Wielki szlagier T-Mobile Ekstraklasy dla Legii Warszawa! Podopieczni Jana Urbana zdeklasowali w Poznaniu Lecha wygrywając 3:1. Goście ze stolicy wszystkie trzy bramki zdobyli w zaledwie 22 minuty pierwszej połowy i już na samym początku zabrali gospodarzom jakiekolwiek nadzieje na korzystny wynik.
„Polskie El Clasico”, „największy hit rundy jesiennej” – właśnie tak o starciu Lecha Poznań z Legią Warszawa
pisano w ostatnich dniach. Atmosfera została podgrzana do granic
możliwości, balonik był bliski pęknięcia, a bilety wyprzedane zostały
już przed kilkunastoma dniami. Wszystko to miało wprowadzić nas w
wielkie futbolowe święto, które jak się okazało, były obchodzone na
warszawską modłę.
Poznaniacy w pierwszej połowie mogli się
pochwalić jedynie oprawą na trybunach, bo na boisku niepodzielnie
królowali goście ze stolicy. Już w 10. minucie Jakub Wawrzyniak posłał świetną piłkę do Kuby Koseckiego,
a ten wykorzystał fatalne ustawienie obrońców Lecha i wychodząc sam na
sam z bramkarzem rywali, przelobował go z zimną krwią i dał swojej
drużynie prowadzenie. Był to pierwszy znak ostrzegawczy dla Mariusza Rumaka, że jego formacja defensywna bez kontuzjowanego Manuela Arboledy będzie mieć ogromne problemy.
Kolejorz nie zdążył się jeszcze otrząsnąć po stracie pierwszego gola, a już piłka po raz drugi zatrzepotała w siatce Jasmina Buricia. Tym razem na lewym skrzydle wypuszczony został Wawrzyniak, który przejął piłkę i popędził na bramkę Lecha. Goniący go Rafał Murawski,
przegrał pojedynek bark w bark, a obrońca Legii zdołał oddać – co
najważniejsze – celny strzał i dać swojej ekipie dwubramkowe
prowadzenie. Gospodarze już po raz drugi tego dnia znaleźli się na
deskach.
Obrona Lecha wyglądała fatalnie, niczym zlepek
przypadkowych piłkarzy, którzy po raz pierwszy spotkali się na boisku.
Legioniści bardzo skrzętnie z tego korzystali, a kolejne bramki mógł
zdobyć Danijel Ljuboja, jednak brakowało mu nieco szczęścia i precyzji. W 32. minucie Kolejorza po raz kolejny na deski posłał Miroslav Radović, który wpadł w pole karne rywala i zimną krwią pokonał Buricia. Gdzie byli defensorzy Lecha? Na pewno nie obok Serba.
Lech w pierwszej połowie także miał swoje szanse, ale skutecznością nie grzeszył Bartosz Ślusarski, który najpierw trafił w słupek, a następnie będąc pięć metrów przed bramką Dusana Kuciaka, okrutnie przestrzelił. Do przerwy 0:3 dla Legii.
Druga połowa – co nie może specjalnie dziwić – nie przyniosła już tak wielu emocji. Legia kontrolowała przebieg wydarzeń na boisku, natomiast Lech nie miał zbyt wielu argumentów do tego, by zagrozić bramce Kuciaka. Jakby tego było mało w 63. minucie z powodu kontuzji zmieniony został Łukasz Trałka, co z całą pewnością nie było dla miejscowych dobrą informacją.
Ostatecznie, piłka zdołała w końcu wpaść do bramki Wojskowych. W 74. minucie geniuszem błysnął Karol Linetty, który świetnym podaniem piętą otworzył drogę w pole karne Legii Hubertowi Wołąkiewiczowi. Ten dograł piłkę w pole bramkowe, a tam do siatki wpakował ją – nie bez problemów – Ślusarski. Rezultat już do końca nie uległ zmianie i trzy punkty powędrują do Warszawy.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.