Reprezentacja Polski w beach soccerze po raz drugi w historii weźmie udział w mistrzostwach świata. Pierwsze spotkanie biało-czerwoni rozegrają w piątek. Biorąc pod uwagę grupę, do której trafili, czeka ich piekielnie trudne zadanie.
ROZMAWIAŁ ŁUKASZ KONSTANTY
– Jak przebiegały przygotowania do czekającego nas najważniejszego światowego turnieju? – Jesteśmy jedynym zespołem spośród wszystkich uczestników mistrzostw świata, który ma problemy z codziennym treningiem – mówi Marcin Stanisławski (na zdjęciu), trener biało-czerwonych. – Klimat mamy, jaki mamy, nie doczekaliśmy się jeszcze odpowiedniej hali, w której moglibyśmy przygotowywać się do takiej imprezy jak mistrzostwa świata, dlatego musieliśmy ratować się wyjazdami. Na szczęście zeszłoroczne zwycięskie eliminacje zrobiły swoje i zaproszeń na turnieje czy mecze towarzyskie nie brakowało. Wybraliśmy lutowy turniej w Iranie, bo chcieliśmy zagrać z zespołem spoza Europy, który prezentuje inny styl niż drużyny z naszego kontynentu. W jego trakcie przegraliśmy 2:3 z gospodarzami, którzy są piątą drużyną świata, pokonaliśmy 3:2 Włochów i ulegliśmy 2:4 Ukrainie. W późniejszym czasie odbył się tygodniowy obóz w Barcelonie, gdzie pracowaliśmy między innymi nad taktyką. Udział w nim wzięło 15 zawodników. Ostatnim etapem przygotowań był natomiast dwumecz z mistrzami świata – Portugalią, który odbył się z inicjatywy rywala. Pierwsze spotkanie przegraliśmy 4:5, w drugim okazaliśmy się lepsi po rzutach karnych, w regulaminowym czasie padł wynik 3:3. Podsumowując – postawiliśmy na to, by od lutego przynajmniej raz w miesiącu się spotykać, potrenować, a w pozostałych tygodniach każdy zawodnik miał za zadanie przygotowywać się indywidualnie.
– Jak pan ocenia grę i wyniki zespołu we wspomnianych meczach towarzyskich? Dostarczyły one powodów, by z nutą optymizmu czekać na turniej na Bahamach? – Spotkania utwierdziły mnie w przekonaniu, że wyselekcjonowana została odpowiednia grupa zawodników, która sprawdziła się zarówno na boisku, jak i poza nim. Trzeba pamiętać, że gramy przeciwko piłkarzom, którzy – w przeciwieństwie do nas – są zawodowcami. Staramy się jednak innymi elementami eliminować ewentualne niedostatki. Rywale podkreślają, że jesteśmy bardzo niewygodnym przeciwnikiem, mocnym fizycznie i agresywnym. Może nasze spotkania nie są najpiękniejsze, niemniej choćby wspomniane wcześniej potyczki towarzyskie pokazały, że z każdym jesteśmy w stanie powalczyć. Wciąż jednak nam trochę brakuje do najmocniejszych. Choć wyniki często oscylują w okolicy remisu – 2:3 z Iranem, 4:5 z Portugalią, czy w zeszłym roku również 4:5 z Tahiti – to jednak są to nadal porażki. Musimy więc jeszcze sporo pracować, jednak obawiam się, że jeśli nie będziemy mieli możliwości trenowania na co dzień, to takie występy jak zeszłoroczny w eliminacjach mistrzostw świata zdarzać się będą jedynie raz na jakiś czas. Żeby była jasność – nie narzekamy na tegoroczne przygotowania. Związek zapewnił nam wszystko, czego oczekiwałem, a co najważniejsze, ominęły nas kontuzje.
– Na mistrzostwach świata powalczymy w najsilniejszym składzie? – Tak. Zgłosiliśmy do FIFA 18 zawodników, w tym sześciu rezerwowych, którzy muszą być gotowi na to, iż w każdej chwili mogą zostać wezwani, gdyby na przykład ktoś nabawił się przed turniejem urazu.
– Kogo wskazałby pan jako najważniejszą postać zespołu? – Mamy gwiazdę, która nazywa się Bogusław Saganowski. Boguś zapowiedział już, że po mistrzostwach świata kończy grę w reprezentacji. Przede wszystkim jednak mamy solidny zespół i każdy pracuje na wyniki. Owszem, są zawodnicy, którzy w konkretnych meczach bardziej się wyróżniają, strzelają więcej goli, nie jesteśmy jednak uzależnieni od jakiegokolwiek gracza.
– A co wskazałby pan jako najmocniejszą stronę reprezentacji Polski? – Zaangażowanie i dyscyplinę taktyczną. Jesteśmy poukładaną drużyną, każdy wie, co ma robić na boisku. Mocno pracujemy też nad stałymi fragmentami i defensywą, która jest chyba najważniejszym elementem naszej gry – staramy się być blisko przeciwnika, wywierać presję i maksymalnie utrudniać poszczególnym zawodnikom życie. Nasz styl gry wygląda na defensywny, ale on nie do końca taki jest, bo oprócz tego, że dobrze bronimy, potrafimy też równie skutecznie atakować.
– W drużynie możemy znaleźć zawodników, którzy mają za sobą występy na trawiastych boiskach, nawet – jak w przypadku Piotra Klepczarka czy Michała Łabędzkiego – na poziomie ekstraklasy. Doświadczenie z zielonych boisk ma jakiekolwiek znaczenie w przypadku rywalizacji na piasku? – Na boisku beach soccera gra się inaczej niż na trawie, ale wspomniani gracze przede wszystkim wnoszą profesjonalizm i odpowiednie podejście do gry i treningów, co starają się zaszczepić innym piłkarzom reprezentacji. Oczywiście z ich postawy na boisku również jestem zadowolony.
– Analizowaliście grę poszczególnych rywali, z którymi przyjdzie wam się zmierzyć za kilka dni? – Koncentrujemy się na razie na meczu z Japonią, bo jeśli przegralibyśmy to starcie, szanse na awans do ćwierćfinału zostałyby mocno ograniczone. To drużyna, której sztab szkoleniowy wywodzi się z Brazylii, a w kadrze znajduje się zawodnik również pochodzący z tego kraju. Kolejnych przeciwników będziemy analizować później. Materiału dostarczy nam starcie dwóch pozostałych rywali w pierwszym meczu fazy grupowej. Grupę mamy kosmiczną – trafiliśmy na Japonię, która w dwóch ostatnich turniejach docierała do ćwierćfinału, Brazylię, która nie przegrała od dwóch lat meczu i jest faworytem turnieju, a także Tahiti – aktualnego wicemistrza świata. Naprawdę nie sądziłem, że można wylosować aż tak trudny zestaw rywali.
– Wylot na Bahamy został zaplanowany na poniedziałek 24 kwietnia, pierwszy mecz dopiero cztery dni później. Jak wygląda plan zespołu na kilka dni dzielące przylot od spotkania z Japonią? – Musimy przestawić się na tamtejszy czas – różnica z Polską wynosi sześć godzin. Będziemy trenować, a także pracować nad sferą mentalną, by piłkarze nie przekroczyli cienkiej granicy między motywacją a przemotywowaniem i by nie spalili się psychicznie przed czekającym ich, w większości, debiutem na mistrzostwach świata. Być może zagramy też nieoficjalną gierkę towarzyską.
– Jaki wynik sportowy byłby zadowalający? – Chcemy każdy mecz zagrać na swoim normalnym poziomie, a jeśli to się uda, jesteśmy w stanie każdej drużynie uprzykrzyć życie. Głosy ze świata beach soccera są takie, że jesteśmy raczej outsiderem grupy, nie będę więc składał jakichś wielkich deklaracji, tym bardziej że trafiliśmy na naprawdę kosmicznych rywali. Marzeniem jest awans do ćwierćfinału. Jeśliby się udało, nie chciałbym, aby zostało to przez zespół potraktowane jako zrealizowanie celu i byśmy spoczęli na laurach.
– W takim razie proszę zdradzić, do kiedy macie zarezerwowany hotel na Bahamach? – Wstępna rezerwacja jest zrobiona chyba do 5 maja. Chciałbym, żebyśmy musieli ją przedłużyć.
fot. Bartosz Urbańczyk
Wywiad został przeprowadzony 22 kwietnia 2017 r. i ukazał się w Tygodniku „Piłka Nożna” (17/2017)
Jakub Błasczykowski po Gali Tygodnika „Piłka Nożna”. „Myślałem, że wygra Oskar Pietuszewski”
Jednym ze znakomitych gości Gali 2026 był Jakub Błaszczykowski, który do hotelu Hilton przybył wraz z małżonką Agatą. Piłkarz Roku 2010 i 2012 chętnie skomentował tegoroczne nagrody.
Co z Pietuszewskim w reprezentacji? Jan Urban zabiera głos!
Oskar Pietuszewski jest ostatnio na ustach wielu kibiców, chcących zobaczyć go w pierwszej reprezentacji. O młodym talencie FC Porto wypowiedział się selekcjoner Jan Urban.
Gala Tygodnika „Piłka Nożna”. Piłkarz Roku 2025 – Robert Lewandowski
Czy Robert Lewandowski jest najlepszym piłkarzem w historii Polski, pozostaje kwestią otwartą. W futbolu nie ma obiektywnej miary pozwalającej szacować klasę poszczególnych sportowców, każdy ma prawo do subiektywnego spojrzenia i własnego wyboru. Być może ktoś, kiedyś, przez krótki czas grał lepiej niż Lewy. Natomiast nie ma żadnych wątpliwości co do trzech kwestii:
Gala Tygodnika „Piłka Nożna”. Piłkarka Roku 2025 – Ewa Pajor
Po raz szósty w karierze i czwarty z rzędu Ewa Pajor została wybrana Piłkarką Roku w plebiscycie tygodnika „Piłka Nożna”. Po takich 12 miesiącach w jej wykonaniu po prostu nie mogło być inaczej.