Podziałem punktów zakończył się ostatni niedzielny mecz Primera Division. Real Sociedad zremisował przed własną publicznością z Barceloną (1:1), a spotkanie zakończyło się sporym skandalem.
Luis Enrique mógł się cieszyć z remisu w San Sebastian
Czy Barcelona w końcu rozegra dobry mecz na Estadio Anoeta? Takie właśnie pytanie musieli sobie przed niedzielnym spotkaniem zadawać kibice Dumy Katalonii i nie byłoby to rozważania bezpodstawne. Barca po raz ostatni wygrała bowiem z Realem Sociedad na jego boisku za kadencji Franka Rijkaarda, a ostatnie wizyty na stadionie Basków kończyły się dla niej porażkami.
Już pierwsze fragmenty gry pokazały, że podopiecznym Luisa Enrique nie będzie łatwo o punkt, a co dopiero trzy „oczka”. Gospodarze przejęli kontrolę nad spotkaniem i to oni dyktowali warunki gry, nie pozwalając rywalowi na zbyt wiele. Gra długimi momentami toczyła się na połowie Katalończyków i tylko nieskuteczności piłkarzy Realowi zawdzięczaliśmy, że w pierwszej połowie nie zobaczyliśmy żadnego gola.
Barcelona była całkowicie zdominowana i momentami można było odnieść wrażenie, że zawodnicy obu drużyn zamienili się koszulkami. Jakby tego było mało, Enrique jeszcze przed przerwa przeżył chwile grozy, ponieważ kontuzji nabawili się Jordi Alba i Gerard Pique. Obaj piłkarze bardzo mocno cierpieli na boisku, jednak udało się im pokonać ból i wrócić do gry.
Pierwsza połowa była w wykonaniu Barcelony dramatycznie słaba, a jeśli ktoś spodziewał się, że po zmianie stron będzie lepiej, ten raczej musiał poczuć spory zawód. Real nadal bowiem grał swoje i w 53. minucie dopiął swego. Świetnie w pole karne gości wpadł Carlos Vela i chociaż jego strzał został odbity, to już dobita głową Willian Jose znalazła drogę do siatki.
Można mieć spore wątpliwości, czy przy bramkowej akcji dla gospodarzy nie zawiódł Pique, który kilka chwil wcześniej był opatrywany. Pytanie, czy hiszpański obrońca powinien kontynuować grę, skoro odczuwał ból, który był pokłosiem kontuzji odniesionej przez niego podczas pierwszej połowy.
Y el volvió a celebrar lo que más le gusta: ¡meter goles!
Radość Realu z prowadzenie nie trwała jednak zbyt długo, ponieważ kilka minut później do wyrównania doprowadził Leo Messi. Lewym skrzydłem przedarł się Neymar, który wypatrzył swojego kolegę i wyłożył mu piłkę w polu karnym, a Argentyńczykowi pozostało dopełnić formalności.
Gospodarze nie złożyli broni i cały czas dążyli do przechylenia szali na swoją korzyść, widząc, że rywala jest jak najbardziej do ogrania. W 76. minucie Real zdobył gola, jednak nie został on uznany przez arbitra i jak się okazało był to fatalny błąd. Do siatki trafił Juanmi, który dobił piłkę do siatki po potężnym uderzeniu Carlosa Veli i odbiciu się piłki od poprzeczki i linii bramkowej. Powtórki telewizyjne pokazały, że o pozycji spalonej w tej sytuacji nie było mowy i bramka została zdobyta prawidłowo.
Ostatecznie więcej goli już w San Sebastian nie zobaczyliśmy i mecz zakończył się remisem, niezwykle szczęśliwym dla Barcelony, która straciła podczas tego weekendu koleje punkty do Realu Madryt.
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.