Nie bez problemów, ale Juventus wygrał u siebie z Empoli. Gola na wagę trzech punktów strzelił dla Starej Damy Moise Kean.
fot. Reuters
Mecz Juventusu z Empoli dla polskich kibiców był przede wszystkim starciem dwóch polskich bramkarz. Wojciech Szczęsny wyszedł w podstawowym składzie gospodarzy, a Bartłomiej Drągowski gości. Zdecydowanym faworytem spotkania, mimo nieobecności Cristiano Ronaldo, byli grający u siebie turyńczycy.
W pierwszej połowie Juventus nie zachwycił swoich kibiców. Przez jej zdecydowaną część nie było widać różnicy klas, jaka powinna dzielić te dwa zespoły. Juventus stworzył sobie tylko jedną dobrą sytuację strzelecką, ale przy uderzeniu Mario Mandżukicia w odpowiednim miejscu był Drągowski. Empoli, które nie pozwalało Juventusowi złapać odpowiedniego rytmu, mogło nawet prowadzić po pierwszej połowie, ale u potencjalnych strzelców zawodziła skuteczność.
W drugiej połowie gospodarze podkręcili tempo i radzili sobie zdecydowanie lepiej, ale ich starania długo nie przynosiły oczekiwanego efektu w postaci gola. Kluczowe dla przebiegu spotkania okazało się wprowadzenie w 69 minucie Moise Keana za Blaise’a Matuidego. Nastolatek trzy minuty później dostał przed polem karnym podanie od Mandżukicia i oddał celny strzał z kilkunastu metrów, przy którym Drągowski skapitulował. Empoli w drugiej połowie radziło sobie słabiej. Ostatecznie goście w ciągu całego spotkania nie oddali ani jednego celnego strzału.