Marcin Kamiński na dobre zadomowił się w podstawowym składzie Stuttgartu. Polski obrońca wyszedł w pierwszej jedenastce swojej drużyny na ligowy mecz z Erzgebirge Aue i miał swój wkład w efektowne zwycięstwo VfB (4:0).
Marcin Kamiński zaliczył kolejny dobry mecz w barwach Stuttgartu
Stuttgart był uważany za faworyta niedzielnego meczu i jak się okazało, przedmeczowe rozważania miały swoje pokrycie z boiskowych realiach. Jeden z głównych kandydatów do awansu od początku przeszedł do konkretów i bardzo szybko, bo już w 13. minucie objął prowadzenie za sprawą trafienia Timo Baumgartla.
Gospodarze nie zdołali się otrząsnąć na dobre po stracie pierwszego gola, a już Stuttgart zadała drugi cios. W 24. minucie na bramkę na 2:0 zdobył Christian Gentner i było jasne, że gościom nic złego w tym meczu stać się nie może.
Erzgebirge nie miało tego dnia zbyt wielu argumentów i w drugiej połowie zostało dobite przez rywala. W 67. i 76. minucie trzeciego, a następnie czwartego gola do dorobku VfB dorzucił Carlos Mane, który przypieczętował wygraną swojego zespołu i jego awans na fotel lidera tabeli drugiej ligi niemieckiej.
Jeśli chodzi o wspomnianego Kamińskiego, to ten przebywał na boisku od początku do końca i wraz z kolegami zdołał uchronić Stuttgart przed utratą gola.
Podczas niedzielnego popołudnia na boiskach 2.Bundesligi zobaczyliśmy innego Polaka. W podstawowym składzie VfL Bochum wyszedł Paweł Dawidowicz, który rozegrał 80 minut w spotkaniu z Arminię Bielefeld. Piłkarz musiał zostać zmieniony z powodu odniesionej kontuzji.
Dawidowicz zszedł z boiska w 80. minucie meczu z kontuzją, którą odniósł bez kontaktu z rywalem.
Bayern zdecydował ws. Harry’ego Kane’a. Rozmowy już trwają
Włodarze Bayernu Monachium są niezwykle zadowoleni ze współpracy z Harry’m Kane’em. Jego aktualny kontrakt wygasa za półtora roku, ale Bawarczycy już teraz chcą zapewnić sobie usługi Anglika na kolejne lata.
Sensacja w Monachium! Bayern przegrał z Augsburgiem [WIDEO]
Bawarczycy doznali pierwszej porażki w sezonie 25-26. Pierwszymi pogromcami ekipy Kompany'ego okazał się derbowy rywal – FC Augsburg, który w ostatnim kwadransie zdobył dwie bramki na wagę trzech punktów.