Dzisiejszy dzień jest dla kibiców Pogoni ważny z dwóch powodów. Portowcy zagrali pierwszy mecz na nowym stadionie. W spotkaniu z Lechią zdobyli trzy punkty i awansowali na fotel lidera.
Początek spotkania należał do Lechii. Gdańszczanie nie wyglądali jak drużyna, która kilka tygodni temu męczyła się z Wartą Poznań czy w fatalnym stylu przegrywała z beniaminkami. Biało-Zieloni pod przewodnictwem Marcina Kaczmarka odżyli. Stworzyli sobie kilka akcji i w 14. minucie wyszli na prowadzenie. Świetnie w bocznym sektorze zachował się Flavio Paixao, który minął rywala i dośrodkował na głowę Macieja Gajosa. Kapitan Lechii bardzo mocnym strzałem głową zdobył bramkę na 1:0.
Potem jednak gra przyjezdnych zaczęła powoli zwalniać, a do głosu dochodziła Pogoń. W konsekwencji gospodarze w 37. minucie wyrównali, a dwie minuty później objęli prowadzenie. Gola na 1:1 strzelił Pontus Almqvist, który wyskoczył ponad bezradnym Kristersem Tobersem i strzałem głową pokonał Dusana Kuciaka. Przy drugiej bramce Szwed ponownie obnażył słabości defensywne Łotysza. Ominął go, wykorzystał jego pośzlignięcie i podał na wolne pole do Kamila Grosickiego. Reprezentant Polski trafił do pustej bramki. Dwa szybkie ciosy sprawiły, że piłkarze obu drużyn na przerwę schodzili przy wyniku 2:1.
Po przerwie wyrównanie szybko mógł zapewnić Flavio Paixao, ale gol Portugalczyka nie został uznany ze względu na spalonego. Kibice Lechii żałowali podwójnie, ponieważ bramka 38-latka była naprawdę urodziwa. W kolejnych fragmentach meczu Biało-Zieloni nie potrafili już stworzyć większego zagrożenia. Pogoń kontrolowała mecz, co jakiś czas starała się pokusić o kolejną bramkę, ale fenomenalnie bronił Kuciak.
Ostatecznie Pogoń udanie zadebiutowała na nowym stadionie. Portowcy wygrali 2:1, dzięki czemu awansowała na pierwsze miejsce w tabeli. Lechia grała lepiej niż przed przerwą na reprezentację, ale nie była to jeszcze tak dobra gra, żeby zdobyć jakieś punkty w Szczecinie. Kibice Biało-Zielonych mogą jednak patrzeć w przyszłość z lekkim optymizmem. Trzeba jednak poprawić defensywę, bo błędy, które popełnił m.in. Tobers, kosztowały dziś zespół znad morza korzystny wynik.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.