Walka o mistrzostwo Hiszpanii wciąż trwa. W niedzielny wieczór swoje mecze wygrali główni faworyci do tytułu: Real Madryt okazał się lepszy od Sevilli (4:1), natomiast Barcelona pokonała Las Palmas, także (4:1).
Real idzie łeb w łeb z Barceloną, ale ma jeszcze jednego asa w rękawie (fot. Łukasz Skwiot)
Opromienieni awansem do wielkiego finału Ligi Mistrzów „Królewscy” bardzo szybko rozstrzygnęli swoje spotkanie z Sevillą. Już w 10. minucie wynik zawodów otworzył Nacho, który bez czekania na gwizdek sędziego wykonał rzut wolny i całkowicie zaskoczył bramkarza rywali. Piłkarze Sevilli protestowali, ale skoro arbiter nie dał wyraźnego sygnału, że gracze Realu muszą czekać na jego pozwolenie, to oznaczało, że gol został zdobyty prawidłowo.
Goście z Andaluzji nie zdołali się jeszcze otrząsnąć po stracie pierwszej bramki, a już podopieczni Zinedine’a Zidane’a zadali drugi cios. Tym razem na listę strzelców wpisał się Cristiano Ronaldo, który po szybkiej akcji zespołu i kilku interwencjach rywali, po prostu dobił piłkę do pustej bramki.
Co ciekawe, był to już 62. mecz z rzędu, w którym Real Madryt strzelał przynajmniej jednego gola. Takiej serii nigdy nie miał żaden zespół występujący w jednej z pięciu najlepszych lig europejskich. Dla samego Ronaldo było to z kolei trafienie nr 400 w barwach „Królewskich”.
RECORD: Real Madrid have scored in 62 consecutive games in all competitions; the longest streak in the history of Europe’s top 5 leagues. pic.twitter.com/FcXFkAA8lW
Sevilla nie złożyła broni i w drugiej połowie zdołała strzelić gola kontaktowego. Tuż po wznowieniu gry po przerwie, sygnał do odrabiania strat dał Stevan Jovetić, który po kombinacyjnym rozegraniu piłki przez swoich kolegów, popisał się mierzonym uderzeniem sprzed pola karnego i pokonał Keylora Navasa.
Podopiecznie Zidane’a wiedzieli, że jeden gol zapasu to marna zaliczka i dlatego robili wszystko, by jak zdobyć trzecią bramkę. Udało się w 78. minucie, kiedy to Sevilla straciła piłkę na własnej połowie i w pole karne wpadł z nią Toni Kroos. Niemiec dostrzegł lepiej ustawionego Ronaldo, a ten huknął pod poprzeczkę i nie dał bramkarzowi szans na interwencję.
Ostatnie słowo należało w tym spotkaniu do wspomnianego Kroosa, który wbiegając w pole karne wykorzystał dogrania od Nacho i dość szczęśliwym uderzeniem obok słupka podwyższył prowadzenie Realu i ustalił przy okazji rezultat.
***
Żadnych złudzeń swojemu przeciwnikowi nie zostawiła również Barcelona, która mierzyła się w delegacji z dobrze grającym na swoim terenie Las Palmas. Piłkarze Luisa Enrique także nie zamierzali czekać na ruch rywala i stosunkowo szybko rozstrzygnęli kwestię zwycięstwa i trzech punktów.
Wynik spotkania w 25. minucie otworzył Neymar, któremu piłkę przed bramką wystawił Luis Suarez. Brazylijczykowi pozostało jedynie dołożyć nogę i skierować futbolówkę do siatki. Minęło zaledwie kilkadziesiąt sekund, a już Barcelona prowadziła różnicą dwóch trafieć. Tym razem znakomitą asystą popisał się Neymar, a wszystko celnym strzałem wykończył Suarez.
Także w tym przypadku, rywal zdołał odpowiedzieć, a sztuki tej dokonał w 63. minucie Pedro Bigas. Na więcej gospodarzy nie było jednak stać, a rozbudzona Barcelona dorzuciła kolejnego gola. Ładnym dośrodkowaniem popisał się Ivan Rakitić, a celnym uderzeniem głową popisał się Neymar, który rozgrywał znakomite zawody.
Brazylijczyk ani myślał, by ściągać nogę z gazu i w 71. minucie skompletował hat-tricka, pieczętując ostatecznie efektowne zwycięstwo swojego zespołu. Barcelona dopisała na swoje konto trzy punkty i wciąż zajmuje pierwsze miejsce w tabeli La Ligi. „Blaugrana” ma tyle samo punktów co Real, jednak jeden mecz rozegrany więcej, a to oznacza, że głównym rozrywającym w wyścigu po mistrzostwo są nadal piłkarze z Madrytu.
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.