Po zatrudnieniu Michała Probierza w Grecji znów pojawiły się wzmianki o polskiej myśli szkoleniowej. Czy taka w ogóle istnieje? Jeśli tak, to dlaczego tak niewielu fachowców znad Wisły znajduje zatrudnienie w zagranicznych klubach?
Można mówić, że Aris to zaledwie średniak ligi greckiej, że zatrudnienia Probierza nie można traktować w roli wielkiej nobilitacji dla polskiej braci trenerskiej. Nic bardziej mylnego. Nasi rodzimi fachowcy tak rzadko otrzymywali w przeszłości szansę prowadzenia klubów z innych krajów, że przypadek Probierza jest jak najbardziej godny uwagi.
Oni przecierali szlak
Jak nietrudno się domyślić, jednym z pionierów przecierających szlak był Kazimierz Górski. Człowiek, który doprowadził naszą reprezentację do trzeciego miejsca na świecie oraz złotego i srebrnego medalu olimpijskiego, pracował także poza granicami kraju. I – należy położyć na to szczególny nacisk – odnosił naprawdę duże sukcesy. Wystarczy wspomnieć tylko o mistrzostwach Grecji zdobywanych przez niego z takimi zespołami jak Panathinaikos czy Olympiakos.
W jego ślady poszedł Jacek Gmoch, który także na Peloponezie święcił swoje największe triumfy. Oprócz wymienionych wyżej klubów, Gmoch prowadził także Aris Saloniki, AEK Ateny i AE Larisa. Dwie ostatnie drużyny doprowadził do mistrzostwa kraju, co było nieprawdopodobnym sukcesem. Nic więc dziwnego, że w specjalnym plebiscycie zorganizowanym z okazji 50-lecia ligi piłkarskiej w Grecji, Polak znalazł się w gronie pięciu najlepszych trenerów w historii. Dodatkowo Gmoch został wybrany najlepszym szkoleniowcem lat 80.
Chude lata
I to byłoby właściwie na tyle, jeśli mowa o sukcesach polskich fachowców poza granicami kraju. Triumfów w różnych klubach szukali przez dziesięciolecia różni szkoleniowcy, jednak żaden z nich nie wyróżnił się w swojej pracy niczym szczególnym. Co więcej wielu naszych trenerów raczej prędzej niż później wylatywało z hukiem na bruk.
Wielkiej kariery za granicą nie zrobił ani Antoni Piechniczek, który doprowadził przecież Polskę do trzeciego miejsca na Mundialu w Hiszpanii, ani Janusz Wójcik, który w tej samej Hiszpanii sięgnął ze swoimi piłkarzami po srebro olimpijskie.
Egzotyczne przygody
Jeśli już jednak któryś z naszych fachowców odniósł sukces, to przeważnie miało to miejsce w dość egzotycznych krajach. Do takich należy bez wątpienia zaliczyć Cypr. Oczywiście, dzisiaj nie ma już mowy o tym aby ktoś nazwał Cypr piłkarskim kopciuszkiem, jednak jeszcze kilkanaście lat temu sytuacja wyglądał nieco inaczej. Szczęścia w tamtejszej lidze szukali m.in. Jerzy Engel, Edward Lorens czy chociażby wspomniany Wójcik. Sukcesów nie odnieśli i tak jak popularny „Wójt”, byli bardzo szybko zwalniani. W ich ślady próbowali iść Dariusz Pasieka, Eugeniusz Ptak czy Krzysztof Walczak, ale i oni nie zapisali się na kartach historii cypryjskiej piłki złotymi zgłoskami.
Niektórym się udawało
Czy wyżej wymienione nazwiska i przypadki świadczą o tym, że nasi trenerzy są po prostu mierni? Wiele na to wskazuje, choć od każdej reguły są wyjątki. Jednym z nich jest bez wątpienia Henryk Kasperczak. Popularny „Henri” swoje pierwsze trenerskie kroki stawiał we Francji. To właśnie w kraju na Loarą wyrobił sobie markę bardzo dobrego szkoleniowca. Podczas swojej francuskiej przygody dowodził takimi zespołami jak FC Metz, Saint-Etienne, OSC Lille, Montpellier, Strasbourg czy Racing Club. Z pierwszym klubem sięgnął nawet po Puchar Francji, więc można śmiało powiedzieć, że Kasperczak jest „naszym człowiekiem” w poważnej lidze, który odniósł znaczący sukces.
Naturalnie, oprócz prowadzenia klubów, Kasperczak miał okazję pracować także w drużynami narodowymi. „Henri” doprowadził Wybrzeże Kości Słoniowej do trzeciego, a Mali do czwartego miejsce na Pucharze Narodów Afryki. Są to osiągnięcia obok których nie sposób przejść obojętnie. Oprócz tego Kasperczak stał za sterami reprezentacji Tunezji, Maroka i Senegalu, jednak w tych krajach nie odnosił sukcesów.
Drugim wyjątkiem jest Piotr Nowak, który swoją karierę, tak piłkarską, jak i trenerską związał ze Stanami Zjednoczonymi. W latach 2004-06 prowadził D.C. United i już w swoim pierwszym sezonie zdobył mistrzostwo Major League Soccer. Jego dokonania zostały docenione przez władze tamtejszego związku piłkarskiego, który zaproponował mu pracę z reprezentacją narodową, gdzie pełnił funkcję asystenta Boba Bradleya. Potem Nowak prowadził jeszcze drużynę narodową USA do lat 23, jednak ostatecznie postanowił wrócić do piłki klubowej. Obecnie jest szkoleniowcem i zarazem wiceprezesem Philadelphii Union, a jego celem jest budowa nowej potęgi w lidze amerykańskiej. Czy jego misja się powiedzie? Trzymajmy kciuki, aby tak się stało.
Wracając więc do szansy, którą otrzymał przed kilkoma dniami Michał Probierz, wydaje się, że nie jest to wydarzenie jak każde inne. Tym bardziej, gdy patrzy się na nie przez pryzmat mało udanych, zagranicznych przygód jego poprzedników znad Wisły.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.