Przyszłość Sebastiana Mili w Śląsku Wrocław stanęła pod ogromnym znakiem zapytania. Piłkarz wciąż nie przedłużył swojego kontraktu i coraz mniej wskazuje na to, by to zrobił do końca tego roku. Powód? Niezadowalająca oferta władz klubu.
Czy to już koniec przygody Sebastiana Mili ze Śląskiem?
Przed kilkoma dniami poinformowaliśmy, że Sebastian Mila oczekuje od Śląska pensji rzędu 100 tysięcy złotych miesięcznie i nie zamierza spuszczać z tonu. Klub zaoferował mu gorsze warunki, dlatego negocjacje utknęły w martwym punkcie. Wiadomo już, że jeśli do gry nie włączy się Zygmunt Solorz, współwłaściciel Śląska, to Mila pożegna się z Wrocławiem.
– Od stycznia Sebastian ma prawo podpisać umowę, z kim chce, i nie wiedzę nic złego w tym, że o tym mówi. Uważam zresztą, że taka rynkowa rywalizacja o zawodnika może nawet Śląskowi wyjść na dobre – zdradził prezes Śląska Piotr Waśniewski.
Zdecydowanie ostrzejszy w swoich słowach był Włodzimierz Patalas, członek zarządu klubu. – Już kilka tygodni temu mówiłem, że jeśli pan Solorz nie dołoży się do budżetu klubu, to nie stać nas będzie na niektórych zawodników, w tym na przedłużenie kontraktu z Milą – powiedział.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.