barwach reprezentacji Anglii. Nie zrobi tego również w marcowych starciach z San Marino, Albanią oraz Polską. Mimo to, Ross Barkley nadal marzy o otrzymaniu powołania na EURO. W końcu obiecał mu je szkoleniowiec Aston Villi.
Gareth Southgate od blisko półtora roku nie wysłał powołania do Rossa Barkleya. (fot. Piotr Kucza)
Dean Smith pytany w październiku o to, jak przekonał Anglika do przenosin na Villa Park, wyjawił, iż zobowiązał się do zapewnienia piłkarzowi miejsca w kadrze drużyny narodowej na Mistrzostwa Europy. Wówczas brzmiało to całkiem realnie. The Villans byli na fali, pomocnik prezentował się bardzo dobrze. Niespełna trzy miesiące przed turniejem kariera reprezentacyjna 27-latka nadal tkwi jednak w martwym punkcie. W gronie zawodników powołanych ostatnio przez Garetha Southgate’a go zabrakło. Co gorsza, nie wywołało to zaskoczenia. Zaskoczeniem byłoby, gdyby selekcjoner na Barkleya postawił.
IDEALNY POCZĄTEK
W końcówce letnio-jesiennego okienka transferowego wychowanek Evertonu wiedział, że aby zwiększyć swoje szanse na ponowne przywdzianie trykotu z trzema lwami na piersi, musi wyrwać się z Chelsea. Na Stamford Bridge grał zbyt mało. Konkurencja była duża i ciągle rosła. Sympatie Franka Lamparda nie ewoluowały na jego korzyść. Zmiana otoczenia jawiła się jako konieczna. Wybór Aston Villi – ze wszech miar logiczny i rozsądny. Drzwi do wyjściowego składu stały przed nim otworem. Pierwszoplanowa rola u boku Jacka Grealisha była mu pisana. A przykład kapitana drużyny i jego kompana z defensywy – Tyrone’a Mingsa – udowadnniał, iż droga z klubu z Birmingham do reprezentacji Anglii nie jest długa. Za to z pewnością mniej wyboista od tej, której początek stanowi ławka rezerwowych The Blues.
Zgodnie z przewidywaniami, z chwilą podpisania kontraktu z The Villans Barkley stał się członkiem pierwszej jedenastki. Smith nie zamierzał zwlekać z wprowadzaniem nowego gracza i dobrze na tym wyszedł. – Nie mógł wystartować lepiej – mówił o pomocniku po jego dwóch premierowych występach. Anglik zdobył w nich dwie bramki. Tyle samo, co w ostatnich 42 spotkaniach ligowych w Chelsea. Najpierw pogrążył Liverpool w słynnym już meczu, który The Reds przegrali 2:7, a następnie strzałem w doliczonym czasie gry zapewnił Aston Villi zwycięstwo nad Leicester City. Trafienie z Lisami doczekało się nawet nominacji do nagrody Gola Miesiąca Premier League.
Nie licząc starcia z Arsenalem, w którym 27-latek zanotował asystę, kolejne występy w jego wykonaniu nie były już równie zjawiskowe. Mimo to, szkoleniowiec nie przestawał go chwalić. Mówił, że czuł, iż drużyna potrzebowała kogoś takiego. Jego etykę i podejście do pracy określał mianem wspaniałych. Wykładał statystyki, według których Ross wykonywał najwięcej sprintów w zespole. Zwracał uwagę na jakość poszczególnych zagrań. Dziękował Chelsea za umożliwienie wypożyczenia piłkarza tak wysokiego kalibru.
Barkley robił natomiast to, co potrafi robić najlepiej. Sprawnie i długo holował piłkę, seryjnie mijał rywali dryblingiem, odważnie wbiegał w linie obron przeciwników, stwarzał sytuacje bramkowe partnerom, oddawał groźne uderzenia z dystansu. Nade wszystko zaś kapitalnie współpracował i uzupełniał się z Grealishem. Dzięki wsparciu rodaka kapitan The Villans zyskał na murawie trochę więcej miejsca – defensorzy nie mogli skupiać się już wyłącznie na nim – a odpowiedzialność za wyniki przestała spoczywać na jego barkach w tak ogromnej mierze, jak wcześniej. Southgate nie wynagrodził wprawdzie starań byłego pomocnika Evertonu zaproszeniem na listopadowe zgrupowanie, ale Mings przekonywał, iż w przyszłości z pewnością wyśle powołanie.
Sielanka trwała do dziewiątej kolejki angielskiej ekstraklasy. Wtedy Anglik doznał urazu, który zahamował rozwój nowego etapu jego kariery.
PIĘTNO KONTUZJI
Do niefortunnego zdarzenia doszło na samym początku rywalizacji z Brighton. Barkley wykonał rzut wolny, złapał się za udo i usiadł na ziemi. Diagnoza lekarza nie była potrzebna – zawodnik wiedział, iż nie jest dobrze i że czeka go przerwa od futbolu. – Ściągnęliśmy Rossa, ponieważ jest jakościowym piłkarzem. Kiedy jakościowi piłkarze wypadają z gry, wpływa to na drużynę. Nie mamy nikogo, kto gra podobnie do Rossa. To dla nas strata – przyznał po spotkaniu zaniepokojony Smith. Pod nieobecność 27-latka Aston Villa rozegrała osiem meczów. Trzy z nich wygrała, dwa zremisowała, trzy przegrała.
Kontuzja odcisnęła znacznie większe piętno na jednostce niż na kolektywie. O ile ekipa z Villa Park cały czas należy do grupy zespołów liczących się w zmaganiach o prawo do występów w europejskich pucharach, o tyle angielski pomocnik jest po powrocie na boisko cieniem samego siebie z jesieni. Owszem, przypomina Barkleya. Problem w tym, że tego z Chelsea. W minionych dwunastu spotkaniach błysnął zaledwie raz. Zdobył jedyną bramkę w starciu z pogrążającym się w kryzysie Southampton. W końcówce lutego stracił miejsce w wyjściowym składzie i nie odzyskał go przez cały marzec.
Co ciekawe, regres notowań Rossa zbiegł się w czasie z urazem Grealisha. Wychowanek Evertonu nie zrobił sztycha, by wejść w buty kolegi. W oczach kibiców stał się kozłem ofiarnym tego, jak The Villans prezentują się bez kapitana. Wygrali tylko jeden z sześciu meczów. Kreują mniej sytuacji bramkowych (wcześniej ponad 11 na spotkanie, teraz mniej niż 9). Oddają mniej celnych strzałów (wcześniej 6 na spotkanie, teraz 5). Wymieniają mniej podań w finalnej tercji boiska i rzadziej dotykają w tej strefie piłki. Zatracili umiejętność wyprowadzania zabójczych kontrataków. Zachowują się tak, jakby absencja największej gwiazdy drużyny pozbawiła ich wszelkich atutów. Jakby zapomnieli o sensie istnienia.
1 – Aston Villa have won just one of their six Premier League games in which Jack Grealish has not featured this season (17% – D2 L3), compared to a 50% win rate in their 22 league matches with him in the side this term (W11 D3 L8). Limited. pic.twitter.com/rwwqBVK1FS
Barkley im go nie przybliżył. Sam szuka. Od tamtego listopadowego meczu z Brighton. Smith twierdzi, iż gdyby nie problemy zdrowotne, Anglik osiągnąłby dwucyfrową liczbę goli. Wszystko mogłoby się ułożyć zupełnie inaczej. Z wyborami Southgate’a włącznie.
NIE WSZYSTKO STRACONE
Jak zostało wspomniane na początku, piłkarza Aston Villi nie ma w grupie graczy, z których w marcowych starciach z San Marino, Albanią oraz Polską skorzysta selekcjoner Synów Albionu. Zaskoczenia brak, żal pewnie jest. Będąc zawodnikiem występującym w środku pola relatywnie łatwo było bowiem znaleźć się w szerokiej kadrze drużyny narodowej. Z grona konkurentów odpadło dwóch pewniaków. Zarówno Grealish, jak i James Maddison leczą urazy. Kiedy wrócą do pełni sprawności fizycznej, o uznanie Southgate’a będzie nieporównywalnie trudniej.
Jak w każdej strefie boiska, tak i w jego sercu Anglia ma kłopot bogactwa. Oprócz wymienionych wyżej playmakerów jest jeszcze niesamowicie utalentowany Phil Foden. Jest fenomenalnie usposobiony Mason Mount. Jest robiący furorę Jude Bellingham. Jest odzyskujący dawny blask Jesse Lingard. Jest wciąż wykorzystywany w młodzieżówce Emile Smith Rowe. Do wyboru, do koloru. Można żonglować, przetasowywać, mieszać.
Gdyby Barkley nawiązał wiosną do dyspozycji z pierwszych spotkań w barwach The Villans, niechybnie też byłby na liście pomocników, którzy mają szansę na powołanie. Ba, zapewne otrzymałby je już teraz. Trwające od października 2019 roku oczekiwanie na przywdzianie trykotu reprezentacji dobiegłoby niebawem końca. W obecnej sytuacji nie ma jednak o czym pisać. Southgate ma dużo lepsze opcje niż rezerwowy dziesiątej siły Premier League.
Czy oznacza to, że Dean Smith nie spełnił obietnicy, a marzenie Rossa Barkleya o udziale w Mistrzostwach Europy legło w gruzach? Nie. Do rozpoczęcia turnieju pozostały niespełna trzy miesiące. Z jednej strony – bardzo mało. Skład drużyny narodowej jest niemal w pełni wykrystalizowany. Z drugiej – całkiem sporo. By odzyskać zaufanie Garetha Southgate’a wystarczy zanotować jeden wyśmienity miesiąc, czego dowiódł Jesse Lingard. Tylko od pomocnika Aston Villi zależy, czy ponownie wdrapie się i pozostanie na wyżynach swoich możliwości. Czy da selekcjonerowi argument do postawienia na jego osobę. Czy sprawi, że pominięcie go przy następnych powołaniach będzie zaskoczeniem.
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.