Choć Ryszard Tarasiewicz od pewnego czasu stara się ratować tonący ŁKS nie ukrywa jednocześnie, że wciąż czuje wielki sentyment do Śląska Wrocław. – Na punkcie Śląska mam bzika. Kiedyś powiedziałem, że mógłbym podpisać z tym klubem dożywotni kontrakt – przyznaje w rozmowie z Przeglądem Sportowym popularny Taraś.
– Dobrze się tam czułem jako piłkarz, jako trener też. Przykro, że stało się, jak się stało – dodaje.
Tarasiewicz został zwolniony ze Śląska po serii mniej udanych meczów. Schedę po nim przejął Orest Lenczyk, który wywalczył z zespołem tytuł wicemistrzów Polski. Czyja to więc zasługa, że wrocławski zespół sięgnął po tytuł?
– Dlaczego Śląsk nie mógłby osiągnąć takich sukcesów ze mną? – pyta retorycznie Tarasiewicz. – W drugiej lidze też były problemy, a mimo to awansowaliśmy. Dużo dłuższy kredyt zaufania dostawali trenerzy, którzy nie zrobili dla klubu tyle, co ja – mówi z żalem.
Tarasiewicz przyznaje również, że piłkarzom Śląska powtarzał wielokrotnie, że stać ich będzie na wygranie ligi w 2012 roku. – Wiedziałem, że to zespół, który może dyktować warunki w polskiej lidze. W polskiej, bo na Europę to za mało – przyznaje Tarasiewicz.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.