– Myślę, że wygraliśmy zasłużenie. Zakładaliśmy agresywny pressing i zmuszenie Wisły do gry w obronie. Pierwsza połowa w naszym wykonaniu wyglądała naprawdę dobrze – powiedział Maciej Skorża po zwycięstwie Legii nad Wisłą 2:0.
Był to mecz głównie prestiżowy, bo grał aktualny już mistrz ze zdobywcą Pucharu Polski. Dla Legii to dodatkowo zwiększenie szans na miejsce w trójce, dla trenera Skorży uratowanie resztek wiary w zachowanie posady. Wreszcie, również dla niego, spotkanie z Wisłą, z którą dwukrotnie zdobywał mistrzostwo i z której w końcu go wyrzucono mimo, że drużyna była w tamtym momencie liderem. I jeszcze dla Legii okazja do rehabilitacji za porażkę 0:4 w Krakowie. Zamiar się udał głównie dzięki akcji z ostatnich sekund pierwszej połowy, kiedy Siergiej Pareiko staranował w polu karnym Miroslava Radovicia (chociaż samo zderzenie było dziełem przypadku). Sędzia wyrzucił z boiska estońskiego bramkarza, a potem Alejandro Cabral skutecznie, choć z kłopotami, wyegzekwował „jedenastkę”. W ostatnich sekundach drugiej połowy z kolei wynik ustalił wprowadzony na boisko trochę wcześniej Sebastian Szałachowski.
– W drugiej części spotkania staraliśmy się kontrolować przebieg wydarzeń. Chcieliśmy zagrać spokojnie i stwarzać sobie sytuacje. Wiedzieliśmy, że będąc w osłabieniu Wisła zacznie stopniowo opadać z sił. W końcówce bardzo dobrze zachował się Sebastian Szałachowski. Wykorzystał akcję, którą sobie wypracował. Zdobyliśmy ważne trzy punkty w kontekście walki o miejsce na podium – mówił trener Legii po meczu.
– Poziom gry odpowiadał renomie drużyn, które stanęły do walki. Nie uważam, żeby to był słaby mecz. Każde zwycięstwo ma w sobie coś słodkiego – szczególnie takie nad mistrzem Polski. Ta wygrana ma dla mnie swoją wymowę. Jestem zadowolony z gry całej drużyny. Również z tych zawodników, którzy weszli na boisko z ławki. Jestem również pełen uznania dla zawodników za ich determinację. Ona jest naszą silną stroną. Uważam, że będziemy skutecznie walczyć o miejsce w pierwszej trójce – dodał Skorża.
– Istnieje możliwość, że Dickson Choto wróci do gry. Dziś nie zagrał właśnie po to, aby mieć większe szanse na środowy występ przeciwko Arce Gdynia. Sebastian Szałachowski musi być zdrowy, aby liczyć się w walce o miejsce w składzie. Po spotkaniu zgłosił mi uraz mięśnia dwugłowego. On jest typem szybkościowca i często przytrafiają mu się tego typu kontuzje – zakończył szkoleniowiec warszawskiego zespołu.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.