Mecz na szczycie 25. kolejki Premier League dla Liverpoolu. The Reds po dwóch ciosach z pierwszej połowy pokonali na swoim terenie Tottenham Hotspur (2:0) i przerwali serię pięciu kolejnych spotkań bez zwycięstwa.
Juergen Klopp mógł się cieszyć z przełamania swojej drużyny (fot. Łukasz Skwiot)
Liverpool nie grał w ostatnich tygodniach zbyt dobrze, dlatego kibice na Anfield czekali na sobotnie starcie z Tottenhamem pełni niepokoju i niepewności. Do miasta przyjechał w końcu bardzo solidny rywal, którego okrzyknięto niedawno jedynym klubem zdolnym do nawiązania w tym sezonie walki z Chelsea o mistrzostwo Anglii.
Jak jednak pokazały pierwsze minuty spotkania, gospodarze nie zamierzali tym razem niczego zostawiać przypadkowi i od razu ruszyli do zdecydowanych ataków. Juergen Klopp mógł się cieszyć, ponieważ do pierwszego składu jego drużyny wrócił Sadio Mane, który spędził ostatnie tygodnie na Pucharze Narodów Afryki i tak się złożyło, że jego absencja była dość mocno połączona z dołkiem formy The Reds.
Mane wrócił jednak do gry i powiedział kibicom na Anfield „witajcie ponownie” w najlepszy w możliwych sposobów. Już w 16. minucie napastnik Liverpoolu został wypuszczony na dobrą pozycję przez Georginio Wijnalduma i będąc w sytuacji sam na sam z Hugo Llorisem jedynie dopełnił formalności.
Goście nie zdołali się jeszcze otrząsnąć po utracie pierwszej bramki, a już musieli przyjąć kolejny cios. Szybką akcję Liverpoolu rozprowadził Mane, który po dwóch nieudanych próbach strzału swoich kolegów, huknął z kilku metrów pod poprzeczkę i podwyższył prowadzenie The Reds.
Londyńczycy grali bojaźliwie i chaotycznie, a gospodarze raz za razem przedzierali się przez ich obronne zasieki. Sadio Mane mógł jeszcze przed przerwą mieć na swoim koncie przynajmniej cztery trafienia, a dobre okazje mieli również Philippe Coutinho i Roberto Firmino. Tottenham pod bramkę Simona Mignoleta zapuszczał się sporadycznie, jednak miał swoją szansę na zdobycie gola kontaktowego. Son nie zdołał jednak trafić do siatki będąc w sytuacji sam na sam z bramkarzem.
W drugiej połowie gra się mocno zaostrzyła i sędzia musiał coraz częściej sięgać do kieszonki po kartki. Po przerwie trzy żółte kartoniki obejrzeli trzej zawodnicy Liverpoolu (Henderson, Matip i Milner) i czterej po stronie Tottenhamu (Kane, Winks, Dier i Alderweireld).
Kolejnych bramek na Anfield już nie zobaczyliśmy i to Liverpool zgarnął pełną pulę. Dzięki tej wygranej piłkarze Kloppa awansowali na czwarte miejsce w tabeli i tracą już do drugiego Tottenhamu zaledwie jedno „oczko”.
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.