Stal Mielec zaczyna coraz mocniej igrać z ogniem. Sobotnia porażka z Wartą Poznań (0:1) oznacza, że gospodarze stają się jednym z głównych kandydatów do tego, by pożegnać się z PKO Bank Polski Ekstraklasą.
Gospodarze poczynali sobie jesienią całkiem nieźle na ekstraklasowych boiskach, ale druga część sezonu w ich wykonaniu nie jest już tak dobra. Efektem gorsze formy był oczywiście spadek w ligowej tabeli i niebezpieczne zbliżenie się do lokat zagrożonych spadkiem. Przed meczem z mającą dokładnie tyle samo punktów było więc wiadomo, że dla Stali będzie to starcie o podwójną pulę.
Z podobnym nastawieniem do spotkania przystępowali piłkarze Warty, z tą jednak różnicą, że akurat oni w ostatnich tygodniach radzili sobie całkiem nieźle i regularnie punktowali. Trzy zwycięstwa w czterech poprzednich spotkaniach to dorobek, który pozwolił ekipie z Poznania przesunąć się w górę tabeli i uciec ze strefy spadkowej.
Stawka meczu nieco sparaliżowała gospodarzy, którzy jeszcze przed upływem kwadransa stracili gola. Po faulu Marcina Flisa, do rzutu wolnego podszedł Łukasz Trałka, który idealnie dośrodkował w pole karne. Tam wszystkich uprzedził Dawid Szymonowicz, który głową skierował piłkę do siatki.
Co ciekawe, przez niemal całą pierwszą połowę Stal miała więcej z gry. Stwarzała okazje, miała dużo większe posiadania piłki, ale nic z tego nie wynikało. Warta z kolei przed przerwą oddała zaledwie jeden strzał i jak się okazało, dał on jej prowadzenie.
Jeśli ktoś się spodziewał, że Stal po przerwie rzuci się do huraganowych ataków i szybko zdobędzie bramkę na wagę remisu, ten mógł poczuć się zawiedziony. Gospodarze faktycznie przeważali, ale złamać obronnych zasieków Warty im się nie udało.
Wynik zmianie już ostatecznie nie uległ i trzy punkty powędrowały do Poznania. Jeśli zaś chodzi o Stal Mielec, to widmo spadku coraz mocniej zagląda jej piłkarzom w oczy.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.