Mecz z Koroną Kielce na Pepsi Arenie miał być dla kibiców warszawskiej Legii początkiem wielkiej mistrzowskiej fety. Przegrana kolejkę wcześniej z Lechią w Gdańsku sprawiła, że szanse na tytuł zespołu ze stolicy spadły praktycznie do zera i zamiast wesela przy Łazienkowskiej kibice urządzili stypę.
Z Łazienkowskiej Michał CZECHOWICZ
Trudno było to bowiem nazwać żałobą bo było naprawdę głośno. Tuż po pierwszym gwizdku sędziego na murawę poleciały race i zatrzymały mecz na dobre kilka minut. Kibice z trybuny północnej dopiero się rozgrzewali. Niedługo potem rozpoczął się festiwal przyśpiewek w czasie którego wyjątkowo zamiast na drużynie przeciwnej skupiono się na piłkarzach, właścicielach i zarządcach Legii. Jedynym, którego nazwisko wykrzykiwano bez bluzgów był bramkarza Dusan Kucak, bo akurat do Słowaka trudno mieć pretensje o ostatnie wyniki Legii. Wszystkiego wysłuchiwał Bruno Valsangiacomo, prezydent grupy ITI, wcześniej raczej rzadki gość na obiekcie przy Łazienkowskiej.
W pierwszej połowie z boiska raczej wiało nudą. Korona mądrze się broniła, gospodarze poza sytuacją w której strzelili w słupek, w atakach przypominali jeźdźca bez głowy i raczej nie sprawiali wrażenie jakby mieli jeszcze teoretyczne szanse na tytuł.
Druga odsłona zaczęła się od głośnego wybuchu petardy tuż obok golkipera gości Zbigniewa Małkowskiego, który po chwili uspokoił gestem wyciągniętego do góry kciuki arbitra Roberta Małka, że wszystko w porządku. Piękna bramka Rafała Wolskiego niewiele zmieniła, wygrana Śląska Wrocław na Reymonta w Krakowie z Wisłą nie spełniła snu o cudzie w Warszawie. Po ostatnim gwizdku przy śpiewach „Legio, gdzie jest mistrzostwo” Michał Żewłakow zdecydowanym ruchem rąk nawoływał piłkarzy Legii do podziękowania kibicom. Oprócz niego znalazła się tylko piątka odważnych, jednak ten gest został doceniony.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.