Media z Półwyspu Iberyjskiego donoszą, że rozgrywki La Liga mogą się zakończyć już w ten weekend. Sprawa ma oczywiście związek ze strajkiem ogłoszonym przez Hiszpańską Federację Piłkarską.
Dokończenie rozgrywek Primera Division stoi pod znakiem zapytania
Stowarzyszenie hiszpańskich piłkarzy (AFE) potwierdziło w czwartek, że rozgrywki Primera Division zostaną zawieszone 16 maja. Pod znakiem zapytanie stoi również rozegranie finału Pucharu Króla.
Leszek Orłowski tłumaczył już na naszych łamach, o co dokładni chodzi w proteście.
„O władzę i pieniądze. Otóż projekt Decreto został przygotowany przez ministerstwo sportu (szef Miguel Cardenal) oraz Liga de Futbol Profesional (LFP, szef Javier Tebas). Rzecz cała odbyła się ponad głową RFEF czyli wszechwładnego Angela Marii Villara i nie uwzględnia jego interesów. Villar, rządzący hiszpańskim futbolem od 1988 roku, poczuł, że władza wymyka mu się z rąk, RFEF spychana jest na margines. Dlatego też przekabacił na swoją stronę związek zawodowy piłkarzy hiszpańskich (AFE) z nieobliczalnym Luisem Rubialesem i razem postanowili zorganizować kontrrewolucję. Zawieszenie przez RFEF rozgrywek ligowych nie ma sensu, bo prowadzi je przecież LFP!” – pisał.
Tymczasem w piątkowej „Marce” można wyczytać, że sprawa może wyjść daleko poza granice piłki nożnej i stać się przedmiotem prawa pracy. To stanowi, że dni objęte strajkiem nie muszą być odpracowywane. Oznaczałoby to, że 37. i 38. kolejka mogą w ogóle się nie odbyć.
Pozostaje więc pytanie: w jaki sposób władze La Liga zinterpretują prawo. Przedwczesne zakończenie rozgrywek z pewnością nie spodobałoby się drużynom, które walczą o kwalifikację do europejskich pucharów oraz ekipom z końca tabeli bijącym się o utrzymanie.
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.