Przed sezonem po letnich zmianach Widzew Łódź przez część ekspertów skazywany był na pożarcie. Tymczasem zespół prowadzony przez Radosława Mroczkowskiego po dwóch kolejkach ma komplet punktów po zwycięstwach nad mistrzem i wicemistrzem Polski!
Do sobotniego meczu Ekstraklasy obydwie drużyny przystępowały w całkowicie innych nastrojach. W pierwszej kolejce Widzew Łódź wygrał z mistrzem Polski – Śląskiem Wrocław. Ruch Chorzów został za to upokorzony przez Lecha Poznań przegrywając aż 0:4.
Niestety na stadion Widzewa nie przyszło zbyt wielu kibiców. Pierwsza połowa nie była porywającym widowiskiem. Od początku w poczynaniach Ruchu widać było, że piłkarze tego zespołu chcą coś udowodnić po porażce z Kolejorzem. Początkowo Niebiescy mieli przewagę, ale grali bardzo nieskutecznie. Z kolei pod koniec pierwszych 45 minut arbiter słusznie odgwizdał rzut karny po faulu Peskovicia na Broziu. Do „jedenastki” podszedł Mehdi Ben Dhifallah i bez żadnych problemów pokonał golkipera gości.
Druga część spotkania również nie zachwycała. Ruchowi Chorzów brakowało kreatywności pod bramką Widzewa. Z kolei gospodarze spokojnie kontrolowali grę i wyraźnie byli zadowoleni z jednobramkowego prowadzenia. Sytuacja Niebieskich skomplikowała się w 64. minucie. Djokić brutalnie zaatakował Bartoszewicza i arbiter nie miał wątpliwości – wyrzucił zawodnika Ruchu z boiska. W osłabieniu chorzowski zespół był kompletnie niegroźny. W dodatku w 88. minucie czerwoną kartę otrzymał również Maciej Sadlok i goście kończyli mecz w dziewiątkę.
Widzew wykorzystał tak dużą przewagę i po chwili podwyższył swoje prowadzenie na 2:0. Bez problemów sytuację sam na sam wykorzystał Maciej Rybicki, który kilka minut wcześniej pojawił się na boisku z ławki rezerwowych.
W trzeciej kolejce Widzew ponownie zagra na własnym terenie, tym razem z GKS-em Bełchatów. Z kolei Ruch Chorzów czeka wyjazd do Wrocławia na spotkanie z mistrzem Polski – Śląskiem.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.