– Jesienią graliśmy z Lechem po trzech porażkach, teraz sytuacja jest podobna. Mam plan – zapowiedział Maciej Skorża. W sobotę Legia zagra w Poznaniu.
Ten mecz to w polskiej lidze zawsze wydarzenie znaczące. Nawet bardziej w Poznaniu, bo tam do zwycięstw nad Legią przywiązują większą wagę niż w Warszawie do zwycięstw nad Lechem. Jesienny mecz przy Łazienkowskiej był dramatyczny. Legia przegrywała po strzale Siergieja Krawca, jeszcze przed przerwą wyrównał Michał Kucharczyk. Potem gospodarze prawie przez godzinę grali w dziesiątkę i zamiast przegrać, w końcówce nawet nie pozwolili obrońcom tytułu zremisować. Wtedy na 2:1 trafił Bruno Mezenga, obecnie poza osiemnastką, którą Skorża zabiera do Poznania. Do tamtego meczu Legia przystępowała po trzech ligowych przegranych. Do tego przystępuje po trzech przegranych i uratowanym w ostatnich sekundach remisie. Mimo wszystko jest od Lecha wyżej w tabeli, bo poznaniacy przed tygodniem znowu przegrali w Warszawie. Tym razem z Polonią, ale znowu grając w jedenastu przeciwko dziesięciu. W sobotę nie zagrają u nich pauzujący za kartki Semir Stilić, Marcin Kikut i Hubert Wołąkiewicz. Legia ma wszystkich do dyspozycji. Nawet wracającego do zdrowia po 1,5-miesięcznej przerwie Tomasza Kiełbowicza (choć jego zabierze raczej dopiero za tydzień na mecz z Lechią do Gdańska).
– Mamy szansę na odniesienie zwycięstwa po długim czasie. Z ostatniej wygranej cieszyliśmy się 6 marca. Przeciwnik jest trudny, teren gorący, ale w tym sezonie takie czynniki nas mobilizowały. Dwa ostatnie mecze przy Bułgarskiej zespół trenera Bakero zremisował. Sytuacja w tabeli ligowej zmusza nas do gonienia Jagiellonii Białystok. Sezon jeszcze się nie skończył. Historia piłki nożnej zna różne przypadki, w których losy tytułu rozstrzygały się bardzo nieoczekiwanie. Dopóki matematyka pozwala wierzymy w mistrzostwo. W tej chwili chcemy zdobyć jak najwięcej punktów. Jesienią graliśmy z Lechem, który był opromieniony remisem w Turynie. Kiedy goście objęli prowadzenie wszyscy spodziewali się ich efektownej wygranej, ale to my zwyciężyliśmy – przypomniał trener legionistów.
W środę Legia dała plamę przegrywając na swoim bocznym boisku 1:3 sparing z okupującym ostatnią lokatę w I lidze Dolcanem Ząbki. – Niestety niektórzy zawodnicy, o których myślałem w kontekście podstawowej jedenastki po tym meczu wypadną nawet z osiemnastki. Po sezonie zadecyduję o przyszłości Cabrala i Mezengi. Ten pierwszy robi postępy. Chciałem wprowadzić go w ostatnim meczu, ponieważ i Ivica Vrdoljak i Ariel Borysiuk zgłaszali problemy. Kiedy ten drugi powiedział, że nie da rady kontynuować gry postanowiłem dokonać zmiany. Po spotkaniu z Ruchem wprowadziliśmy dwóch środkowych obrońców. Chciałem zagrać bardziej bezpiecznie w środku pola, dlatego zdecydowałem się na wystawienie Vrdoljaka i Borysiuka. Jednak wiem, że Dickson Choto i Inaki Astiz grają nieźle, więc Argentyńczyk może wrócić do wyjściowej jedenastki – mówił Skorża przed sobotnim meczem.
Skorża wyników nie ma, ale kibice nadal go popierają. Podczas meczu Pucharu Polski w Gdańsku skandowali jego nazwisko. Tak było też podczas ligowego spotkania z Zagłębiem Lubin. – Zachowanie kibiców w Gdańsku było zaskakujące. Po porażce z Ruchem dopadł mnie „syndrom dżumy”. Wszyscy w klubie obchodzili mnie naokoło – dodał.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.