Mimo, że od oficjalnej inauguracji nowego stadionu Śląska Wrocław minęło już kilka dni, to echa tego wydarzenia nadal nie milkną. Swoimi wrażaniami z otwarcia obiektu podzielił się doświadczony pomocnik wicemistrzów Polski, Dariusz Sztylka.
Sztylka z powodu kontuzji nie mógł wystąpić w piątkowym meczu z Lechią Gdańsk, jednak nie ukrywał, że atmosfera na stadionie spowodowała, że ciarki przechodziły mu plecach. Śląsk w trakcie inauguracyjnego spotkania dopingował z trybun komplet, 43 tysięcy widzów.
– Najważniejsze, że wygraliśmy, zdobyliśmy trzy punkty i nadal jesteśmy liderem. To z tego meczu jest najistotniejsze – zdradził Sztylka. – Drugą sprawą jest nowy stadion, który prezentuje się fantastycznie. W ogóle otwarcie wypadło bardzo okazale. Były lasery, film o Śląsku – super. Naprawdę bardzo mi się podobało. A później jak zagrzmiał doping, to przechodziły ciarki po plecach – dodał doświadczony pomocnik.
Piłkarz Śląska porównał atmosferę na nowym obiekcie do tej, którą pamiętał ze stadionu przy ulicy Oporowskiej. – Na Oporowskiej dzięki temu, że trybuny były blisko boiska, czuliśmy doping kibiców. Tutaj może być podobnie i liczymy, że ten tumult będzie deprymował naszych przeciwników – powiedział.
– Ale przede wszystkim taki doping może nam pomóc. Po meczu chłopcy mówili, że czuli tam na boisku wsparcie kibiców i w trudnych chwilach dodawało im to siły. Niby trybuny nie mogą strzelić gola, ale ten, kto nie grał w piłkę, nigdy nie zrozumie, jak kibice mogą dodać skrzydeł – zakończył Sztylka.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.