Przejdź do treści
Stanisław Czerczesow dla PN: Do waszego kościoła wszedłem z szacunkiem

Polska Ekstraklasa

Stanisław Czerczesow dla PN: Do waszego kościoła wszedłem z szacunkiem

Szkoleniowiec Legii Warszawa nie należy do najłatwiejszych rozmówców. Lubi pożartować, ale jeśli uznaje, że jakiś temat jest dla niego drażliwy, albo niewygodny, bez ogródek ucina tę kwestię. Nie chce, aby jego Legia grała w… ping ponga, a w jednej kwestii znacząco różni się od większości swoich rodaków. W jakie? Odpowiedź znajdziecie poniżej.

Stanisław Czerczesow wie, że Legia może grać jeszcze lepiej

Jedenastka weekendu 33. kolejki Ekstraklasy wg „Piłki Nożnej” – KLIKNIJ!

rozmawiał Adam GODLEWSKI

– Na początku chciałbym porozmawiać o stylu Legii. Jest już taki, jaki by pan chciał?
– Jeśli mam być szczery, to nie – mówi spokojnie Czerczesow (na zdjęciu). – Dlatego, że są drużyny, które lepiej grają w piłkę.

– W Polsce? Mnie się wydaje, że w kraju takich nie ma.
– Nie powinniśmy patrzeć tylko na Polskę. To jest liga lokalna, a myśleć trzeba w globalnym kontekście. Dlatego, że jeśli ktoś umie lepiej od nas grać w piłkę, trzeba na niego patrzeć. I wyciągać wnioski, i starać się wdrażać w naszej drużynie. Dotyczące ustawienia zawodników, strategii i taktyki. Ale przede wszystkim – najbardziej istotnego elementu w drużynie, czyli każdego piłkarza. Do każdego trzeba podchodzić indywidualnie, i skupiać się na tyle, ile tego wymaga jego potencjał.

– To pańska główna filozofia jako trenera?
– Tak. Piłkarz zawsze jest najważniejszy. Trener bez zawodnika jest nikim.

– Drużyna bez dobrego trenera też niewiele może.
– Jasne, ale pozostanę przy tym, co zawsze powtarzam: że zaczyna się od piłkarza. Ja jako trener jestem oczywiście ważny, ale w klubowej hierarchii dopiero po zawodniku.

– Jaki cel chce pan zrealizować z Legią w tym roku?

– Cel zawsze jest ten sam. Można argumentować na wiele sposobów, a najważniejsze są banały, które kompleksowo prowadzą do sukcesu. Przede wszystkim trzeba każdy mecz grać z sercem. Dobrze, źle, to w sumie drugorzędna kwestia, najważniejsze, żeby było z sercem. Wtedy widzowie będą przychodzić na stadion tak chętnie, jak choćby na mecz z Lechem Poznań. Nie mogę powiedzieć, że zaprezentowaliśmy wówczas fajerwerki, ale zaangażowanie zespołu na pewno wszyscy dostrzegli. Ludzie to doceniają, wspierają nas i dzięki temu dowolne spotkanie możemy odwrócić. Tak było właśnie z Lechem, skończyło się wygraną 1:0.

– Ma pan świadomość, że cele Legii nie sięgają tylko mistrzostwa Polski.

– Do wszystkiego trzeba dochodzić krok po kroku. Nigdy nie można myśleć o tym, co i jakie konkretne rzeczy można osiągnąć później. To trzeba zablokować w głowie i zupełnie się nad tym nie zastanawiać. Tylko krok za krokiem przybliżać się do celu. Jeśli zaczniesz myśleć tylko tym co jest wysoko, zapomnisz o podstawach.

– Czyli teraz głównym zadaniem jest wygranie rozgrywek ekstraklasy. I tylko to się liczy.
– Oczywiście. Zebraliśmy się przede wszystkim po to, żeby na początek osiągnąć właśnie taki sukces. Inni mają jednak dokładnie takie same plany, co również trzeba brać pod uwagę. Tyle że do zakończenia rozgrywek pozostało już niewiele kolejek, a Legia ma najlepszą pozycję wyjściową. Dlatego pozytywnie nastawiamy drużynę, i nie bierzemy pod uwagę innego scenariusza na finiszu.

– Wie pan o czym kibice Legii marzą od 20 lat?
– Proszę o tym rozmawiać z kibicami, oni mogą marzyć. Natomiast trener – nie. U szkoleniowca najważniejsza jest codzienna praca, która ma doprowadzić do celu.

– I naprawdę nie ma pan sportowych marzeń?
– Nie jestem w tym wieku, żeby jeszcze marzyć. Kiedy miałem pięć lat to śniłem o różnych kwestiach. Teraz mam 52 lata i dawno z tego wyrosłem. Teraz dokładnie wiem, że to, co ktoś nazywa marzeniem, mogę pojmować wyłącznie jako cel. Jeśli wiesz co chcesz osiągnąć i jaką drogą do tego dojść, to można taki plan zrealizować. Prawda jest zresztą taka, że nigdy nikt nie dawał mi prezentów. Wszystko, co w życiu osiągnąłem musiałem ciężko wywalczyć.

– To jednak naturalna kolej rzeczy, że po wygraniu krajowej ligi zespół startuje w eliminacjach europejskich pucharów.
– Potem będzie… potem. Nie ma sensu pytać mnie o to, co było dziesięć lat temu, i co stanie się za kolejne dziesięć, bo to z dzisiejszego punktu widzenia nie ma żadnego znaczenia. Liczy się tylko to, co jest dziś. A dziś Legia zajmuje pierwsze miejsce, ma pełny stadion i zadowolonych kibiców. Znajdujemy się w trakcie procesu twórczego. Na myśli mam nie tylko sztab, nie tylko trenerów, także tych od przygotowania fizycznego, ale wszystkich w klubie – właścicieli, prezesa i pozostałych ludzi z managementu. Wszyscy pracujemy konstruktywnie, i wszystko idzie w tym momencie tak, jak powinno.

– Legia dobrze przygotowała się do rundy wiosennej pod względem fizycznym, widać siłę i dynamikę. A jak podoba się panu skuteczność. Zwłaszcza napastników?
– Podobają mi się napastnicy Legii. Oni się uzupełniają, ponieważ są zupełnie różni. Niko to osobny typ, Prijo osobny, a Hamalainen jeszcze zupełnie inny. Minusem jest to, że Kasper dołączył do nas po tym, jak już zaczęliśmy zimowe zgrupowania. Z tego powodu długo nie był gotowy, i miał małe problemy, które wytrącały go z rytmu. Uraz, nie uraz, ale cały czas nie mógł stabilnie trenować. Teraz już wszedł na określony poziom, w meczu z Lechem już nam pomógł i mamy nadzieję, że już będzie ćwiczył regularnie i grał w wyjściowym składzie. Po to przecież go braliśmy, ma wiele bardzo dobrych cech.

– Niko był znacznie skuteczniejszy jesienią niż teraz. Wie pan z jakiego powodu?
– Teraz także jest skuteczny.

– Ale nie w takim stopniu jak w poprzedniej rundzie.
– Nadal jest skuteczny. I nawet jeżeli zapyta pan o tę kwestię po raz trzeci, moja odpowiedź nie ulegnie zmianie. Na pewno więcej uwagi niż jesienią poświęcają mu rywale, ale właśnie dzięki temu więcej okazji ma Prijović. Choćby w meczu z Lechem wychodził w sytuacjach jeden na jednego trzy razy, i w końcu strzelił gola. Trzeba pamiętać, że dla napastnika ważne jest jak pracuje dla zespołu, jak pomaga w obronie. Dlatego oceniam, że Nikolić dobrze wypełnia obowiązki. W tak ważnym meczu jak z Lechem miał asystę, zatem robotę, którą powinien był wykonać – wykonał.

– Ustawienie 1-4-4-2 to dla pana kwintesencja współczesnej taktyki?
– Nigdy wcześniej nie grałem w takim ustawieniu. Legia jest pierwszą drużyną, w której zastosowałem ten schemat. Z jakiego powodu? Otóż dlatego, że na dziś to najlepszy system dla zespołu, który mam do dyspozycji. To znaczy biorąc pod uwagę parametry i atuty piłkarzy, którzy są w kadrze.

– Zastanawiał się pan już kogo zechce w pierwszej kolejności, to znaczy, na które pozycje, kupić piłkarzy w letnim okienku transferowym?
– W Legii na każdej pozycji jest w tej chwili klasowy zawodnik, więc nie ma sensu zastanawiać się, kogo chcielibyśmy w jego miejsce. Najwięcej będzie zresztą zależeć od sytuacji, w której to my się znajdziemy. Na dziś nie szukamy napastnika, ale jeśli pojawiłaby się bardzo dobra oferta dla Nikolicia, stanęlibyśmy przed taką koniecznością. Zresztą Legia jest obecnie takim zespołem, że właściwie każdy z piłkarzy może dostać super propozycję. Jestem zadowolony z jakości zawodników, których mam do dyspozycji i z tego, jak każdy pracuje. A obecny sezon i tak musimy dokończyć w niezmienionym składzie. Przed nami niby już tylko kilka meczów w lidze i finał Pucharu Polski, ale to oczywiście najważniejsze spotkania w sezonie.

– Taktyka Legii polega na szybkim rozegraniu. Przed pańskim przyjazdem do Warszawy była chyba bardziej skomplikowana. Dlaczego zatem ewoluowała w tym kierunku?
– Taką strategię wymusił styl piłkarzy, którzy tworzą dziś Legię. Nie mogę wymagać od zawodników tego, czego mogą nie umieć; przeciwnie jestem od tego, żeby jak najlepiej wykorzystać ich możliwości. I walory. Właśnie dlatego powiedziałem w jednym z wywiadów, że chciałbym, aby mój zespół grał jak Bayern w erze przed Pepem Guardiolą. A konkretnie pod kierownictwem Juppa Heynckesa. Bo to jest system najbardziej odpowiedni dla zestawu zawodników, którzy są teraz w Legii, choć oczywiście nie są tacy sami, jak ci, którzy występowali wówczas w zespole niemieckiego potentata. Łatwiej jednak pod nich zaadaptować strategię, którą Bawarczycy stosowali przed czterema laty, niż ping pong, ewentualnie tiki takę właściwą obecnie dla monachijczyków.

– Nie ma w pańskiej taktyce miejsca dla rozgrywającego, typowej dziesiątki. Dlaczego? Czyżby Ondrej Duda nie był dość dobry?

– Żeby grać z typowym numerem dziesięć, trzeba byłoby wystawiać tylko jednego napastnika. A tak ustawiać zespołu nie chcę. To znaczy nie chcę na dziś, podkreślam to wyraźnie.

– Czyli latem Legia może grać w zupełnie innym taktycznym schemacie?
– Powtarzam, teraz takie ustawienie się sprawdza, więc w nim gramy. Latem może zdarzyć się natomiast tak, że nadal będziemy stosować tę taktykę, ale przestanie dawać to rezultat. A wówczas trzeba będzie zmienić strategię, bo nie wolno w niczym zapętlać się raz na zawsze. Natomiast jeśli chodzi o Dudę – Ondrej gra jako nominalny lewy lub prawy pomocnik, ale i tak schodzi do środka, żeby tam wykonywać swoją robotę. Jest zatem jak fałszywy numer dziesięć. My go w niczym nie ograniczamy. Może grać tak, jak najbardziej lubi. A kiedy jest przygotowany, na boisku wygląda naprawdę dobrze.

– Którego ze swych skrzydłowych ceni pan najbardziej?
– Tego pan nigdy ode mnie nie usłyszy. Piłkarzy oceniam wyłącznie w szatni, ale także nie wskazuję, kto jest dobry, a kto słaby. Tylko rozdzielam zadania. A potem rozliczam ich wykonanie.

– Jak długo chciałby pan pracować w Legii?

– Gdzie bym nie przychodził pracować, zawsze mam cel, żeby zostać tam… na zawsze. Wiem, że tylko obejmując klub właśnie z takim nastawieniem, można osiągnąć sukcesy. Przy takim nastawieniu wszystko co robisz, nie ma charakteru tymczasowego, tylko jest stałe. I to jest w moim odczuciu jedyne właściwe podejście.

– Ma pan przesądy?
– Mam, choć tak naprawdę nazywam je swoimi tradycjami. Proszę jednak darować, nie będę o nich publicznie opowiadał. Dotąd były to wyłącznie moje prywatne sprawy. I niech tak pozostanie.

– Często pan żartuje. To spontaniczna postawa, czy odrabia pan pracę domową z góry przygotowując dowcipne odpowiedzi i pointy?

– Przecież nie wiem o co pan dziś zapyta. To inni zadają pytania, ja tylko odpowiadam. Żartować można oczywiście w różny sposób, w zależności od czasu i miejsca. Kiedy jednak zaczyna się poważna robota, z dowcipami trzeba kończyć. Taką wyznaję zasadę.

– W trakcie treningów piłkarze także mogą usłyszeć żarty?
– Nie, absolutnie. Podczas treningów nie ma w ogóle dowcipów. Człowiek, który żartuje, nie jest w stanie się skoncentrować. To zostało udowodnione naukowo.

– Przyjechał pan do Polski z opinią bardzo surowego trenera. Konkretnego, który lubi ciężką pracę, w dużych dawkach, na treningach. Rzeczywiście ma pan ponadstandardowe wymagania?
– To akurat nieprawda. Dużo a dobrze, to dwie zupełnie różne kwestie. Cóż z tego, że wykonasz wiele roboty, ale źle przygotowanej, która nie przyniesie wyniku? Dlatego moje podstawowe założenie dotyczy tego, żeby pracować rozsądnie. Gdyby ktoś stojący z boku zobaczył nasz niedzielny trening, mógłby pomyśleć, że tak naprawdę nie robiliśmy nic. A tymczasem wszystko przebiegło zgodnie z planem, to znaczy tak, jak akurat tego dnia powinno. Co nie oznacza, że następne zajęcia nie były zupełnie inne i o wiele mocniejsze.

– Kiedy podjął pan decyzję, że zostanie trenerem?

– Dnia i miesiąca nie wymienię, bo to było dawno i nie pamiętam. Zresztą prawda jest taka, że jeśli grasz do czterdziestki, w pewnym momencie z automatu stajesz się grającym trenerem.

– Bramkarze i środkowi obrońcy bardzo często wybierają trenerski fach. Dlatego, że ze swojej perspektywy najwięcej widzicie na boisku?
– W dużym stopniu już w trakcie kariery zawodnicy występujący na tych pozycjach muszą myśleć za innych piłkarzy. To przecież my organizujemy grę obronną, podpowiadamy, wymagamy zajęcia odpowiednich pozycji od wszystkich, także od napastników. A zatem jeszcze grając uczymy się kierowania drużyną, co potem jest bardzo pomocne w zawodzie szkoleniowca.

– Który z trenerów, z którymi pan pracował był najlepszy?
– Najlepsi są ci, z którymi zdobywasz mistrzostwo. Nie było zresztą jednego, od którego chciałbym wziąć wszystko. Nie ma udanych kopii, są tylko dobre oryginały. Podpatrywałem oczywiście wszystkich, z którymi pracowałem, i od każdego starałem się coś wyciągnąć dla siebie.

– Czyli nie można powiedzieć, że ma pan podobny warsztat do Walerego Łobanowskiego, Olega Romancewa ewentualnie Joachima Loewa?

– Absolutnie nie. Tym bardziej zresztą, że pod kierunkiem Łobanowskiego zdążyłem rozegrać raptem dwa mecze w reprezentacji. Poza tym był szkoleniowcem największego rywala mojego Spartaka z tamtego okresu, Dynama Kijów, więc nie mogę powiedzieć, że cokolwiek mi dał. Miałem inne wzorce i kieruję się w futbolu zupełnie inną filozofią.

– Momentalnie, kiedy dostał pan propozycję od Legii, przypomniały się mecze Spartaka z warszawską drużyną w Lidze Mistrzów?
– Nie.

– Ale pamięta pan stadion Legii sprzed 20 lat?

– Pamiętam, że mecz rozgrywany był przy siarczystym mrozie. Stadion był stary, a my przebieraliśmy się w wagonie, bo zdaje się był remont szatni. Ale boisko przetrwało. A najważniejszą sprawą był oczywiście wynik, 1:0 dla Spartaka. I tak naprawdę tylko to było istotne.

– A jak teraz podoba się panu obiekt przy Łazienkowskiej, Warszawa, Polska?

– Wszystko mi się podoba. Gdybym był znacznie młodszy, powiedziałbym pewnie, że głównie piękny stadion. Ale to nie tak. Mnie podoba się nie tylko czysto wizualnie, ale z racji tego, kto mnie tu otacza. A na stadionie Legii jest wielka energia. I to jest dla mnie teraz najważniejsze. Naprawdę nie to, jakie są trybuny i piękne kolory na tym obiekcie, tylko wspaniały klimat. Myślę zresztą, że ta energia cały czas się poprawia, a ludzie w Warszawie także ciepło nas odbierają. Jesteśmy dorosłymi ludźmi, więc powinien mnie pan zrozumieć. Gdybym miał 20 lat mniej, zachwyciłbym się tym, że piękny jest dom, ewentualnie coś jeszcze, bo nie odczuwałbym tego, co dzieje się wokół. Dziś jednak najważniejsza dla mnie jest ta pozytywna energia. A budynki mogą być rozmaite.

– Ma pan ulubione miejsca w Warszawie?
– To oczywiście stadion, na którym pracuję. I na którym wygrywamy i dajemy radość kibicom. Sporo chodzimy też z żoną po mieście. Parków w Warszawie jest dużo, jest Stare Miasto. Czyli – w sumie banalnie.

– Jest coś, co chciałby pan jeszcze zobaczyć w Polsce, czego dotąd nie widział?
– Poważnie mówiąc, dla mnie najlepszym widokiem byłoby pierwsze miejsce Legii w tabeli na koniec sezonu. Wszystko inne dziś nie ma znaczenia.

– Myślałem, że chociaż na to pytanie odpowie pan: Legię w Lidze Mistrzów.
– Na ten temat już rozmawialiśmy. Proszę chodzić po ziemi. I nie denerwować się. Wszystko w swoim czasie.

– Jesienią nie było w Warszawie zespołu, który mógłby pokazać się w tych najbardziej prestiżowych klubowych rozgrywkach. Dwumecz z Napoli w Lidze Europy nie pozostawił w tej kwestii najmniejszych złudzeń.
– Chcemy, by Legia miała zespół na poziomie Ligi Mistrzów.

– A kiedy to nastąpi?
– Gdy już będzie miała, to od razu panu powiem.

– A jak smakują panu tradycyjne polskie potrawy?
– A to wy jakieś macie? Dlaczego nikt mi o nich nie mówił?

– Mamy bigos, kaszankę i kilka innych.
– No to muszę spróbować. Zwłaszcza jeśli będzie to możliwe bezpłatnie, to zjem na pewno.

– Pamięta pan wszystkich Polaków, z którymi pracował?
– Pamiętam dokładnie wszystkich, z którymi grałem, i których trenowałem.

– Nowak, Leśniak, Brzęczek…

– … jeszcze Gilewicz oraz w Dreźnie Dariusz Pasieka, i w Tirolu Innsbruck Piotr Pawłowski.

– Kolegowaliście się?
– Ja z nimi się kolegowałem. Natomiast czy oni ze mną też – tego nie wiem.





– Jest pan trochę inny niż większość Rosjan, którzy – podobnie jak my w Polsce – lubią napić się wódki. Pan nie pije. Dlaczego?

– Dlatego, że mężczyzna, który traci głowę, przestaje być sobą.

– I nigdy pan nie pił? Nawet wówczas, kiedy grał z Polakami?
– Nie. I nie zamierzam.

– To dziwne, bo kiedy byłem na Kaukazie, a swego czasu bywałem tam dość często, wszyscy, którzy mnie zapraszali, od razu częstowali wódeczką.
– Kaukaz to piękne góry, w których mieszkają trochę inni ludzie niż gdzie indziej, ze swoimi zasadami. Dlatego proszę odbierać to w ten sposób, że zakładali, iż jest pan dobrym człowiekiem.

– A kto okazał się pańskim najlepszym znajomym z Polski?

– Z wieloma utrzymuję kontakty. Dwa dni temu rozmawiałem z Nowakiem, wczoraj z Gilewiczem, tydzień temu spotkałem się w restauracji z Komorowskim, który przechodził tu rehabilitację. Właściwie wszyscy, których trenowałem dzwonią albo przyjeżdżają. Z Kowalewskim także widziałem się przecież niedawno, a odzywał się także Wawrzyniak. A Polczak z Cracovii także nie zapomniał, że u mnie grał.

– Którzy lepiej pracowali – ci, z którymi pan grał, czy generacja, którą prowadził pan już w roli trenera?
– Nie sposób porównywać, jeśli twoja perspektywa zmienia się tak diametralnie jak moja. Przecież zupełnie inaczej patrzyłem na tych, z którymi byłem na równi niż na piłkarzy, których jestem szefem. Generalnie nikt nigdy nie miał jednak zastrzeżeń do zaangażowania polskich zawodników, z którymi miałem kontakt. A jeśli rozmawiamy o moich podwładnych – nie mogło być inaczej, przecież osobiście opiniowałem ich zatrudnienie. To tak jak z kupnem samochodu – zanim się zdecydujesz, sprawdzasz. Jeśli ci proponują renaulta, mercedesa i ferrari, porównujesz cenę do jakości, a przede wszystkim patrzysz na to, co masz w kieszeni. Różnica jest tylko taka, że u człowieka patrzysz jeszcze na jego charakter i właśnie podejście do pracy.

– Można w ogóle porównywać futbol w Polsce i Rosji?

– Pewnie, że można. Przecież przepisy i wielkość boiska są identyczne.

– A bez żartów? Kasa jest przecież zupełnie inna.
– Pieniądze mogą być bardzo różne, ale to automatycznie nie oznacza, że piłkarz, za którego zapłaciłeś 10 milionów na pewno będzie lepszy od tego, który kosztował pięćset tysięcy. Tak to nie działa. Zresztą nie tylko w futbolu. Jeden dostanie od rodziców sto rubli i będzie umiał zostać milionerem. Za to drugiemu można dać miliony, a i tak zostanie bankrutem. W obu przypadkach, to znaczy w piłce, ale też ogólnie w życiu, liczy się pomysł. Trzeba wiedzieć, co się chce zrobić i jak do tego dojść.

– Unika pan porównania, mimo że rosyjskie kluby, które występują regularnie w Lidze Mistrzów, są w zupełnie innym, nieporównywalnym miejscu, niż nasze.
– Proszę mnie zrozumieć – nie lubię rozmawiać o miejscach, w których mnie aktualnie nie ma. Jeśli wróciłbym do pracy w lidze rosyjskiej, to chętnie porozmawiałbym również o tamtejszych realiach.

– Jest pan zadowolony z budżetu Legii?
– A sądzi pan, że mogę wybierać?

– Wydaje mi się, że nie do końca.

– Jeśli coś się komuś wydaje, to wie pan jak mówią w Rosji – powinien się przeżegnać. Mnie się nic nie wydaje. Wiem, czym dysponujemy i w tym przedziale powinienem robić wszystko, jak potrafię najlepiej. Znaczy być jak dobra gospodyni w domu. Jeśli jej budżet wynosi sto rubli, musi zrobić zakupy za sto rubli tak, aby wszyscy byli najedzeni, ubrani i obuci. I tak jest w Legii. Mamy konkretny budżet, który powinniśmy spożytkować jak najlepiej.

– System rozgrywek w Polsce podoba się panu?
– Jest takie przysłowie w Rosji – Kiedy przyszedłeś do cudzego kościoła, musisz podporządkować się jego prawom. Dlatego wszedłem do waszego kościoła z szacunkiem. Szanuję wasze rozwiązania i regulaminy. Nie mam zresztą wyboru, muszę się do nich dostosować. Pytania: po co, dlaczego i komentarze, dlaczego tak ktoś nakazał – nie mają sensu. Jeśli czegoś nie mogę zmienić, nie oceniam. Bo byłaby to pusta strata czasu.

Które polskie zespoły, oczywiście oprócz Legii, grają według pana najlepiej?
– Właściwie każda drużyna z ekstraklasy jest w stanie rozegrać naprawdę dobry mecz, bo wszyscy prezentują bardzo zbliżony poziom. Odkąd jestem w Polsce fajnie gra Piast. Efektowny styl prezentowała przez długie okresy Cracovia, która strzelała sporo goli. Bardzo ładnie finiszuje Lechia. Te zespoły sprawiają dobre wrażenie, bo nie wiem, czy sformułowanie, że mogą się podobać, oddawałoby sedno sprawy. Jednemu podobają się blondynki, drugi woli brunetki, a o gustach nie dyskutuje się.

– A kto okazał się najtrudniejszym przeciwnikiem?
– Najtrudniejszy przeciwnik siedzi zawsze w tobie. Jeśli jednak poradzisz sobie z nim, na miejscu Legii powinieneś dać radę każdemu krajowemu rywalowi.

– Specjalnie unika pan nazwy: Lech Poznań, z którym Legia zmierzy się w finale Pucharu Polski?
– Nie. Każda liga, każdy kraj ma swoje tradycje, a w Polsce zauważyłem szybko, że przeciwnikiem, którego w Legii traktuje się w sposób szczególny jest Lech. Nie wiem z jakiego powodu, nie grałem przecież w waszej lidze. Tyle że dla mnie nie ma żadnej różnicy, czy to jest zespół z Poznania, czy inny. Z każdym mam obowiązek podjąć walkę i starać się wygrać. Lech potrafi zagrać w sposób urozmaicony, ale ja zawsze robię wszystko, żeby znaleźć klucz do tego szyfru.

– Można na koniec coś panu poradzić? Na przykład kupno napastnika?
– Nie trzeba mi niczego radzić, pomagać, a tym bardziej przeszkadzać. Jeśli nikt nie będzie przeszkadzał, to dla mnie okaże się największą pomocą.



CAŁY WYWIAD UKAZAŁ SIĘ  W 17 NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 28/2026

Nr 28/2026

Polska Ekstraklasa

Z Arsenalu do Cracovii. Młody pomocnik przy ul. Kałuży

Cracovia tego lata nie jest specjalnie aktywna na rynku transferowym, skupiając się głównie na ściąganiu młodych i perspektywicznych piłkarzy. Kolejny z nich właśnie zawitał przy ul. Kałuży.

2024.05.19 Krakow
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
N/z Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2024.05.19 Krakow
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie! Górnik Zabrze z kolejnym transferem!

Nowy obrońca melduje się w Zabrzu. Maximilian Dietz podpisał kontrakt z triumfatorem Pucharu Polski!

2026.05.23 Zabrze
Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa Sezon 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
N/z Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2026.05.23 Zabrze
Football Polish PKO BP Ekstraklasa League Season 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Reprezentant Polski zmienia klub! Zostały już tylko formalności!

Związany z Górnikiem Zabrze Kryspin Szcześniak będzie miał nowy klub. Według mediów, zawodnik zmieni barwy, ale pozostanie w PKO BP Ekstraklasa.

2025.11.13, Warszawa 
Pilka nozna, Reprezentacja Polski 
Trening przed meczem Polska - Holandia 
N/z Kryspin Szczesniak 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Cztery sygnały po Superpucharze. Jaki Lech przystępuje do sezonu?

Po raz pierwszy od dekady i siódmy w historii Lech sięgnął po Superpuchar Polski. Na podstawie spotkania o najmniej prestiżowe z krajowych trofeów trudno o daleko idące wnioski, natomiast pewne sygnały przed przystąpieniem do gry o Champions League zostały przez Kolejorza wysłane.

2026.07.16 Poznan
Pilka nozna Superpuchar polski
Lech Poznan - Gornik Zabrze
N/z Mikael Ishak gol radosc bramka
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2026.07.16 Poznan
Football Polish Supercup 
Lech Poznan - Gornik Zabrze 

Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie: Cracovia przedłużyła kontrakt i wypożyczyła zawodnika

Bartosz Biedrzycki podpisał nową umowę z Cracovią. Jednocześnie Pasy postanowiły wypożyczyć 23-latka do pierwszoligowej Odry Opole.

2025.08.03 Krakow
Pilka nozna , PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/26
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
N/z Bartosz Biedrzycki
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2025.08.03 Krakow
Football Polish top league , 2025/2026 season
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
Bartosz Biedrzycki
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus
Czytaj więcej