Przejdź do treści
Sandomierski dla PN: Po godzinie światło zgasło

Polska Ekstraklasa

Sandomierski dla PN: Po godzinie światło zgasło

Transfer za 1,6 miliona euro, Liga Mistrzów, Euro 2012 – Grzegorz Sandomierski poznał wielki futbol. Sam jednak zgadza się z tym, że było to trochę jak lizanie loda przez szybę. Dziś jednak jest jednym z najskuteczniejszych golkiperów w Europie.

Sandomierski znajduje się ostatnio w znakomitej formie

Klasyk po polsku, czyli dlaczego chciałbym rozminąć się z… rozsądkiem – KLIKNIJ!

rozmawiał Zbigniew MUCHA


– Tylko od razu się umówmy, że nie będziemy robić wielkiego remanentu, bo we wrześniu skończę dopiero 26 lat – mówi Sandomierski (na zdjęciu), z którym rozmawialiśmy jeszcze przed meczem z Ruchem Chorzów, w którym zakończyła się świetna passa bramkarza, ale nie Zawiszy! – Po prostu wcześnie zacząłem, więc niektórym się wydaje, że gram już od stu lat.

-W takim razie zacznijmy od tego, że to się po prostu nie może udać.
– Z Zawiszą? A dlaczego nie? Na zdrowy rozum faktycznie trudno to ogarnąć, zwłaszcza że w pięciu wiosennych kolejkach zdobyliśmy więcej punktów niż w 19 jesiennych, ale głęboko wierzę, że mimo wszystko się uda.

– Skąd zatem taka metamorfoza?
– Wydaje mi się, że chyba najbardziej spośród wszystkich drużyn ekstraklasy potrzebowaliśmy przerwy zimowej. Graliśmy bardzo źle, atmosfera niesamowicie kulała, wyczekiwaliśmy końca rundy niecierpliwie, jak zbawienia. Od początku zimowych przygotowań przystąpiliśmy skupieni do roboty, a odchodzili stopniowo tylko ci, którzy przestawali wierzyć. To było widoczne jak na dłoni.

A może zostali ci, których nikt nie chciał.
Będę się upierał, że zostali przede wszystkim ci, którym zależało. Mariusz Rumak starał się szybko wpoić nam do głów, że naprawdę nie wszystko jeszcze zostało stracone. Dobrą robotę wykonał także właściciel klubu. Nie tylko dlatego, że wraz z trenerem mądrze uzupełnili kadrę, ale Radosław Osuch nie wywierał na nas niepotrzebnej presji. Starał się dość ciężką sytuację bardziej może obrócić w żart, zdjąć z nas presję i ciężar odpowiedzialności. Na pewno nie dolewał oliwy do ognia

Czyli porażki miały podłoże psychiczne? Złapaliście trochę luzu i zaczęliście grać?
Akurat w ten sposób bym tego nie ujął. Jaki mógł być luz w naszej sytuacji, skoro do celu jeszcze bardzo daleka droga. Wiosnę zaczęliśmy od dwóch bezbramkowych remisów – z Łęczną i Lechią. Powiedzieliśmy sobie: OK, nie jest może ekstra, ale nie przegrywamy, a to też ważne, z czasem zaś powinno być lepiej. I najważniejsze, że sami wierzyliśmy w to, co mówiliśmy, nie było pustej paplaniny i urzędowego optymizmu. Tak sobie myślę, że nasza siła tkwi w zespole, niesamowitym kolektywie, który narodził się w ostatnich miesiącach w Bydgoszczy.

Ale przede wszystkim piekielnie trudno was skaleczyć. Wójcicki, Micael, Marić, Ziajka – Zawisza dorobił się jednej z najsolidniejszych linii defensywnych w lidze.
To prawda, chłopaki wyglądają bardzo pewnie, ale warto zwrócić uwagę, że cały zespół gra niezwykle konsekwentnie, kompaktowo, blisko siebie, z pełną i nieustającą asekuracją. Bramkarz czy czwórka w bloku obronnym sami niewiele mogliby zdziałać. A ponieważ jest również zdrowie, para i moc, przyszły rezultaty.

Czyli będzie cud nad Brdą?
Oby był. Nie siedziałem z zaciśniętymi kciukami, marząc na przykład o remisie Ruchu w Bełchatowie, ponieważ jest stanowczo za wcześnie, by już zacząć analizować tabelę, dzielić punkty i pisać scenariusze. Pewne jest, że za wysoko to już się w tym sezonie nie wdrapiemy, więc czekają nas w dogrywce cztery mecze na wyjeździe i oby do tego czasu udało się zachować realne szanse na bezpośrednią walkę. Wtedy wszystko będzie możliwe.

Kiedy wszystko zaczęło się w Zawiszy walić? Przecież mimo dość dziwnych letnich transferów początek rozgrywek wcale nie wskazywał na rychłą katastrofę.
Faktycznie, nawet porażki w meczach pucharowych z Zulte Waregem nie dawały powodu do wstydu. Wygrana w Superpucharze Polski z Legią, potem już w lidze z Koroną, zdecydowanie ten początek mógł napawać optymizmem. Niestety, wkrótce dało o sobie znać, w mojej opinii, kiepskie, niewystarczające przygotowanie do sezonu. Być może sztab trenerski ściągnięty z Portugalii obrał drogę przygotowań, która nie bardzo pasowała zawodnikom, ale jakiś błąd ewidentnie gdzieś został popełniony, skoro do 60 minuty gra się kleiła, a po godzinie światło gasło. I wyglądaliśmy tak, jakbyśmy chcieli przyjąć tylko najniższy wymiar kary. Ale też pod żadnym pozorem nie zamierzam składać całej winy na trenerów, ponieważ to przecież od zawodników na boisku zależała jakość strzału czy podania. My również jesteśmy winni ostatniego miejsca w tabeli, tym bardziej że Jorge Paixao brał nas w obronę, a nawet próbował różnych rzeczy, by wyciągnąć zespół z kryzysu.

Mariusz Rumak też nie od razu ogarnął ten bałagan.
Ale okno transferowe było już zamknięte i musieliśmy grać tym samym składem. Atmosfera się nie poprawiała. W szatni każdy w swoim języku coś tam tłumaczył, na coś narzekał i w ogóle nie potrafiliśmy się dogadać. Zima zatem była zbawienna pod każdym względem.

A pewnie byłoby jeszcze lepiej, gdyby nie pusty stadion, choć na meczu z Lechem akurat trybuny mocno ożyły.
Po pierwsze – Lech to marka, która przyciąga ludzi, a po drugie – nic tak nie poprawia frekwencji jak dobre wyniki. Robimy, ile się da, by jak najwięcej ludzi nas wspierało.

Akcja z trumnami na murawie nie podcięła wam trochę skrzydeł?
Nie powiem, że łatwo było przejść nad tym do porządku dziennego, ponieważ takie historie w sporcie nie powinny mieć w ogóle miejsca. Za krótko jestem jednak w Zawiszy, by wypowiadać się na temat podłoża konfliktu kibiców z właścicielem.

Wspomniał pan o fatalnej atmosferze jesienią. Pan też zaliczył wówczas potężny dół.
To prawda. Późno trafiłem do Zawiszy, ponieważ długo czekałem na to, aż Genk mnie w końcu puści. Okazało się, że dwa tygodnie przygotowań to był dla mnie za krótki okres, tym bardziej że treningi w Belgii skończyłem w połowie maja, a dopiero 28 czerwca dołączyłem do Zawiszy. Półtora miesiąca bez zajęć typowo bramkarskich to spora przerwa. W ogóle nie czułem meczu. Krótkie przygotowania, kilka meczów, kontuzja, błyskawiczny powrót w pośpiechu – jednym słowem chaos. Za bardzo chciałem udowodnić, że się przydam, że dobrze bronię, i się pogubiłem. Przyszły mecze z Lechem i Wisłą, kiedy wszystko eksplodowało – straciliśmy 10 bramek. Chłopcy z Wisłą odrabiają stratę, wychodzimy na prowadzenie, a ja puszczam potem trzy gole. Z Lechem doprowadzamy z trudem do remisu 2:2, a ja jeszcze dostaję cztery gole. Złe wyjścia, złe czucie piłki. To nie były jakieś babole z cyklu piłkarskie jaja, ale czułem, że nie pomagam drużynie.

Tymczasem dziś – pięć meczów bez straty gola, 469 minut, być może najlepszy wynik w Europie. Nakręca?
Kiedyś tak. Gdy biłem historyczny rekord Jagiellonii Białystok, byłem mocno nakręcony. Dziś natomiast podchodzę do tego spokojniej. Grunt to dobry wynik na boisku całej drużyny.

W Jagiellonii to chyba mają szczególną rękę do bramkarzy. Pan także debiutował w ekstraklasie jako 17-latek, podobnie jak w tym sezonie Bartłomiej Drągowski.
O nie, ja miałem już dowód i byłem pełnoletni. Bartek ma przed sobą przyszłość. Na początku mówiono, że sprzyja mu szczęście, a to słupek, a to poprzeczka, dziś już wiadomo, że takie teorie można spokojnie odłożyć na półkę. Poznałem go kilka lat temu, gdy przyjechał jako niemalże dzieciak na testy do Blackburn Rovers. To charakterny gość, który jest w stanie bronić na bardzo wysokim poziomie, a przed sobą ma jeszcze ze 20 lat kariery. Fajna perspektywa…

Kiedy był pan lepszy – dziś czy pięć lat temu?
Nie da się tego porównać. Na pewno jednak nawet z tych nieudanych wojaży zagranicznych wyciągnąłem dla siebie kilka fajnych rzeczy.

Ryszard Jankowski, były trener bramkarzy Jagi, powiedział kiedyś, że w życiu trzeba mieć szczęście, a Grzesiek – to o panu – go nie miał.
Analizowałem swój wyjazd do Genku na wszelkie sposoby – wzdłuż, w poprzek i po przekątnej. Zabrakło mi na początku odpowiedniego podejścia. Myślałem, że skoro Belgowie zapłacili za mnie tak dużo, to miejsce w bramce otrzymam z urzędu. Tymczasem na treningach swoich aspiracji i możliwości nie pokazywałem. Zderzyłem się z inną szkołą bramkarską, szybko zostałem jakoś dziwnie stłamszony. Z czasem było co prawda już lepiej, ale smród pierwszego wrażenia pozostał. A pierwsze wrażenie, jak wiadomo, można zrobić tylko raz.

Kolejne wypożyczenia – do Blackburn Rovers i Dinama Zagrzeb – także specjalnie nie poprawiły pana sytuacji.
Zgoda, ale miałem tam okazję grać i trenować z Paulem Robinsonem, Nuno Gomesem, Dannym Murphym, Alenem Haliloviciem – dziś Barcelona, Marcelo Brozoviciem – obecnie Inter Mediolan… Z Dinamem byliśmy bodaj siedem minut od Ligi Mistrzów… Oczywiście te małe plusy są naprawdę małe w stosunku do oczekiwań, jakie miałem, ale mimo wszystko je doceniam.

Z tym wielkim futbolem więc było trochę jak z lizaniem loda przez szybę.
No i chyba muszę się zgodzić. W Lidze Mistrzów rywalami Genku były na przykład Valencia i Chelsea, z tym że ja siedziałem w tych meczach na ławce. A umówmy się – kto patrzy na ławki?

Petr Cech podobno patrzy, bo pana zapamiętał.
Podobno. Jeśli tak, to miło. Przywitaliśmy się gdzieś na jakimś meczu. Zabrakło kropki nad i, żeby moje nazwisko pozostało dłużej w obiegu i teraz zaczynam wszystko jakby od początku.

A w 2011 roku był czas, kiedy co chwila pojawiały się wieści: Sandomierskim zainteresowany Celtic, polski bramkarz trafi do Chelsea.
Nie zapominajmy o Juventusie, bo też był grany. Czytając to wszystko, trochę się śmiałem i zastanawiałem, ile jest w tym prawdy, traktując doniesienia z przymrużeniem oka. Gazeta żyje jeden dzień, podobne newsy również. I tyle.

Za to już na pewno latem miał pan trafić do Korony Kielce. Co się stało, że ostatecznie wybrał pan Zawiszę?
Byłem już praktycznie w drodze do Kielc, kiedy zadzwonił doskonale mi znany Radosław Osuch i przekonał, że warto przestawić nawigację w samochodzie. No i następnego dnia byłem w Zawiszy.

Powietrze nie zejdzie z was po pierwszej wpadce?
Mam nadzieję, że nie. Duża co prawda w tym rola trenera, by przygotował nas na rozmaite okoliczności, ale czujemy się na tyle mocno, że scenariusz, zgodnie z którym po pierwszej wpadce nadchodzi cała seria, jak jesienią, jest mimo wszystko mało prawdopodobny.

Tylko z Franciszkiem Smudą jednak nieładnie wyszło.
To znaczy?

To trener, który powoływał pana do reprezentacji Polski, zabrał na mistrzostwa Europy, chciał nawet ściągnąć w trudnym momencie do Regensburga, a pan go zwolnił.
No nie, bez przesady. Bezbramkowy remis może by go uratował, a nie ja przecież strzeliłem zwycięskiego gola z Wisłą. Mogę tylko powiedzieć, że Smuda to szkoleniowiec, któremu sporo zawdzięczam.

Wasz pech, jako drużyny, polega na tym, że wszyscy z dołu tabeli dość regularnie punktują. I najgorszy scenariusz może być taki, że Zawisza, niczym niedawno Bełchatów, zostanie rycerzem wiosny, a mimo wszystko spadnie.
Nawet nie chcę o tym myśleć, choć oczywiście niczego wykluczyć się nie da. Ponieważ jednak sami sobie obecną sytuację „sprezentowaliśmy”, liczymy się ze wszystkim. I nie narzekamy.



Wywiad można znaleźć także w najnowszym numerze Tygodnika „Piłka Nożna”

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 28/2026

Nr 28/2026

Polska Ekstraklasa

Z Arsenalu do Cracovii. Młody pomocnik przy ul. Kałuży

Cracovia tego lata nie jest specjalnie aktywna na rynku transferowym, skupiając się głównie na ściąganiu młodych i perspektywicznych piłkarzy. Kolejny z nich właśnie zawitał przy ul. Kałuży.

2024.05.19 Krakow
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
N/z Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2024.05.19 Krakow
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie! Górnik Zabrze z kolejnym transferem!

Nowy obrońca melduje się w Zabrzu. Maximilian Dietz podpisał kontrakt z triumfatorem Pucharu Polski!

2026.05.23 Zabrze
Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa Sezon 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
N/z Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2026.05.23 Zabrze
Football Polish PKO BP Ekstraklasa League Season 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Reprezentant Polski zmienia klub! Zostały już tylko formalności!

Związany z Górnikiem Zabrze Kryspin Szcześniak będzie miał nowy klub. Według mediów, zawodnik zmieni barwy, ale pozostanie w PKO BP Ekstraklasa.

2025.11.13, Warszawa 
Pilka nozna, Reprezentacja Polski 
Trening przed meczem Polska - Holandia 
N/z Kryspin Szczesniak 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Cztery sygnały po Superpucharze. Jaki Lech przystępuje do sezonu?

Po raz pierwszy od dekady i siódmy w historii Lech sięgnął po Superpuchar Polski. Na podstawie spotkania o najmniej prestiżowe z krajowych trofeów trudno o daleko idące wnioski, natomiast pewne sygnały przed przystąpieniem do gry o Champions League zostały przez Kolejorza wysłane.

2026.07.16 Poznan
Pilka nozna Superpuchar polski
Lech Poznan - Gornik Zabrze
N/z Mikael Ishak gol radosc bramka
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2026.07.16 Poznan
Football Polish Supercup 
Lech Poznan - Gornik Zabrze 

Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie: Cracovia przedłużyła kontrakt i wypożyczyła zawodnika

Bartosz Biedrzycki podpisał nową umowę z Cracovią. Jednocześnie Pasy postanowiły wypożyczyć 23-latka do pierwszoligowej Odry Opole.

2025.08.03 Krakow
Pilka nozna , PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/26
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
N/z Bartosz Biedrzycki
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2025.08.03 Krakow
Football Polish top league , 2025/2026 season
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
Bartosz Biedrzycki
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus
Czytaj więcej