W przeraźliwym, przeszywającym zimnie rozegrany został hitowy mecz Śląsk Wrocław – Legia Warszawa. Aktualni mistrzowie Polski wygrali z mistrzami jesieni 1:0. Legioniści przezimują więc na szczycie tabeli z tylko 7 punktami przewagi nad zespołem z Dolnego Śląska.
Ostatnie wydarzenia związane ze Śląskiem dowodzą, że we Wrocławiu im więcej niejasnych, „kwasowych” sytuacji w szatni, tym zespół prezentuje lepszy, skuteczniejszy i bardziej efektowny futbol. Bo jak inaczej interpretować alkoholową aferę z Mrazem i Gikiewiczem w rolach głównych, a chwilę później totalny pogrom Lecha, i to na murawie przy Bułgarskiej w Poznaniu? Legia do stolicy Dolnego Śląska jechała więc jako pewny siebie mistrz jesieni, ale bez dwóch zdań nie pewny trzech punktów w ostatnim meczu przed zimową przerwą.
Śląsk do spotkania podszedł bez kontuzjowanego Sylwestra Patejuka, natomiast Legia we Wrocławiu stawiła się w swoim najmocniejszym składzie. Nie zabrakło Michała Żewłakowa, który w minionym tygodniu przeżył rodzinną tragedię. Były reprezentant Polski mecz we Wrocławiu zadedykować chciał zmarłemu ojcu.
Pierwsza połowa pokazała dobitnie, że Śląsk wymazał z pamięci zeszłosezonowe lanie od Legii i w piątkowy, mroźny wieczór walczyć chciał o całą pulę. Legia od początku starała się zdominować gospodarzy, ale to Śląsk wyprowadzał o wiele groźniejsze kontrataki. W znakomitych sytuacjach dwukrotnie źle zachował się jednak Diaz. Swoich szans nie wykorzystali także Radović oraz bardzo aktywny Kosecki. Pierwsza część meczu zakończyła się wynikiem bezbramkowym.
W drugiej cześci gry decydujący cios w 56. minucie zadali gospiodarze, którzy znakomicie zastosowali swoją najgroźniejszą broń – dośrodkowanie z rzutu rożnego Sebastiana Mili i strzał głową rosłego piłkarza z Wrocławia – tym razem był to Tomasz Jodłowiec. Legia do końca spotkania starała się o wyrównanie, ale ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 1:0 dla Śląska.
Wrocławski zespół dzięki piątkowemu zwycięstwu traci do Legii siedem punktów. Czyżby aktualni mistrzowie wciąż mieli szanse na obronę tytułu? Tych czeka najprawdopodobniej w najbliższych miesiącach totalna rewolucja. Z zespołu odejdzie najprawdopodobniej lider mistrzów Polski, Sebastian Mila. Doświadczony pomocnik, według jak na razie nieoficjalnych informacji, jest bardzo blisko przejścia do Lechii Gdańsk. Na wylocie z wrocławskiego zespołu znajduja się także Dalibor Stevanović, Johan Voskamp (mają podpisane umowy do 2014 roku i Śląsk może mieć z nimi niemały kłopot, gdy nie zgodzą się na wpisanie na transferową listę) oraz bracia Gikiewiczowie (po medialnej burzy wywołali kolejną – już w klubie – zarzucając kierownictwu brak reakcji na oskarżenia mediów i ciche popieranie zachowania Mraza nie mając nic przeciwko odsunięciu od składu napastnika, który wydał pijanego obrońcę).
Nasza liga jest jednak na tyle nieprzewidywalna, że nie należy Śląskowi odbierać szans na kolejny tytuł. Nawet pomimo tak wielkich przeciwności. Niech za potwierdzenie w tym przypadku posłużą wydarzenia ostatnich tygodni…
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.