– Wykonaliśmy cel, czyli obroniliśmy przewagę z Gdańska, to ważny moment dla naszej drużyny – cieszył się Maciej Skorża po wysokiej wygranej 4:0 z Lechią w półfinale Pucharu Polski. W finale 3 maja w Bydgoszczy piłkarze Legii zmierzą się z Lechem.
Legia to w tym sezonie przedziwna drużyna. W lidze traci mnóstwo bramek, przegrała cztery z pięciu ostatnich spotkań. W Pucharze Polski wygrywa wszystko i bramek praktycznie nie traci. W lidze jesienią poległa u siebie z Lechią 0:3. Wiosną w PP najpierw zwyciężyła w Gdańsku 1:0, a potem u siebie rozgromiła rywali, którzy w ekstraklasie zajmują jedną pozycję wyżej, mając tyle samo punktów. Skorża może więc odetchnąć, choć jeszcze nie całkiem. Gdyby nie awansował do finału po sezonie pewnie przestałby być trenerem Legii. A tak nie wiadomo.
– Wiemy w jakiej sytuacji jest Legia. Bardzo potrzebujemy sukcesu, jakim niewątpliwie byłoby zdobycie Pucharu Polski. Spotkanie rozpoczęło się podobnie jak dwa tygodnie temu. Lechia była skomasowana w obronie. Ciężko było ich zepchnąć, ponieważ ta drużyna jest dobrze zorganizowana. Obraz gry zmienił gol Radovicia, a trafienie na 2:0 dodało pewności. Wynik jest okazały, to najwyższe zwycięstwo, odkąd prowadzę Legię jednak jeszcze nic nie wywalczyliśmy. Przed nami ogrom pracy. To mój trzeci finał Pucharu Polski. Trzy lata temu przegrałem z Legią po rzutach karnych. Mam nadzieję, że teraz wygram.
Przed pierwszą bramką mecz był wyrównany, byliśmy skoncentrowani i wiedzieliśmy, że remis da nam awans. Zaangażowanie musiało być. Jeżeli ktoś ma problemy z motywacją to nie powinien grać w Legii. Po spotkaniu mój wielki nauczyciel trener Rudolf Kapera gratulował mi awansu, ale powiedział, że gra wyglądała fatalnie. Faktycznie mecz był brzydki. Wolałbym, aby Legia grała ofensywnie, podobnie jak w pierwszej połowie spotkania z Ruchem. Wierzę, że kiedyś ta drużyna przez 90 minut będzie w stanie zepchnąć rywala do głębokiej defensywy.
Wczoraj oglądaliśmy spotkanie Podbeskidzia z Lechem. Ściskaliśmy kciuki za pierwszoligowca, jednak „Kolejorz” ma doświadczonych zawodników. Moim zdaniem taki skład finału to dobrze dla samych rozgrywek o Puchar Polski. Nie zdziwię się, jeżeli to spotkanie nie będzie wielkim widowiskiem. Obie drużyny zagrają z nożem na gardle, bo te rozgrywki mogą być jedyną szansą na europejskie puchary. Jeżeli zdobędziemy Puchar Polski to wierzę, że w końcówce sezonu będziemy grali widowiskowo i skutecznie. Pamiętam, że po zdobyciu tego trofeum z Groclinem odnieśliśmy siedem zwycięstw i raz zremisowaliśmy.
Wierzę, że dzisiaj się odblokowaliśmy. W każdym meczu mieliśmy swoje okazje, ale problemem była skuteczność. Nie sądzę, aby Lechia odpuściła to spotkanie. Mieliśmy trochę szczęścia, bo bez pierwszej bramki nie mielibyśmy takiej łatwości w kreowaniu ataków – po wysoko wygranym meczu trener Legii był rozluźniony i bardzo rozmowny.
– Wiem, że media chcą nam jak najmocniej dopiec, dlatego nie obrażamy się w takim momencie. Nie zgadzam się jednak z niektórymi ocenami. Moim zdaniem zbyt mocna krytyka wobec Manu jest przesadzona i niektóre porównania są niesmaczne. Cieszę się, że mogę z nim współpracować. Ten chłopak ma duże doświadczenie, nie zapominajmy, że grał w wielkich klubach jak Benfica Lizbona i AEK Ateny – powiedział Skorża. – Chciałem, aby dzisiaj Michał Kucharczyk zaczął spotkanie na ławce rezerwowych. On bazuje na świeżości, co było widać dzisiaj. Nie powiedziałem, że w Gdańsku nie zagra w wyjściowym składzie. Niestety Chinyama zgłosił uraz kolana. Kolejny uraz. Dobrze to nie wygląda – dodał.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.