Luis Suarez w Interze, Luis del Sol w Juventusie i Romie oraz Martin Vazquez w Torino to były jeszcze do niedawna hiszpańskie wyjątki od reguły, do której należały nieudane przeszczepy z La Liga do Serie A.
Prawie każdy czołowy włoski klub utopił grube miliony i pokłady wielkich nadziei w transferach z Hiszpanii. Milan zawiódł się na Jose Mari i Javi Moreno, Inter sparzył na Javierze Farinosie, Lazio nie miało żadnego pożytku z Ivana de la Peny i Gaizki Mendiety, w Fiorentinie dobrych wspomnień nie zostawili Amor i Javier Portillo, przez Romę jak meteory przemknęli Ivan Helguera, Pep Guardiola, Bojan Krkić i Jose Angel. Z grona ponad 30 hiszpańskich emigrantów w lidze włoskiej, których szybko pożegnano bez żalu, warto jeszcze wymienić: Alberto Zapatera i Chico z Genoi, Diego Tristana z Livorno, Didaca Vilę z Milanu, Javiera Garrido z Lazio, Fernando Marqueza z Parmy i Victora Ruiza z Napoli. Wszyscy razem i każdy z nich osobno sprawili, że Hiszpan stał się w Italii synonimem bidone, czyli kompletnie niedanego transferu.
Tę tendencję odmienił dopiero Borja Valero. W 2011 roku za 7 milionów euro przeniósł się ze zdegradowanego Villarrealu do Fiorentiny. Wyjechał w towarzystwie Argentyńczyka Gonzalo Rodrigueza, na miejscu zastał starego znajomego Chilijczyka Matiego Fernandeza, a już wkrótce dołączyli także Giuseppe Rossi i Joaquin. Fiorentinę na hiszpańską modłę przebudowywał Vincenzo Montella, który kocha futbol radosny, ofensywny, polegający na dyktowaniu na boisku swoich warunków i improwizacji, a nie wyczekiwaniu na własnej połowie, na defensywnych schematach i żelaznej dyscyplinie, które ograniczały wybitną jednostkę. W takiej drużynie i z tak myślącym trenerem łatwiej było się odnaleźć na obcej ziemi. Zwłaszcza tak inteligentnej osobie jak Borja Valero.
Wychowanek Realu Madryt i Vicente del Bosque zaliczył tylko dwa pucharowe epizody w pierwszej drużynie, poważniej zaistniał dopiero w Mallorce i szybko wyemigrował na Wyspy. W West Bromwich Albion spędził sezon i powrócił do ojczyzny. Kolejne trzy lata w Mallorce i Villarrealu ukształtowały go jako pomocnika niezłej klasy, który jednak mógł tylko buty nosić za gwiazdami z reprezentacji: Xavim, Andresem Iniestą, Xabim Alonso i Ceskiem Fabregasem. Stąd tylko raz, i to w nieistotnym meczu towarzyskim, zagrał w drużynie narodowej.
(…)
Tomasz LIPIŃSKI Piłka Nożna
Cały artykuł w najnowszym wydaniu tygodnika Piłka Nożna