Wisła Płock zakończyła ligowe zmagania w 2020 roku z przytupem. Drużyna prowadzona przez Radosława Sobolewskiego rozgromiła na swoim boisku Podbeskidzie Bielsko-Biała (4:1).
Nafciarze nie dali żadnych szans rywalowi (fot. Jacek Prondzyński / 400mm.pl)
Jeszcze kilkanaście dni temu wytypowanie faworyta meczu w Płocku byłoby sporym problemem. Oba zespoły znajdowały się pod formą i jedyne czego można się było spodziewać po takim starciu to dość wątpliwe emocje. Jak się jednak okazało, w ciągu ostatniego tygodnia w Płocku oraz Bielsku-Białej doszło do sporych zmian.
Po wysokiej porażce w spotkaniu z Piastem Gliwice (0:5) z posadą szkoleniowca Podbeskidzia musiał się pożegnać Krzysztof Brede, a w klubie zapanował chaos. Jeśli zaś chodzi o Wisłę Płock, to ta dość niespodziewanie przełamała złą passę i odniosła zwycięstwo w Gdańsku, które miało być zwiastunem lepszych czasów dla Nafciarzy.
Jeżeli kibice Górali spodziewali się, że zwolnienie trenera będzie impulsem dla drużyny, to srodze się rozczarowali. Goście od początku meczu nie mieli w Płocku za wiele do powiedzenia, a Wisła grała swoje i jeszcze przed przerwą wypracował sobie zaliczkę, której nie mogła już roztrwonić.
W 14. minucie Mateusz Szwoch dośrodkował w pole karne Podbeskidzia, a tam najwyżej wyskoczył Patryk Tuszyński, który głową skierował piłkę do siatki. Było to drugie trafienie napastnika w tym sezonie ligowym.
Goście nie zdołali się otrząsnąć po stracie pierwszej bramki, a już Wisła wyprowadziła drugi cios. W 20. minucie Szwoch ponownie wrzucił futbolówkę w pole karne przeciwnika, z tą różnicą, że tym razem dokonał tego z akcji. Finał był jednak taki sam, ponieważ całość celnym strzałem głową zdołał wykończyć Alan Uryga.
Piłkarze Podbeskidzia znaleźli się na łopatkach, ale gospodarze wcale nie zamierzali zwalniać tempa. Jeszcze przed przerwą Szwoch dośrodkował po raz kolejny, a tym razem Michala Peskovicia głową pokonał Dusan Lagator.
Górale nie zdołali się już podnieść i w drugiej połowie ich styl gry się nie zmienił. Jakby tego było z kolei mało, od 61. minuty goście musieli sobie radzić w liczebnym osłabieniu. Drugą żółtą kartę zobaczył Bartosz Jaroch, który musiał przedwcześnie uda się pod prysznic.
Podbeskidzie było jeszcze stać na odpowiedź i złapanie kontaktu po samobójczym golu Lagatora, który został nabity piłką przez bramkarza, ale jak pokazał czas, było to już wszystko na co goście mogli sobie tego dnia pozwolić. Na niespełna kwadrans przed końcem na 4:1 podwyższył bowiem Mateusz Lewandowski i efektowna wygrana Wisły stała się faktem.
To jednak wciąż nie był koniec emocji w Płocku. Tuż przed końcem z boiska wyrzucony został również Michał Rzuchowski, który podobnie jak Jaroch dostał czerwoną kartkę za dwie żółte.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.