Grzegorz Sandomierski wyjeżdżał do Belgii z ambitnym planem gry w pierwszym składzie Genku. Życie okrutnie zweryfikowało plany młodego Polaka, ale ten za pół roku swoją belgijską batalię rozpocznie na nowo.
Belgijski pracodawca Sandomierskiego postanowił wypożyczyć go do Jagiellonii, żeby zawodnik nie tracił kontaktu z murawą. Tuż po powrocie doszło jednak do kuriozalnej sytuacji.
– Kiedy przyjechałem do Białegostoku, okazało się, że pierwszy bramkarz Genku Laszlo Koteles doznał kontuzji, która wyklucza go z gry na kilka tygodni – mówi Sandomierski. – Nikt do mnie jednak z klubu nie zadzwonił, nie dostałem sygnału, by wracać. Dlatego skupiam się wyłącznie na grze w polskiej lidze.
Sam bramkarz przyznaje, że ostatnie miesiące – a przede wszystkim początki w Belgii – były dla niego bardzo ciężkie. – Dla mnie zmiana otoczenia nie okazała się czymś łatwym do przeskoczenia. Wyjechałem do obcego kraju, gdzie nikt nie mówi w moim języku. Wszystko musiałem sobie w głowie poukładać.
Półroczne wypożyczenie do Jagiellonii znów pozwala myśleć bramkarzowi o regularnej grze. – Zaakceptowałem decyzję, dla mnie najważniejsze są regularne występy. Poinformowano mnie, że wracam latem i zaczynam rywalizację od zera.
pka, Piłka Nożna źródło: własne / Przegląd Sportowy
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.