Gdy kluby Premier League szorują dno w rankingach ogrywania własnych wychowanków i zatrudniają coraz więcej obcokrajowców, angielski system szkolenia produkuje świetnych juniorów i osiąga z nimi sukcesy. Tylko w tym roku młodzież podbiła Europę i świat, w sumie różne roczniki wygrały 30 z 34 meczów. Imponujące, ale ile te osiągnięcia faktycznie znaczą?
MICHAŁ ZACHODNY
Wjeżdżając na niemal 150-hektarowy teren, początkowo nie odnosi się wrażenia, że jest to wyjątkowe miejsce. Efekt wow St George’s Park trafia odwiedzającego to miejsce po chwili: widzi jedno boisko z naturalną murawą, potem kolejne ze sztuczną i następne, następne… Imponują również znajdujące się w angielskim centrum piłkarskim pięciogwiazdkowy hotel, świetnie wyposażone siłownie, hale, gabinety lekarskie, szatnie itd. Całość kosztowała ponad 100 milionów funtów i po pięciu latach od otwarcia angielska federacja może przyznać, że inwestycja była tego warta.
WPAJANIE DNA
To tam trenują wszystkie młodzieżowe i seniorskie reprezentacje, to tam ciągle odbywa się praca, której efekty są w tym roku imponujące: drużyna do lat 21 przegrała półfinał Euro z Niemcami dopiero w karnych, zespół U-20 zdobył mistrzostwo świata, 19-latkowie triumfowali w Europie, 18-latkowie podbili prestiżowy turniej w Tulonie, a 17-latkowie najpierw zajęli drugie miejsce na kontynencie, by ostatnio podbić świat.
By zadziałać na wyobraźnię, jaki progres dokonał się w szkoleniu, wystarczy porównanie mistrzowskiego występu U-17 z turniejem w 2015 roku. Dwa lata temu Anglicy ledwie zremisowali z Gwineą i Koreą Południową, trzecie miejsce w grupie podkreśliła ich porażka z Brazylią – chociaż tylko jednobramkowa, to przewaga jakości na rzecz rywali była znacząca. Tymczasem w ubiegłym miesiącu młodzi Anglicy rozbili Brazylijczyków w półfinale (3:1). Dwa lata temu na młodzieżowym mundialu strzelili jednego gola, w tym – 23.
– W ostatnich latach nacisk na tworzenie liderów, kultury, przekazania jej zawodnikom i znaczenia gry dla Anglii rósł. Znacznie nam to wszystko pomogło w skupieniu się na pracy – tłumaczył Steve Cooper, selekcjoner zwycięskiej drużyny. – Stąd gdy tylko ci chłopcy przechodzą przez bramę St George’s Park, zaczynają wszystko rozumieć. To w tym miejscu poświęciliśmy sporo czasu, by zidentyfikować talenty, przygotować piłkarzy i styl gry, wpoić im nasze DNA.
Właśnie wokół tego ostatniego elementu jest najwięcej kontrowersji. Dla piłkarskiej Anglii stworzenie filozofii gry oraz szkolenia, tożsamości po latach nudnego i niedającego nadziei stylu miało być przełomowym momentem. Na razie nie jest, choć głównie przez pierwszą reprezentację: selekcjoner Gareth Southgate należy do osób najczęściej poruszających kwestię DNA, ale prowadzona przez niego drużyna powodów do ekscytacji nie daje.
LIGA MIĘDZYNARODOWA
Eliminacje MŚ przeszła, wygrywając osiem spotkań i remisując dwa, strzelając 18 goli, tracąc tylko trzy, lecz najwięcej o reprezentacji mówi malejąca liczba kibiców na meczach na Wembley. Na ostatnim domowym, decydującym o awansie spotkaniu ze Słowenią było ich niecałe 62 tysiące, gdy droga do Rosji zaczynała się od frekwencji ponad 80 tysięcy. A najwięcej emocji w bezbarwnym, wygranym w 94 minucie meczu przyniosły kibicom… samoloty robione z kartonów, które puszczano w lot z wysokości trybun.
Także dlatego w Anglii więcej emocji towarzyszyło kolejnemu zwycięstwu reprezentacji młodzieżowej niż awansowi jedynki do MŚ w Rosji. W niektórych mediach pisano wprost o złotej generacji, triumf komentowali menedżerowie klubów Premier League, chętnie wypowiadali się telewizyjni eksperci i felietoniści. – Gdyby zdarzyło się to w Hiszpanii czy w Niemczech, byłbym pewien, że każdy z tych chłopców dostanie okazję do wykorzystania potencjału. Ale w Anglii wymaga to zmiany mentalności, żeby w ogóle dano im szansę – ostrzegł w tekście dla „Timesa” Sam Allardyce, który rok temu na krótką chwilę był selekcjonerem reprezentacji.
– Jestem bardzo szczęśliwy, ponieważ sukces po części oznacza, że bardzo dobrze działa nasza akademia – mówił Antonio Conte, którego Chelsea w tym roku wysłała najwięcej młodzieżowych reprezentantów na wyróżnione turnieje. Poniekąd to właśnie londyński klub oddaje najlepiej problem z postrzeganiem juniorskich sukcesów. Drużyna 19-latków Chelsea wygrywała cztery ostatnie młodzieżowe Puchary Anglii, triumfowała w dwóch z trzech poprzednich edycji UEFA Youth League, do tego 18-latkowie w poprzednim sezonie wygrali mistrzostwo kraju. Skauting i szkolenie w klubie mistrzów Anglii działa, lecz przebicie się wychowanków do pierwszego składu jest niemal niemożliwe.
Wystarczy spojrzeć na ostatnie lato transferowe Chelsea. Kilkunastu wychowanków oddano na wypożyczenie, w tym medalistów z tegorocznych mistrzostw. Bardzo dobrze zapowiadającego się Nathaniela Chalobaha sprzedano do Watfordu, powołany właśnie do pierwszej reprezentacji Tammy Abraham w tym sezonie strzela dla Swansea City. A wszystko to przy mniej lub bardziej zdecydowanych narzekaniach menedżera na wąską kadrę i zbyt powolne skupowanie zawodników do składu. Ostatecznie sprowadzono sześciu piłkarzy za ponad 180 milionów funtów i tylko jednego Anglika, 27-letniego Danny’ego Drinkwatera.
– Właściciele i prezesi angielskich klubów nie przejmują się tym, co jest najlepsze dla przyszłości naszego futbolu. (…) Liga angielska nie jest jak niemiecka czy hiszpańska. Premier League to nie Bundesliga, nie La Liga. Możemy mówić, że to angielskie rozgrywki, ale w rzeczywistości to międzynarodowa liga, która po prostu rozgrywana jest w Anglii – tłumaczył w felietonie Allardyce.
Mówi o tej przeszkodzie cytowany w „Guardianie” Gary Issott, szef akademii Crystal Palace. – Każdy chce przetrwać w Premier League i nie jestem pewien, czy nawet ktoś taki jak Wilfried Zaha w ogóle dostałby dziś szansę na grę w pierwszym zespole. Zbyt często trzyma się młodych piłkarzy w oczekiwaniu na szansę, która nigdy nie przychodzi. Jednym z największych wyzwań jest utrzymywanie młodzieży przy ziemi. Pamiętam, że podejście kilku zawodników po powołaniu do reprezentacji znacznie się zmieniło. Myśleli: jesteśmy najlepsi w kraju i niemal na pewno się przebijemy. Braliśmy ich na rozmowy i mówiliśmy: tak, jesteście najlepsi w swoim wieku, ale w Premier League grają najlepsi z 70 krajów w przedziale od 17 do 35 roku życia.
PRZEŁOM DZIĘKI MENEDŻEROM?
Według najnowszych badań CIES w klubach Premier League gra tylko 10,3 procent wychowanków i aż 59 procent obcokrajowców. To odpowiednio jedne z najniższych i najwyższych wskaźników w Europie.
Sukcesy młodzieżowych reprezentacji zbiegły się z premierą książki uznanego dziennikarza Michaela Calvina, który w formie reportaży przedstawia między innymi patologie drążące angielski system szkolenia. W „No Hunger in Paradise” („Bez pragnienia w raju”) opisuje szkolenie w największych akademiach i rzeczywistość w ośrodkach, gdzie wizja kariery oraz ogromnych pieniędzy w futbolu jest jedynym czynnikiem ratującym dzieci przed dołączeniem do gangów, wylądowaniem w więzieniu lub na ulicy. Jak bardzo oddalona jest ta wizja, pokazują przytaczane przez Calvina statystyki: „Tylko 180 z półtora miliona chłopców, którzy grają w zorganizowaną piłkę młodzieżową w Anglii, zostanie profesjonalistami na poziomie Premier League. Sukces osiąga więc jedynie 0,012 procent dzieci”.
To dlatego podbijanie Europy i świata przez nastolatków powinno robić wyłącznie chwilowe wrażenie. Może przynajmniej oddali krytykę w kwestiach szkolenia od federacji, która i tak ma problemy: w ramach restrukturyzacji członkowie sztabu U-17 muszą po sukcesie od nowa aplikować na swoje stanowiska. A jeden z twórców „angielskiego DNA” Dan Ashworth jest uwikłany w tuszowanie skandalu rasistowskiego w reprezentacji kobiet.
Może przełom nastąpi dzięki tym, w których niewielu wierzy? Przecież między innymi Pep Guardiola, Juergen Klopp, a zwłaszcza Mauricio Pochettino są trenerami przychylnie patrzącymi na talenty. Aż 12 z 30 ostatnich debiutantów w reprezentacji Anglii było w momencie pierwszego występu dla kraju piłkarzami menedżera Tottenhamu. Właśnie londyński klub był wraz z Manchesterem City trzecim, który tego roku wysłał do kadr najwięcej medalistów (po pięciu). Guardiola latem zachwycał się potencjałem 17-letniego Phila Fodena (dwa gole w finale MŚ), Klopp również chciałby w najbliższym czasie sprawdzić najlepszego strzelca mundialu (osiem bramek) Rhiana Brewstera, a za kapitana Angela Gomesa Manchester City chciał już dwa lata temu zapłacić kilkanaście milionów funtów. Nie udało się, bo w obecnym klubie pomocnika, Manchesterze United, widzą w nim przyszłą gwiazdę. Z kolei Jadon Sancho w trakcie mistrzostw został zabrany przez Borussię Dortmund, by móc w niej zadebiutować. – Piłkarzom chcę dać szansę, ale tylko jeśli na nią zasłużą – tak Conte zamknął błędne koło szkolenia, choć jego klubowa akademia wyprodukowała 15 medalistów.
CZŁOWIEK, NIE PIŁKARZ
Siłą zawodników z tej generacji jest to, że w porównaniu do poprzednich są po prostu mądrzejsi. Po latach wypierania znaczenia inteligencji w sporcie, w akademiach postawiono na naukę. – Chodzi przede wszystkim o to, by wychować człowieka, nie piłkarza – mówił selekcjoner 17-latków Steve Cooper. A niektórzy z jego zawodników w trakcie turnieju zdawali egzaminy szkolne, zresztą każda reprezentacja ma przypisaną osobę odpowiedzialną za edukację. – Na turnieju w Bułgarii w 2015 roku 11 piłkarzy podjęło się 47 egzaminów z różnych przedmiotów – powiedział Kevin Batchelor, opiekun edukacyjny mistrzów świata.
Na boisku także są inni od starszych kolegów. Wspaniale dryblują, a przede wszystkim dryblować się nie boją – tym zdominowali Brazylijczyków i Hiszpanów. Potrafią grać precyzyjnie z kontry i cierpliwie, ale w wysokim tempie rozprowadzać ataki pozycyjne – w finale trzy z pięciu goli były w zasadzie wykończeniem akcji do pustej bramki. Fizycznie i intensywnie nie tyle dorównali rywalom, co byli na wyższym poziomie. A gdy przegrywali 0:2 z Hiszpanią, nie poddali się, szybko odwrócili losy finału. To odmiana w porównaniu do seniorskiej kadry z Euro 2016, która przegrywając z Islandią w 1/8 finału, wyglądała na kompletnie pozbawioną pomysłu i nadziei.
Młodzieżowy sukces czy porażka naprawdę nie muszą wiele znaczyć. W 2011 roku Anglia U-19 nie przebrnęła przez eliminacje Euro, w 2013 roku starsza drużyna na mundialu była ostatnia w grupie za Egiptem, Chile i Irakiem, w 2015 zespół do lat 21 zaliczył jedną wygraną w trzech meczach. W każdej z tych reprezentacji występowali John Stones i Harry Kane, dziś liderzy u Southgate’a i w swoich klubach. Dele Alli, który ostatnio strzelił dwa gole Realowi Madryt, również żadnego sukcesu w młodzieżowych kadrach nie wywalczył. Oni mieli coś więcej, chcieli osiągnąć coś więcej i dlatego na razie pozostaną przykładami na lepsze szkolenie w Anglii. Dla Fodena, Angela, Sancho, Brewstera i innych tegoroczny sukces powinien być jedynie stacją pośrednią.
TEKST UKAZAŁ SIĘ W OSTATNIM (45/2017) NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.