– Postawa Lecha w minionym sezonie w polskiej Ekstraklasie jest dla mnie ogromnym rozczarowaniem. To coś nieprawdopodobnego, że zespół z tak dużym potencjałem nie zakwalifikował się do europejskich pucharów. Ten potencjał został przecież potwierdzony w Lidze Europy, gdzie potrafiliśmy wygrać z Manchesterem City i Salzburgiem, wyeliminowaliśmy też tak wielką firmę jak Juventus Turyn – mówi prezes rady nadzorczej Lecha Poznań, Jacek Rutkowski.
– Tym bardziej jest coś dziwnego w tym, że ten sam zespół po zwycięstwie 3:1 z Manchesterm City, kilka dni później przegrywa w Chorzowie z Ruchem, po beznadziejnym meczu. Przyczyn takiej postawy upatruję w kwestiach psychologicznych. Rozgrywaliśmy przecież dobre mecze, także pod względem piłkarskim, a jednak czegoś brakowało, by je wygrać. Tak było w finale Pucharu Polski z Legią Warszawa, gdzie po przypadkowym rykoszecie rywal doprowadził do wyrównania. Podobnie było też meczu z Lechią Gdańsk, w którym także dominowaliśmy, a mimo to przegraliśmy. Wina za taki wynik w tym sezonie rozkłada się na trzy części. Po pierwsze, leży po stronie piłkarzy. Nie powinni oni tracić goli w takich sytuacjach i momentach jakich tracili. Z drugiej strony nie umieli też tych bramek w odpowiedniej chwili strzelać. Po drugie, duża część odpowiedzialności spoczywa na sztabie trenerskim, zarówno tym pod wodzą Jacka Zielińskiego, jak i tym z Jose Mari Bakero na czele. Nie potrafili oni odpowiednio zmobilizować i ukierunkować piłkarzy. Trzecia część leży po naszej stronie, po stronie managementu. Nie zamierzam od tego uciekać, w każdej firmie władze odpowiadają za wyniki. My też nie umieliśmy odpowiednio wpłynąć na zespół, tak by obronił on mistrzostwo lub chociaż zakwalifikowali się do europejskich pucharów – dodaje właściciel Kolejorza
– Wierzę głęboko, że Jose Mari Bakero ma koncepcję dobrej gry Lecha. Jej zarysy widzieliśmy przecież już w niektórych spotkaniach zakończonego sezonu. Nie ma wątpliwości, że trzeba jeszcze nad nią popracować. Dlatego też nastąpiły zmiany w sztabie sportowym. Andrzej Dawidziuk zastąpił Marka Pogorzelczyka na stanowisku dyrektora sportowego. Chcę tu od razu podkreślić, że wysoko oceniamy pracę byłego już dyrektora. Uznaliśmy jednak, że trzeba bardziej skupić się na działaniach sportowych, niż na zarządzaniu sportem. Dlatego zdecydowaliśmy się na na Andrzeja Dawidziuka. Liczę, że będzie on partnerem dla trenera Bakero, zwłaszcza w zakresie wprowadzania do zespołu młodych piłkarzy. To jest ogromna zmiana podejścia do zespołu. Jestem przekonany, że będzie ona dobra.
– Od dawna rozmawiamy o stawianiu na wychowanków. Mówiliśmy o tym już w 2006 roku, kiedy Lecha prowadził trener Smuda. Musimy sobie jasno powiedzieć, że polskich klubów w najbliższych latach nie będzie stać na transfer piłkarza, kosztującego 3, 4 czy 5 milionów euro. Wniosek z tego płynie prosty. Musimy do perfekcji doprowadzić dwa elementy: szkolenie i selekcję naszej młodzeży, oraz skauting. Na obu tych płaszczyznach nadal mamy problemy. Parę lat temu trener Smuda zupełnie ignorował wprowadzenie młodzieży do pierwszego zespołu. U trenera Zielińskiego było z tym lepiej, swoje szanse dostawali Marcin Kamiński, Mateusz Możdżeń i Kamil Drygas. Trener Bakero w tym aspekcie, zwłaszcza wiosną, bardzo mnie rozczarował. Młodzi praktycznie nie grali. Teraz jednak już wie, że skoro nie mamy wielkich pieniędzy, musimy czerpać ze swojej młodzieży. To jest nasz strategiczny kierunek.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.