Są kluby, które musza wygrywać
ładnie, a są takie, które, jeśli chcą wygrywać, muszą grać brzydko. Do tej
pierwszej grupy zaliczają się, w Hiszpanii, Real i Barcelona, do tej drugiej
natomiast – Atletico. Mecz tego zespołu z Betisem pokazał, że Cholo Simeone
chyba ostatecznie pogodził się z tą prawdą.
Próba zbliżanie się pod względem
stylu gry do wielkich rywali jaką podjął w tym sezonie zakończyła się fiaskiem.
Atletico owszem, strzelało dużo goli, potrafiło efektownie wygrać, ale za to spadła
jakość defensywnej gry zespołu. I w efekcie Los Colchoneros praktycznie nie liczą
się już w walce o mistrzostwo Hiszpanii.
Definitywnym pożegnanie z tą ideą
odnowienia oblicza zespołu był rewanżowy mecz Copa del Rey z Las Palmas. Po zwycięstwie
2:0 w pierwszym spotkaniu, na Vicente Calderon Atleti zagrało ofensywnie, ale
nonszalancko. I doprawdy nie bardzo dużo, bo jednego tylko gola, brakowało, by
do kolejnej fazy awans wywalczyli Kanaryjczycy.
W dzisiejszym spotkaniu ligowym z
Betisem zobaczyliśmy już stare, dobre Atletico. To znaczy: stare, nudne. Ale za
to wygrywające – tak jak Simeone długo lubił najbardziej, czyli 1:0. Zespół zaprezentował
znaną z poprzednich sezonów filozofię: zaatakować, szybko strzelić gola, a
potem bronić się i czekać na kontrę: jak się trafi, to dobrze, jak nie – to trudno,
ważne, żeby gola nie stracić. Jedyne, co mogli zrobić goście stojąc wobec muru
gospodarzy wzniesionego przed ich bramką, to były strzały z daleka.
Czy tak będzie wyglądała gra Atletico do końca
sezonu? Zapewne. Kibice też już wiedzą, że tak jest najlepiej, bo tak trzeba.
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.