Piłkarskim światem przed kilkoma dniami wstrząsnęła wiadomość o tym, że Frank Lampard wraca do wielkiego futbolu. Doświadczony Anglik na zasadzie półrocznego wypożyczenia dołączył do Manchesteru City i mocno podzielił środowisko kibiców oraz dziennikarzy. Jak należy odbierać ruch 36-latka?
Lampard to ikona Chelsea, piłkarz, który jednoznacznie był utożsamiany z niebieskim kolorem i Stamford Bridge. W klubie z Londynu spędził najlepsze lata swojej kariery i odnosił największe sukcesy. Trzynaście lat wystarczyło, by Anglik został żywą ikoną The Blues, najlepszym strzelcem i jednym z najlepszych zawodników w całej historii Chelsea. Historii (piłkarza rzecz jasna), która do niedawna była bez choćby najmniejszej skazy. Lampard był bowiem z klubem na dobre i na złe. Nawet wtedy, gdy był sadzany na ławce rezerwowych, nie skarżył się, nie chodził z płaczem do mediów i nie apelował o wystawienie na listę transferową. Pozostawał wierny i oddany. Wtedy, kiedy było to potrzebne, wchodził na boisko i robił swoje, czyli wnosił jakość i oddawał serce.
Nie może więc dziwić, że kiedy pod koniec poprzedniego sezonu było już wiadomo, że Roman Abramowicz nie zamierza proponować Lampardowi nowego kontraktu, wśród kibiców Chelsea zapanowały odczucia, które były mieszanką rozczarowania, zmieszania, złości i zdziwienia. No bo jak to, klub bez mrugnięcia okiem żegna się z tak świetnym zawodnikiem, nawet nie planuje jakiejś oficjalnej celebry związanej z jego odejściem? Nie przystoi. Nie przystoi po tym wszystkim, co „Lamps” zrobił dla klubu ze Stamford Bridge.
Stało się, 36-letni pomocnik po mistrzostwach świata odszedł z Chelsea, a niedługo po tym fakcie dowiedzieliśmy się, że związał się on kontraktem z amerykańskim klubem New York City FC. Cóż, kariery zasłużonych dla europejskiego futbolu piłkarzy za Atlantykiem, to nic nowego. Czasy, w których szlak przecierał David Beckham już dawno minęły i dzisiaj takie transfery nie są niczym, co wzbudzałoby sensacje. Można było jednak odnieść wrażenie – sam miałem takie poczucie – że ze Starym Kontynentem bezpowrotnie żegna się piłkarz absolutnie unikalny, że wraz z jego odejściem kończy się pewien rozdział w historii Chelsea, w historii Premier League.
Tam i z powrotem
Lampard w Nowym Jorku faktycznie się pojawił. Złożył podpis pod kontraktem, zrobił sobie kilka zdjęć na tle miasta i zdążył zdradzić, że miał propozycję z Queens Park Rangers, ale jej nie przyjął, bo nie mógłby grać w klubie, który jest tak blisko Chelsea. To fakt, Stamford Bridge od Loftus Road dzielą zaledwie 4 kilometry, czyli około 15 minut. No i to właściwie tyle.
Od początku było bowiem wiadomo, że Anglik zbyt prędko w nowym klubie nie zadebiutuje. Nowy sezon w Major Soccer League startuje dopiero w marcu 2015 roku, a to oznaczało, że Lampard zostanie gdzieś wypożyczony. Pytanie, gdzie? Kilka tygodni przed byłym pomocnikiem Albionu, zawodnikiem New York City FC został David Villa, który bardzo szybko trafił na wypożyczenie do Melbourne. Lampard zdecydował się jednak na inny krok.
Na początku były tylko medialne doniesienia, które z godziny na godzinę, z dnia na dzień nabierały realnego kształtu. Potem potwierdził je menedżer zainteresowanego zespołu i było już jasne, że Frank Lampard przynajmniej do stycznia 2015 roku będzie grał w piłkę w Manchesterze City. Szok! Niedowierzanie! Legenda Chelsea wzmacnia nagle wielkiego rywala swojego ukochanego klubu w walce o wszystkie możliwe trofea i trzeba przyznać, że będzie to wzmocnienie dość spore. Minęło nieco czasu od ogłoszenia wypożyczenia, kibicom z Londynu minęło początkowe osłupienie i się zaczęło. Najłagodniejsze komentarze, to te, w których „Lamps” występował w roli biblijnego Judasza. „Zdradził nas”, „Nigdy mu tego nie wybaczymy” – czytamy na forach. Błąd. Fani nie powinni się tak zachowywać.
Człowiek z ambicjami
O tym, że Anglik to facet „z jajami”, wiedzieliśmy od dawna. W tym konkretnym przypadku po prostu się o tym po raz kolejny przekonaliśmy. Po pierwsze, to Chelsea nie chciała już Lamparda, a nie na odwrót. To Abramowicz, wbrew prośbom Jose Mourinho postanowił pożegnać się z doświadczonym pomocnikiem. Chodzą słuchy, że ten nie chciał opuścić swoich wymagań finansowych, ale umówmy się, właściciel The Blues podczas swoich rządów przepłacał, i to słono zdecydowanie gorszych piłkarzy.
Po drugie, kto powiedział, że w wieku 36 lat trzeba przechodzić na piłkarską emeryturę? Niby z jakiej racji będący z dobrej formie zawodnik (szczególnie z takim doświadczeniem, klasą i umiejętnościami jak Lampard) ma na stare lata odcinać kupony w USA, Katarze lub Chinach? Jeśli myślę o byłym pomocniku Chelsea, to myślę o Premier League i nic dziwnego. To właśnie tacy piłkarze jak „Lamps”, Gerrard czy Giggs byli i są nadal solą tej ligi. Czy może więc dziwić, że gracz, który swoje życie i karierę związał z najlepszą ligą świata, chciał do niej wrócić? Absolutnie nie. Czy może dziwić, że chciał wrócić i powalczyć o najwyższe laury? Nie, i właśnie dlatego wybrał Manchester City.
No i w końcu po trzecie. Pomyślcie o takiej sytuacji: Jesteście w czymś dobrzy, macie na swoim koncie wiele sukcesów i wciąż gwarantujcie dobrą jakość wykonywanej pracy. Nagle jednak przychodzi do was szef i mówi „Sorry stary, nie dostaniesz nowej umowy. Teraz chcemy zainwestować w inny projekt”. Cóż, trzeba opróżnić swoje biurko. Być może z żalem, być może w oparach rozgoryczenia. Dostajemy jednak bardzo szybko możliwość podjęcia pracy w innej firmie, w tym samym segmencie. Czy nie korzystamy z takiej okazji? Czy możliwość zagrania na nosie swojemu niewdzięcznemu pracodawcy nie jest kusząca? Oczywiście, że jest i chociaż w ciemno zakładam, że Lampard darzy wciąż Chelsea szczerą miłości, to już samego Abramowicza niekoniecznie. Tak zwyczajnie, po ludzku, może chcieć się lekko odegrać, a w Manchesterze ma na to szansę jak nigdzie indziej.
Perfect śpiewał kiedyś „Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść. Niepokonanym”. Jak widać, Frank Lampard uznał, że wciąż ma coś do ugrania. Nawet jeśli jego „come back” potrwa tylko sześć miesięcy, to mam dla niego ogromny szacunek za podjęcie takiej decyzji. Za podjęcie wyzwania. Za odwagę.
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.