Przejdź do treści
Sobolewski – mańkut, niemowa, lider

Polska Ekstraklasa

Sobolewski – mańkut, niemowa, lider

Pierwsza w pełni samodzielna praca i od razu sukces. Jeszcze nie zdyskontowany, jeszcze bez pieczątki i dyplomu, ale w kilku klubach już zazdroszczą sternikom Wisły Płock wyczucia i odwagi. – Tylko go nie zagłaskajmy – apeluje Bogusław Kaczmarek, który sam, gdyby mógł, najchętniej „swojego” Sobola by właśnie zagłaskał.
Przed Radosławem Sobolewskim pierwszy samodzielny okres przygotowawczy w roli trenera. Jak szkoleniowiec przygotuje Wisłę Płock do rundy wiosennej? (fot. Jakub Gruca/400mm.pl)

Jeśli wsłuchać się w głosy środowiska, można usłyszeć, że Radosław Sobolewski bazuje na drużynie, którą tak naprawdę przygotował do sezonu Leszek Ojrzyński. Może teoria miałaby ręce i nogi, gdyby nie fakt, że przejął przedostatnią drużynę w tabeli, a po 13. kolejce – Wisła Płock była już pierwsza. To wtedy, jakby na wszelki wypadek, prezes Jacek Kruszewski wydrukował i powiesił sobie w gabinecie ogromną tabelę Ekstraklasy, właśnie z jego klubem na szczycie. Dzisiaj Wisła jest ósma, ale do trzeciej Pogoni Szczecin traci zaledwie pięć punktów.

Bez syndromu osła

W głosy środowiska warto się jednak wsłuchiwać. Mówi Kaczmarek: – Radek ma śmiałość i odwagę podejmowania trudnych, niepopularnych decyzji. Kiedy przegrał z Wisła 0:5 w Lubinie, zaczęło się szura-bura. Znam dobrze to środowisko, podskórnie wyczuwałem komentarze: „no i sparzyła się Wisła na Sobolewskim”. A tu figa – udowodnił, że ma pomysł i wizję. Podjął kilka zdecydowanych decyzji. Inny zginąłby od syndromu osła. Po lewej siano, po prawej pachnie słoma. Osioł chodzi i nie może się zdecydować co ruszyć, aż w końcu zdycha z głodu. Radek wiedział od razu, w którą stronę pójść. Spełnia formułę UID, czyli uczciwość, inteligencja oraz dojrzałość. Rozwinę. Zawsze gra o zwycięstwo nie tylko według swoich zasad, ale przede wszystkim tych, które są jasno określone i obowiązujące. Jako człowiek inteligentny, a to przypomnę nie zawsze idzie w parze z wykształceniem, dał mi się kiedyś namówić na przejście do Groclinu. Ma też niezwykłą dojrzałość. Mecz z Belgią, wszyscy skaczą, cieszą się, wywalczyliśmy awans do Euro 2008, pierwszy raz w historii, z piekielnie trudnej grupy. A Radek na środku boiska mówi do mnie, że to koniec, że rezygnuje. Beenhakker sądził, że chyba się przesłyszał. Ale to była poważna deklaracja. Do Belgradu na ostatni mecz z Serbią, choć Leo miał nadzieję, że Sobol jeszcze zmieni zdanie, ten nawet chyba butów nie zabrał. Generalnie te wszystkie jego dobre cechy dałoby się o kant dupy potłuc, gdyby nie miał pasji, ale on ją ma. Ma apetyt na życie, na naukę. Poza tym ogromne morale i charyzmę.

Wielki niemowa

Sześć wygranych z rzędu, pozycja lidera Ekstraklasy – pierwszy raz w ponad siedemdziesięcioletniej historii klubu z Płocka – takie były dokonania Sobolewskiego w pierwszych dwóch miesiącach pracy na Mazowszu. Nie boi się stawiać na piłkarzy nieogranych, młodych, właściwie z drugiego szeregu – przy nim urósł Damian Michalski. Relacje z szatnią to dla Sobolewskiego priorytet. Śrubując rekord kolejnych wygranych w lidze, każdorazowo podkreślał zasługę zawodników. – Niedługo nie będę im potrzebny – żartował.

Z mediami nie rozmawia, bo nie chce. Od niedawna co prawda musi, ale tylko przy okazji oficjalnych spotkań z przedstawicielami mediów. Dopóki nie musiał, trudno było go namówić choćby na udział w konferencji. Przyszedł, kiedy żegnał się z Wisłą Kraków jako zawodnik. Powiedział, co leżało mu na sercu i rozpłakał się – taki twardziel, a ryczał jak bóbr.

Zatem generalnie nie rozmawia. Na mundialu w 2006 roku, jako kadrowicz też miał obowiązek pojawiać się na spotkaniach z dziennikarzami. Oficerowi prasowemu polskiej ekipy mówił niezmiennie, by szukał kogoś innego. W pewnym momencie na konferencję przybył nawet kucharz polskiej ekipy (co nawiasem mówiąc było dość kompromitujące), Sobola namówić się nie dało. Nieudany mundial siedział w nim głęboko, już wówczas chciał się wypisać z drużyny narodowej – odwiódł go od tego Beenhakker. W końcu powiedział jednak pas, ale dopiero, kiedy zagrał świetne eliminacje Euro 2008 i uznał, że rachunki zostały wyrównane. 

– To wtedy, w 2006, tak się zaciął – uważa Kaczmarek. – Nigdy nie był zbyt wylewny w stosunku do mediów, ale od tamtej pory schował się głęboko. Miał żal i pretensję za to, w jaki sposób opisywana była drużyna narodowa. Czuł się za nią odpowiedzialny, także za niepowodzenie mundialowe. Pamiętał też o dawnych, niemiłych historiach z Płocka… Co zrobić, zdarzają się w życiu sytuacje, gdy człowiek niewłaściwie reaguje i Radek przyjął taką właśnie postawę.

Pod koniec 2013 roku wybieraliśmy w redakcji „PN” wszystkich tych, których na Piłkarskiej Gali mieliśmy zamiar nagrodzić dorocznymi statuetkami – bohaterów kończącego się właśnie roku. Ligowiec? Najrozsądniej od początku do końca wyglądała kandydatura Sobolewskiego, który w Zabrzu przeżywał trzecią młodość, kpiąc sobie z młodszych, mniej silnych i mniej piłkarsko rozwiniętych kolegów z Ekstraklasy. Tyle że z góry należało założyć, że taki medialny abnegat jak Sobol nie przyjedzie. Trudno – nie kierowaliśmy się takimi kryteriami. Tymczasem dwie godziny przed Galą, w holu warszawskiego „Hiltona” stanął pomocnik Górnika, odziany w elegancki garnitur. Podszedł do innych nominowanych, przywitał się. Uśmiechy, rąsia, niejednemu pewnie zrzedła mina na jego widok. Z boku stał Marcin Robak z żoną. Był nominowany w tej samej kategorii. – O, Sobol przyjechał – rzucił. Niby nic nie znacząca uwaga, ale wyraźnie zmarkotniał. Jakby czuł, że widzi faworyta.

Na scenie wypadł znakomicie – swobodnie, dowcipnie. A potem, jakby świadom praw i obowiązków, zgodził się udzielić „Piłce Nożnej” wywiadu. Tyle że szybko się ulotnił z sali, jakby dając znać, że nie dla niego takie imprezy. Na okolicznościowy wywiad zaprosił do pokoju, z dala od wianuszka dyktafonów. No to co z tymi mediami? – Przeważnie odgrzewane kotlety i rozliczanie z deklaracji, a tego właśnie nie lubię – obwieścił na wstępie. 



Tomasz Wieszczycki zażartował kiedyś, że czasem nawet jemu nie odpisuje na sms-y, być może postrzegając komentatora Canal+ właśnie jako człowieka mediów. – Po Sobolu nigdy nic nie wiadomo, ale nie sądzę, choć to gość o ogromnym poczuciu humoru – śmieje się Sebastian Mila. – Jestem z nim w stałym kontakcie i moja aktywność medialna najwyraźniej mu nie przeszkadza.

Uważać na żubra

Pasję ma jako trener, miał też jako piłkarz. Czasami przez nią cierpiał. Czerwona kartka w meczu z Niemcami na mistrzostwach świata, czerwień w meczu z Panathinaikosem, kiedy awans do wymarzonej Ligi Mistrzów był o włos. Mocno to przeżywał, tym bardziej że – podkreślmy raz jeszcze – zawsze czuł się odpowiedzialny za drużynę. Kiedy na Reymonta twardą ręką rządził Dan Petrescu, właśnie RS nie zawahał się zakomunikować Rumunowi, że drużyna nie wie jak ma grać. I w nosie miał reakcję trenera, liczyło się dobro Wisły.

Generalnie gdy ktoś mu zajdzie za skórę – nie ma przebacz. Mila przypomina porzekadło: „Nie warto łapać się z żubrem”. W Wiśle miał konflikt z Michałem Probierzem. Powiedział ówczesnemu trenerowi Białej Gwiazdy, co leży mu na sercu, wystąpił w imieniu całej drużyny, był szatnianym przywódcą. Dla Probierza była to oznaka nielojalności. Czas nie uleczył ran, a cała historia ciągnie się od 2012 roku. Kiedy prowadził Wisłę Kraków awaryjnie w meczu z Jagiellonią, Probierz nie podał mu ręki. – To tylko dobrze świadczy o mnie – skwitował Sobol. Kolejnym razem, już przy okazji derby Krakowa, panowie tylko zmierzyli się wzrokiem. Niedawno starszy poprosił dziennikarzy, by przed meczem z Nafciarzami nie pytali go o adwersarza, bo nie będzie się na ten temat wypowiadał. Tuż przed samym spotkaniem uścisnęli sobie jednak ręce. Ciepłych słów zabrakło.


Bezkompromisowość kosztować mogła go karierę. Ale po kolei. To Kaczmarek wyciągnął go z Białegostoku. Poznali się lepiej ponad 20 lat temu, kiedy Sobolewski zapisał się na studia na gdańskiej AWF. Mimo że zaoczne, nie potrafił ich pogodzić z grą w piłkę i zawiesił edukację. Kaczmarek pracował w Płocku. Pod koniec lat 90. uzbrojony w kamerę przemysłową wyfasowaną z Petrochemii, pojechał na obserwację dwóch zawodników – na trzecią ligę. Pojechał rzucić okiem na Sobolewskiego właśnie oraz Jacka Markiewicza. Do tego pierwszego przekonał się od razu. Młody pomocnik z łatwością przeskoczył z III ligi do Ekstraklasy i zaliczył kapitalną rundę wiosenną. Tyle że ostatecznie z dawnego Płocka dobrych wspomnień nie ma. W 2002 roku doznał kontuzji ścięgna Achillesa. Nie grał, leczył się, a klub postanowił obciąć mu pobory. Doszło do głośnego konfliktu. Klub zdegradował go do czwartoligowych rezerw. Piłkarz w mediach nagłaśniał całą historię, mówił o ludziach, którzy chcieli go zniszczyć, został pozwany do sądu i musiał przepraszać za swoje słowa. Potem miał już wszystkiego dość. Myślał o tym, by kopnąć piłkę jak najdalej i przesiąść się na taksówkę w Białymstoku, jak ojciec. A przecież był już kimś w polskiej piłce, dopiero co chciała go Legia i dawała milion marek. Ponieważ Płock żądał więcej, Dragomir Okuka kupił Aleksandra Vukovicia.

Losem banity przejął się i do gry ponownie wkroczył Kaczmarek, namawiając Sobolewskiego do podpisania umowy w Grodzisku Wielkopolskim, gdzie Bobo pracował. W ciągu kilku miesięcy z IV-ligowych rezerw Petrochemii przeprowadził się do czołowej w kraju ekipy, a za chwilę czekała na niego reprezentacja Polski Pawła Janasa, w której zadebiutował golem. Dla polskiego futbolu odzyskany. Co było potem – wiadomo. Piękna kariera w Grodzisku i Krakowie, a na koniec jeszcze w Zabrzu. Przez lata całe wyróżniający się piłkarz ligi i reprezentacji nigdy nie wyjechał z Polski. Były różne propozycje, mniej i bardziej konkretne, w różnym okresie – z Norymbergii, Southamptonu, Trabzonsporu, Leverkusen – żadna nie przekonała Sobolewskiego w stu procentach, albo nie przekonywała Bogusława Cupiała, właściciela Wisły Kraków. Jej czerwoną koszulkę RS zakładał przez osiem lat, przez trzy był kapitanem, wygrał cztery mistrzowskie tytuły. 

Pan perfekcyjny 

Groclin miał piekielnie silną pakę. Z dobrej strony pokazywał się w Europie. Druga linia była wizytówką. Mila mógł błyszczeć, bo za plecami miał Sobola. Jak próbował wchodzić w nie swoje kompetencje, był karcony.

– Kiedyś mówię Radkowi, daj pograć, bo biegasz wszędzie, nigdzie nie zostawiasz miejsca, a on mi na to: nie wp……. się, jak maszyna pracuje – wspomina Mila. – Biegnij do przodu, tam sobie pograj, ja tutaj z tyłu sobie poradzę. 

– Dla Sebastiana to była szkoła życia i futbolu, wiele Radkowi zawdzięcza – twierdzi Kaczmarek. – Wspólnie z Wieszczem tchnęli ducha w Milę, który na początku był pełen niepokojów, by nie powiedzieć kompleksów. Z Sobola pewność siebie aż emanuje i oddziałuje na zespół, pozytywną energią zaraża otoczenie.

– Byłem zahukany, on na murawie dawał poczucie ogromnej pewności siebie. Widać było po nim, że wchodzi na boisko i wie, co ma robić, by działało. Podejrzewam, że podobny talent ma jako szkoleniowiec – uważa Mila. – Zresztą zawsze mi pasował do wyobrażenia o przyszłym trenerze. Biegałem obok niego i widziałem, że on po postu rozumie futbol. Oddawał się mu w stu procentach. Teraz trenerka jest numer 1, cała reszta zeszła na dalszy plan.

Karierę piłkarską kończył w Zabrzu. – Czuł, że w Wiśle Kraków jego czas się kończy, ale czuł też, że sporo jeszcze może. Jeszcze lepiej czuł to wszystko Adam Nawałka. Błyskawicznie ocenił ile Radek może dać mu w Górniku i natychmiast zadbał o to, by Sobol pojawił się w Zabrzu. Tej decyzji żaden z nich nie żałował – nie ma wątpliwości Bobo. 


Wiele osób mówi, że to właśnie od Nawałki Sobolewski przejął skrupulatność i przywiązywanie uwagi do detali, ale taki był od zawsze. Jako piłkarz miał wszystko uporządkowane i ułożone – nawet zapasowe korki, koszulki, wszystko. Jak wchodził w jakiś temat, pozornie nawet nieistotny, jak choćby kupno telefonu, zgłębiał wiedzę o tym sprzęcie. Jak w Grodzisku złapał bakcyla wędkowania od Wieszczyckiego czy Mili, kupił sobie kompletny ekwipunek; najlepsze wędki – chciał być profesjonalnie przygotowany do wypraw.

– Tak było. Pamiętam też, jak siedzieliśmy w jego mieszkaniu w Grodzisku i układaliśmy plan na dalszy wieczór, czyli zmianę miejsca pobytu – opowiada Mila. – Sobol był oczywiście za, ale od razu zaznaczył, że o 19 musi być w domu, bo czeka na telefon od przyjaciela ze Szwecji. Nie dał sobie przetłumaczyć, by zadzwonił wcześniej lub później, umówił się na następny dzień, cokolwiek. Nic z tego. Słowo u niego droższe pieniędzy. Rozwalił nam cały wieczór, bo musiał być o 19 w domu. Natomiast niezależnie od tego, że zawsze był człowiekiem dbającym o szczegóły, jestem gotów uwierzyć, że trener Nawałka rzucił światło na rzeczy, których on sam mógł nie dostrzegać. Pod tym względem na pewno czerpał od tego trenera.

Kupuje szatnię

Z Ekstraklasą pożegnał się, mając prawie 40 lat. Jeszcze jako piłkarz kończył szkołę trenerów przy PZPN. Stefan Majewski mówił, że był jednym z najlepszych, najbardziej aktywnych słuchaczy, nieustannie o coś pytającym i ciekawym odpowiedzi. Podjął pracę w Wiśle Kraków jako asystent. Współpracował z Dariuszem Wdowczykiem, Kiko Ramirezem, Joanem Carrillo i Maciejem Stolarczykiem. W kilku meczach awaryjnie był „pierwszym”.

Kiedy zaczynał pracę szkoleniową, zmieniło się jego zachowanie. Stał się krzykliwy, gadatliwy, aktywny. Tomasz Frankowski zauważył nawet, że więcej w trakcie jednego meczu się nagadał, niż przez pół roku jako zawodnik. Z kolei Maciej Skorża trzy lata temu na łamach „Dziennika Polskiego” tak wspominał podopiecznego: – Miał bardzo interesujące spojrzenie na trening. Jemu nie było wszystko jedno, co robiliśmy na zajęciach. Zawsze dociekał, dlaczego coś robimy w taki sposób, a nie inny. Analizował dokładnie, a szczególnie był dociekliwy w okresach przygotowawczych. Widać było, że to jest chłopak z dużą samoświadomością… Gdy wchodziłem do szatni Wisły, musiałem się nieźle napocić, żeby przekonać do siebie tę grupę gwiazdorów, którą tam zastałem. Sobol od razu ma wszystkich kupionych.

– To niewątpliwie człowiek zasad i wartości – twierdzi Bobo – Jeśli się komuś oddaje, to na całego. Na jego przyjaźń można liczyć. To jeden z moich ukochanych zawodników. Ale czy może być inaczej? Kiedy organizowałem swój benefis w Gdańsku, nie był to dla niego optymalny termin. Mimo to wsiadł rano w samochód i przyjechał z Krakowa, przez całą Polskę. Chwilę się pobawił, a o 24 poszedł spać. Nazajutrz wsiadł raniutko do auta i pognał do Białej Podlaskiej, na zajęcia w szkole trenerów. Stamtąd dopiero do Krakowa. Ilu takich bym naliczył? Kilku najwyżej. Na przykład Marka Saganowskiego. On z kolei przyjechał w sobotę z Warszawy z synem Antkiem, a wieczorem zaczął się pakować z powrotem. Mówi: trenerze, przepraszam, ale jutro mam komunię syna… Albo Jurek Dudek. Kiedy otrzymał nagrodę za grę w lidze holenderskiej, była duża gala. Sami wybitni sportowcy holenderscy, nie tylko piłkarze, bo i panczeniści, i wielu innych. Co rusz, to gwiazda. Chyba tylko Cruyffa nie było. Jurek powiedział jasno: chcę, by nagrodę wręczał mi mój gość z Polski. Tym gościem byłem ja, Bobo. Radek jest taki sam, do bólu lojalny, nie nadużywający czyjegoś zaufania, ale zawsze idący swoją drogą, a czasem pod prąd, bo nawet grał prawą nogą, mimo że jest mańkutem…

ZBIGNIEW MUCHA

TEKST UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” (nr 47/2019)

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 28/2026

Nr 28/2026

Polska Ekstraklasa

Z Arsenalu do Cracovii. Młody pomocnik przy ul. Kałuży

Cracovia tego lata nie jest specjalnie aktywna na rynku transferowym, skupiając się głównie na ściąganiu młodych i perspektywicznych piłkarzy. Kolejny z nich właśnie zawitał przy ul. Kałuży.

2024.05.19 Krakow
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
N/z Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2024.05.19 Krakow
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie! Górnik Zabrze z kolejnym transferem!

Nowy obrońca melduje się w Zabrzu. Maximilian Dietz podpisał kontrakt z triumfatorem Pucharu Polski!

2026.05.23 Zabrze
Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa Sezon 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
N/z Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2026.05.23 Zabrze
Football Polish PKO BP Ekstraklasa League Season 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Reprezentant Polski zmienia klub! Zostały już tylko formalności!

Związany z Górnikiem Zabrze Kryspin Szcześniak będzie miał nowy klub. Według mediów, zawodnik zmieni barwy, ale pozostanie w PKO BP Ekstraklasa.

2025.11.13, Warszawa 
Pilka nozna, Reprezentacja Polski 
Trening przed meczem Polska - Holandia 
N/z Kryspin Szczesniak 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Cztery sygnały po Superpucharze. Jaki Lech przystępuje do sezonu?

Po raz pierwszy od dekady i siódmy w historii Lech sięgnął po Superpuchar Polski. Na podstawie spotkania o najmniej prestiżowe z krajowych trofeów trudno o daleko idące wnioski, natomiast pewne sygnały przed przystąpieniem do gry o Champions League zostały przez Kolejorza wysłane.

2026.07.16 Poznan
Pilka nozna Superpuchar polski
Lech Poznan - Gornik Zabrze
N/z Mikael Ishak gol radosc bramka
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2026.07.16 Poznan
Football Polish Supercup 
Lech Poznan - Gornik Zabrze 

Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie: Cracovia przedłużyła kontrakt i wypożyczyła zawodnika

Bartosz Biedrzycki podpisał nową umowę z Cracovią. Jednocześnie Pasy postanowiły wypożyczyć 23-latka do pierwszoligowej Odry Opole.

2025.08.03 Krakow
Pilka nozna , PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/26
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
N/z Bartosz Biedrzycki
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2025.08.03 Krakow
Football Polish top league , 2025/2026 season
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
Bartosz Biedrzycki
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus
Czytaj więcej