– Dla Wisły to był mecz o nic. My jeszcze walczymy o drugie miejsce. Szkoda, że ten mecz nie decydował o mistrzostwie – przyznał Maciej Rybus po zakończeniu spotkania wygranego przez Legię z Wisłą 2:0
Wisła już zapewniła sobie mistrzostwo, więc w stolicy grała tylko o prestiż. Legia wciąż walczy o wicemistrzostwo. Poza tym chciała choć w części zmazać plamę po klęsce jesienią w Krakowie.
– Tam przegraliśmy 0:4. Mieliśmy dogodne sytuacje, przegraliśmy za wysoko. W przekroju całego sezonu Wisła była oczywiście lepszym zespołem od nas. Ale choć w części mogliśmy się jej zrewanżować. W drugiej połowie dostosowaliśmy się do sytuacji na trybunach. Wcześniej dobrze graliśmy pressingiem, wysoko atakowaliśmy Wisłę. Później trochę opadliśmy z sił, Wisła chyba nawet za bardzo nie dążyła do remisu – dzielił się wrażeniami młody pomocnik Legii.
W sobotę z kolejnym dziwnym pomysłem wyszli kibice. Nie dopingowali piłkarzy, tylko skandowali nazwiska osób znanych z życia publicznego, a nawet nie tylko. Okrzyki „Irena Santor”, „Krzysztof Kononowicz”, „Adam Małysz” czy „Robert Mateja” z całym szacunkiem dla wymienionych nie miały nic wspólnego z tym co działo się na murawie.
– W drugiej połowie postawa trybun nam nie pomagała. Jak jest doping to człowiek jest napakowany, ma więcej „poweru”. A jak kibice nie dopingują to czegoś brakuje – przyznał zawodnik Legii.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.