Poprzedni był zwariowany, ten zapowiada się na pełen znaków zapytania. Sezon 2020-21 rozpocznie się w najbliższy weekend – to tyle, jeśli chodzi o pewne informacje. Jak przebiegnie i czy zakończy się w terminie, tego nie da się przewidzieć.
W zwykłych warunkach podczas przedostatniego weekendu sierpnia bylibyśmy już po paru seriach gier w Ekstraklasie. Nastała jednak nowa normalność, która wymagała mnóstwa zmian. Także w kalendarzu: znaczne wydłużenie poprzedniego sezonu opóźniło start następnego, wymusiło też modyfikację systemu rozgrywek. Efektem będzie liga o nowym obliczu.
REFORMA POD PRZYMUSEM
Najważniejszą zmianą jest skrócenie rozgrywek o siedem kolejek. Zamiast 37 serii meczów, jak miało to miejsce w ostatnich siedmiu sezonach, w nadchodzącym rozegranych zostanie tylko 30. To rezultat braku terminów – przez pandemię sezon zacznie się miesiąc później, a przełożone na przyszły rok mistrzostwa Europy wymuszają zakończenie zmagań w połowie maja. Ponadto jesienią nie będzie opcji rozgrywania spotkań ligowych w środku tygodnia, jako że wszystkie możliwe terminy zostały zajęte przez UEFA.
Rezygnacja z rundy finałowej oznacza, że nie będzie również podziału na dwie grupy. Ekstraklasa wróci więc tymczasowo do systemu obowiązującego przed sezonem 2013-14, kiedy wprowadzono format rozgrywek ESA37.
– Przy mniejszej liczbie kolejek i braku podziału na grupy nie będzie czasu na tracenie punktów. Jeśli któraś drużyna się zagapi i zostanie w blokach, później będzie miała poważne problemy. W tych okolicznościach trzeba od razu wejść na wysoki poziom – mówi Jacek Zieliński, były trener między innymi Cracovii, Lecha Poznań i Arki Gdynia.
Rozpoczyna się sezon przejściowy, poprzedzający rozszerzenie ligi. Od rozgrywek 2021-22 w Ekstraklasie rywalizować będzie 18 klubów. W związku z tym po nadchodzącym sezonie z ligą pożegna się tylko jedna drużyna, co powinno mieć kolosalne znaczenie dla przebiegu zmagań. W porównaniu do minionego sezonu, gdy z Ekstraklasy spadły aż trzy zespoły, istotnie skurczy się grono klubów zagrożonych degradacją. Prawdopodobnie będzie to skutkować zmniejszeniem emocji: jeśli któraś z drużyn okaże się wyraźnie słabsza od reszty, jak ostatnio Łódzki Klub Sportowy, jedyny spadkowicz może zostać wyłoniony już w lutym lub marcu. Brak podziału na górną i dolną ósemkę będzie sprzyjać powiększeniu tak zwanego bezpiecznego środka tabeli – grupy drużyn nieaspirujących do europejskich pucharów, a jednocześnie pewnych utrzymania. Jeśli faktycznie tak się stanie, zwolennicy formuły ESA37 będą mogli uśmiechnąć się z satysfakcją.
– To powinien być dobry czas na zmianę podejścia do pewnych kwestii. Może kilka klubów wykorzysta ten przejściowy sezon na przeformatowanie kadr, na sprawdzenie nowych rozwiązań – uważa Zieliński. – Sytuacja jest specyficzna: przy jednym spadającym zespole poziom emocji i zaangażowania rzeczywiście może być niższy, szczególnie wśród drużyn ze środka tabeli. Nie widzę jednak drużyny, która mogłaby wyraźnie odstawać od reszty i szybko stracić szanse na utrzymanie.
ROZGARDIASZ
Jeszcze zanim ruszył sezon, otrzymaliśmy namiastkę tego, jak może on przebiegać. Przed rozpoczęciem przygotowań do rozgrywek kluby nie otrzymały od PZPN wytycznych dotyczących powrotu do treningów (rekomendacje Zespołu Medycznego pojawiły się dopiero 5 sierpnia). Część klubów podeszła do sprawy wybitnie niefrasobliwie, jakby zakładając, że skoro zakończył się sezon, to o restrykcjach i środkach ostrożności można zapomnieć. Tymczasem pandemia trwa, nastąpiło ogólnospołeczne poluzowanie, co w połączeniu z wakacyjnymi wyjazdami piłkarzy musiało przynieść skutek w postaci koronawirusa w Ekstraklasie. Pierwszy przypadek odnotowano w Wiśle Płock. Kolejne były kwestią czasu. W sytuacji, gdy u któregoś zawodnika wykryto zakażenie, trzeba było przerwać treningi zespołowe, a chorego odizolować od reszty drużyny.
Wisła odwołała zgrupowanie w Grodzisku Wielkopolskim, zawodnicy zostali w domach, gdzie ćwiczyli indywidualnie. Po tygodniowej kwarantannie zespół Radosława Sobolewskiego wykonał drugie podejście do przedsezonowych przygotowań. Te przesunęły się o tydzień również w Lechii Gdańsk. Piłkarze Pogoni Szczecin przez pewien czas mieli prawo poczuć się jak kilka miesięcy temu, gdy nie mogli opuszczać domów, a ich kontakt z kolegami z drużyny ograniczał się do wspólnych treningów za pośrednictwem internetu. Testy na obecność COVID-19 dały dodatni wynik także u jednego z graczy Śląska Wrocław. W tych klubach i tak już wyjątkowo trudny okres przygotowawczy został dodatkowo zakłócony.
– Kilka dni przerwy w treningach w żaden sposób nie zaszkodzi tym zespołom – twierdzi Zieliński. – W tym roku drużyny przeszły już dwa okresy przygotowawcze: zimowy oraz przed wznowieniem rozgrywek w maju. Aktualnie nie można mówić o jakichś wielkich przygotowaniach. To kwestia krótkiego odpoczynku i ostatecznego doszlifowania formy.
Osoby odpowiedzialne za układanie terminarza rozgrywek czekają pracowite miesiące. Może to być sezon przekładanych meczów oraz kalendarzowego rozgardiaszu. Odwołanie spotkania o Superpuchar Polski stanowiło preludium. Kilka meczów I rundy Pucharu Polski również nie mogło odbyć się ze względów epidemicznych. Nie sposób uniknąć podobnych przypadków w rozgrywkach ligowych. W obecnych okolicznościach należy spodziewać się sytuacji ekstremalnych. Obawa, czy sezon uda się przeprowadzić od początku do końca, jest jak najbardziej uzasadniona.
POWRÓT ZASŁUŻONYCH
Przerwa pomiędzy sezonami była krótka (na przykład dla Warty Poznań wynosiła zaledwie 22 dni), lecz bardzo intensywna. Trenerzy generalnie pozostali na stanowiskach, roszady nastąpiły tylko w Jagiellonii Białystok i Stali Mielec, za to wśród piłkarzy panował spory ruch. Lato stało pod znakiem powrotów (czy wielkich, to się dopiero okaże) do Ekstraklasy. Waldemar Sobota, Michał Kucharczyk i Maciej Wilusz po mniej lub bardziej udanych podbojach zagranicznych klubów postanowili znów pograć w piłkę w Polsce. Zdaniem wielu trwa najciekawsze okno transferowe od lat. Jak na razie niekwestionowaną królową polowania jest warszawska Legia.
– Nie przypominam sobie okienka transferowego, w którym mistrz Polski tak by się zbroił przed europejskimi pucharami. Powrót Artura Boruca to wielki hit. Mnie natomiast najbardziej cieszy przyjście Bartka Kapustki. Wszyscy skazali go na niebyt, a przecież ten chłopak nie zapomniał, jak się gra w piłkę. Znam potencjał Kapustki, prowadziłem go w Cracovii. W Anglii odbił się od ściany, do tego doszły urazy. Wierzę, że ponownie stanie się odkryciem ligi – prognozuje Zieliński. – Legia powinna okazać się dla niego dobrym wyborem. Bartek lubi grę kombinacyjną, a właśnie taki styl preferują mistrzowie Polski. Błyskawicznie odnajdzie się w tej drużynie.
Świeżej krwi w lidze nie zabraknie. Po raz pierwszy od sezonu 2004-05 do rozgrywek Ekstraklasy przystąpi aż trzech beniaminków. Każdy inny, budowany w odmienny sposób, preferujący odrębny styl gry. Łączy ich to, że w powszechnej opinii to z ich grona wyłoniony zostanie jedyny spadkowicz.
– Warta i Stal, zasłużone kluby, powinny dodać kolorytu Ekstraklasie. Podbeskidzie Bielsko-Biała wraca po kilku latach silniejsze, lepiej poukładane. W rozgrywkach I ligi wyglądało na najbardziej stabilny zespół – ocenia Zieliński. – W przypadku beniaminków bardzo istotne będą transfery. Mielecka drużyna straciła dwóch ważnych zawodników, trudno będzie ich zastąpić. Bardzo sensownych wzmocnień dokonuje Warta: ściąga polskich zawodników, dla których będzie to pierwsza okazja do pokazania się na najwyższym szczeblu.
Odejścia czołowych zawodników to reguła przed każdym sezonem Ekstraklasy. Tym razem nie było exodusu gwiazd, choć należy pamiętać, że pandemia znacząco wyhamowała wszelkie negocjacje, okno transferowe jeszcze długo pozostanie otwarte, a kluby z czołowych europejskich lig dopiero teraz zaczynają szukać wzmocnień na takich rynkach, jak polski. Mimo wszystko, Ekstraklasę opuściło trzech najlepszych snajperów ubiegłego sezonu: Christian Gytkjaer, Igor Angulo oraz Jorge Felix. Wobec ich absencji, trudno wskazać faworyta do korony króla strzelców.
– Nie znamy jeszcze możliwości nowego napastnika Lecha, Mikaela Ishaka. Może o miano najlepszego snajpera powalczy Rafael Lopes? W Cracovii nie zdobywał bardzo wielu bramek, ale mocno pracował dla drużyny na całej szerokości boiska. W Legii jego rola może się zmienić – przewiduje Zieliński.
KONRAD WITKOWSKI
TEKST UKAZAŁ SIĘ W NAJNOWSZYM WYDANIU TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA” (nr 33/2020)
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.