Sebastian Mila, niekwestionowany lider Śląska Wrocław nie może pogodzić się z sytuacja, że na mecze reprezentacji Polski nie jest powoływany żaden zawodnik wicemistrza Polski. – To dla nas krzywdzące – mówi.
Bramka, którą zdobył pan w meczu z Polonią Warszawa, była wyjątkowej urody. Zgadza się, stałe fragmenty gry od zawsze były moją główną specjalnością. Najwięcej czasu na treningach poświęcam wykonywaniu rzutów wolnych. Jak widać słusznie.
Przerwa związana z meczami reprezentacji wpłynie pozytywnie czy negatywnie na formę Śląska? Piłkarze, którzy grają w reprezentacji, czerpią z tego faktu duże korzyści. Dzięki występom w barwach narodowych zawodnicy wracają do klubu z większą wiarą we własne możliwości. My niestety, jak wszyscy dobrze wiemy, nie możemy skorzystać z tego bonusu. Nie ukrywam, że to zjawisko jest dla nas krzywdzące.
Z meczu na mecz prezentuje pan coraz wyższą formę. Czuję się dobrze, ale nie jestem minimalistą. Wierzę, że stać mnie na jeszcze lepszą grę. W drużynie Śląska panuje fantastyczna atmosfera, a to mobilizuje do ciężkiej pracy. Niektórzy narzekają na to, że poruszam się po boisku zbyt wolno. Jednak gra w piłkę nożna nie polega jedynie na szybkim bieganiu, w tym sporcie liczą również inne umiejętności.
W spotkaniach Ekstraklasy po zdobyciu bramki biegniecie w kierunku trybuny krytej. Tymczasem najwierniejsi kibice waszego zespołu zajmują miejsca po drugiej stronie obiektu. Skąd się to bierze? W takich sytuacjach działamy pod wpływem emocji. Po strzelonej bramce w meczu Ligi Europejskiej, w której mierzyliśmy swoje siły z Rapidem Bukareszt, podbiegłem do kibiców, którzy zasiadają na tak zwanym „młynie”. Każdy z zawodników cieszy się z bramki na swój sposób i ciężko mi powiedzieć dlaczego reagują w tak, a nie inaczej. W rywalizacji z Lechem Poznań podbiegłem do fanów z „krytej”, bowiem skandowali oni moje nazwisko. Nie dzielę kibiców na lepszych i gorszych. Dla mnie każdy kibic Śląska zasługuje na szacunek.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.