W środę piłkarze Śląska Wrocław zmierzą się z Buducnost Podgorica w II rundzie eliminacji Ligi Mistrzów. Choć zespół osiąga w ostatnim czasie wspaniałe rezultaty, szefostwo klubu wodzi zawodników za nos i nie wypłaca im należnych pieniędzy.
– Są to niemałe kwoty. Kiedy czytam, że zadłużenie klubu wobec nas zamyka się w kwocie 700 tysięcy złotych, to nie wiem, śmiać się czy płakać – mówi kapitan Śląska, Sebastian Mila.
Mila twierdzi, że z tytułu samych premii z ubiegłego sezonu działacze są winni piłkarzom 800 tysięcy złotych. – A do tego dochodzi 2,5 miliona złotych obiecane za wygranie ligi. I na razie na obietnicach i tekstach typu „wy grajcie, a my wam, nie bójcie się…” – dodaje z żalem Mila.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.