Legendarnemu bramkarzowi VIVE Tauron Kielce nie przychodzi do głowy przestraszyć się gdy w eliminacjach ważnych imprez trafia na Niemców. On i jego koledzy potrafią z Niemcami wygrywać. I radzi naszym piłkarzom co mają zrobić, by zwyciężyć. I by to biało-czerwonych się bano.
ROZMAWIAŁ GRZEGORZ PAZDYK
Rok 2007, tuż przed mistrzostwami świata w Niemczech. Na ekranie telewizora Karol Bielecki zaprasza na wielkie emocje. Zostajemy wicemistrzem świata i wszyscy są zdziwieni. Nie było powszechnej wiedzy, że mamy tak doskonałych graczy. Nie było, to prawda. A w dodatku czempionat odbywać się miał w Niemczech, więc zgodnie z pozorną logiką nie mieliśmy prawa szukać szczęścia – opowiada Sławomir Szmal (na zdjęciu). – Natomiast wiedza o stanie polskiego szczypiorniaka faktycznie była niekompletna. Na przykład niewielu wiedziało, że mamy naprawdę zdolne młode roczniki, że potrafiliśmy w Turcji zająć czwarte miejsce w młodzieżowych mistrzostwach świata, że zdobywaliśmy młodzieżowe złoto na Starym Kontynencie. Lijewscy, Jurasik – kto tych nazwisk później nie poznał. A zatem Bielecki – prywatnie mój przyjaciel – nie był szaleńcem ani człowiekiem bezczelnym i na te emocje z czystym sumieniem miał prawo zapraszać.
Ale wyjeżdżaliście do Niemiec. I dodatkowo mieliście ich w grupie. Naprawdę miał pan świadomość, że podczas tej imprezy możecie dotrzeć aż do finału? Przesadziłbym, gdybym to teraz wyartykułował. Nie było najmniejszego przekonania o naszej mocarstwowości. Była za to świadomość, że w meczach z silnymi drużynami potrafiliśmy się prezentować co najmniej dobrze. Niestety, w lwiej części były to potyczki stoczone towarzysko, albo podczas nie do końca ważnych turniejów. To jednak wystarczyło, by do czempionatu podchodzić z umiarkowanym optymizmem.
I by w meczu grupowym w miarę swobodnie wysoko ograć gospodarza imprezy. Czy w ogóle byliście świadomi czego dokonaliście? Struktura polskiej reprezentacji była następująca: kilku dobrych graczy na co dzień występowało w ekstraklasie niemieckiej i była to przeważająca część drużyny. Została ona wzmocniona kolegami z Polski i wyszła z tego mieszanka mocno wybuchowa. Wygraliśmy z gospodarzami, byliśmy tego świadomi i ten mecz okazał się dla nas przełomowy. Już nawet nie chcę powoływać się na czynniki psychiczne, na to że przełamane zostały jakieś bariery. Bo to stwierdzenia oklepane. Dla nas ten sukces po prostu oznaczał wiedzę, że wdrapaliśmy się na dobry pułap i oby ten stan trwał jak najdłużej.
W tym roku dwukrotnie graliście z Niemcami w barażach o prawo udziału w mistrzostwach świata w Katarze. Co myśleliście trafiając na tego przeciwnika, co myśleli oni wpadając na was? Do tego co zesłał nam los podeszliśmy spokojnie. Nie był to w żadnym razie rywal wymarzony, ale pozostający w zasięgu. Myślę że wynikiem losowania bardziej przejął się rywal. Słyszałem wypowiedzi czołowych graczy i trenera. Wszyscy twierdzili zgodnie, że trafili najgorzej jak mogli.
Trudno taką sytuację wyobrazić sobie w futbolu. Prawda jest taka, że z Niemcami jeszcze nigdy nie wygraliśmy, a często czujemy się przegrani tuż po losowaniu, a jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Co by pan poradził naszym piłkarzom? Taktycznie nie poradzę nic bo nie posiadam odpowiednich kompetencji. Uprawiałem futbol, ale zdecydowanie za krótko, by teraz czynić z siebie znawcę. Natomiast zapewne jest wiele do zrobienia w zakresie psychiki. Przede wszytkim trzeba koniecznie pamiętać o jednym – że stan meczu przed tym pierwszym gwizdkiem będzie wynosił po zero, ale ta wiadomość musi utkwić w świadomości obu stron. Niemców również. A nie tylko Polaków. A zatem szanse będą równe i dwie drużyny przystąpią do rywalizacji z czystą kartą. Moi koledzy z trawiastego boiska muszą uzmysłowić sobie, że o wszystkim zadecyduje w pierwszym rzędzie serce i głowa, a następnie nogi. Jestem głęboko przekonany, że widownia na trybunach będzie miała te same oczekiwania i wymagania. Te warunki muszą zostać spełnione, ale jeszcze wcześniej tych Niemców nie będzie się można przestraszyć tylko dlatego, że są sławniejsi, albo bardziej utytułowani. Już towarzysko w Gdańsku byliśmy w miarę blisko i tylko jeden kiks zniweczył wszystko i popsuł i tak niedobrą statystykę potyczek z Niemcami.
Nogi, głowa, serce? Przydałby się jeszcze dobrze dysponowany bramkarz. I ja, jako golkiper z mniejszej bramki mam się na ten temat wypowiedzieć? Trudna sprawa. Powiem wprost – mój kolega po fachu z dużego boiska jest w gorszej sytuacji. Ja podczas meczu mogę sobie pozwolić na gafę, albo i ze dwie. Moje gafy koledzy w sumie mogą nadrobić. W futbolu można przegrać 0:1 nawet po rykoszecie, zaś w mojej dyscyplinie podczas meczu pada przeciętnie około 70 celnych strzałów. Ze mnie można zrobić bohatera meczu nawet w sytuacji, gdy wyłapię co czwarty strzał. A Zbyszek Małkowski, braliśmy obaj udział w eksperymentalnych treningach, z Korony Kielce puści jeden z dwudziestu i zostanie wyklęty. W sumie zatem nie ma czego tym piłkarzom zazdrościć.
Co można jeszcze zalecić naszym reprezentacyjnym futbolistom przed spotkaniem z Niemcami? Warto wykreować w sobie filozofię nienawidzenia przegrywania. Kiedyś, gdy byłem jeszcze reprezentacyjnym juniorem, mieliśmy walczyć z Niemcami. Powiedziałem do siebie: z kim jak z kim, ale z nimi akurat za nic nie chciałbym przegrać. Zaklinałem los na wszystko.
Pomogło? Ależ skąd. Przegraliśmy.
No to żeś pan wszystkich podbudował. Ale mogło pomóc! A późniejsze zwycięstwa nad Niemcami dowiodły, że taka postawa jest właśnie pożądana. To my wygraliśmy z nimi ostatnie dwa ostatnie mecze i dla nikogo nie była to sensacja, a już przede wszystkim dla Niemców. Jestem zdania, że przy należytej koncentracji nasi piłkarze mogą Niemców pokonać. Tamci to też przede wszystkim tylko ludzie. Omylni.
Jakub Błasczykowski po Gali Tygodnika „Piłka Nożna”. „Myślałem, że wygra Oskar Pietuszewski”
Jednym ze znakomitych gości Gali 2026 był Jakub Błaszczykowski, który do hotelu Hilton przybył wraz z małżonką Agatą. Piłkarz Roku 2010 i 2012 chętnie skomentował tegoroczne nagrody.
Co z Pietuszewskim w reprezentacji? Jan Urban zabiera głos!
Oskar Pietuszewski jest ostatnio na ustach wielu kibiców, chcących zobaczyć go w pierwszej reprezentacji. O młodym talencie FC Porto wypowiedział się selekcjoner Jan Urban.
Gala Tygodnika „Piłka Nożna”. Piłkarz Roku 2025 – Robert Lewandowski
Czy Robert Lewandowski jest najlepszym piłkarzem w historii Polski, pozostaje kwestią otwartą. W futbolu nie ma obiektywnej miary pozwalającej szacować klasę poszczególnych sportowców, każdy ma prawo do subiektywnego spojrzenia i własnego wyboru. Być może ktoś, kiedyś, przez krótki czas grał lepiej niż Lewy. Natomiast nie ma żadnych wątpliwości co do trzech kwestii:
Gala Tygodnika „Piłka Nożna”. Piłkarka Roku 2025 – Ewa Pajor
Po raz szósty w karierze i czwarty z rzędu Ewa Pajor została wybrana Piłkarką Roku w plebiscycie tygodnika „Piłka Nożna”. Po takich 12 miesiącach w jej wykonaniu po prostu nie mogło być inaczej.