To już pięć lat… Pan Atlas, czyli wspomnienie Janusza Atlasa
Właśnie mija pięć lat odkąd nie ma Janusza Atlasa. Gdy umierał po ciężkiej walce z chorobą nie pracował już w „Piłce Nożnej”. Kiedy odchodził z redakcji do pracy w PZPN pewnie w pierwszej chwili mało komu Go jakoś szczególnie brakowało. Każdy zajęty był sobą. Z czasem jednak ten ubytek stawał się dokuczający. Janusz był, jaki był. Raz oschły, raz wściekający się o byle co i stawiający przy swoim biurku początkujących dziennikarzy na baczność, innym razem niczym najlepszy kompan, w którego towarzystwie po prostu chce się przebywać. Amplituda humorów i nastrojów, huragan nerwów, ale zawsze brutalnie szczery.
Brakowało Go. Nie tylko wówczas, gdy trzeba było na łamach kogoś trącić, a brakło swady, humoru i talentu pisarskiego. Brakowało zwyczajnie kogoś do pogadania, do pośmiania się, do imprezy, brakowało Jego późnowieczornego: „No to gites, można udać się do mieszkania, do widzenia się z panami” – gdy kończył dyżur.
Pamiętam Jego powrót do „Piłki Nożnej” w 2001 roku. Wówczas w redakcji pracowało wielu świetnych dziennikarzy, ale gdy pojawił się – ubrany na czarno – na pierwszym zebraniu On, człowiek poczuł się lekko stremowany, ale i natychmiast nobilitowany. Kolega z pracy – brzmiało fajnie. Ale po cichu, bo normalnie: Pan Atlas. Po imieniu przechodziło się z Januszem dopiero po ukończeniu 30-stki. Rzadko robił wyjątek od tej reguły.
Pierwsza wspólna delegacja. Chyba mecz reprezentacji na Stadionie Śląskim. Powrót do domu, w nocy jakiś bar przydrożny pełen kibiców. Oczywiście Jego znali wszyscy. Trochę nieprzyjaznych spojrzeń, więcej jednak uśmiechów, pozdrowień i zaciekawienia. Redaktor Atlas. A my obok niego. Grzaliśmy się.
Pracując na co dzień nie zwracałem uwagi czy czegoś się od Niego uczę, czy nie. Po czasie dopiero zauważyłem, jak wiele nieudolnych zapożyczeń z Jego warsztatu mi zostało, a przynajmniej chciałem, by tak było. Bo takiego brawurowego i bezkompromisowego pióra nie miał nikt. Język lekki, a złośliwy, słowa ułożone w zdania w sposób budzący zazdrość. Gazetę zaczynało się czytać od końca – od Jego felietonu. Tak robiłem najpierw zawsze jako czytelnik i później, już jako kolega z pracy. Jak był w formie, a rzadko kiedy nie był, to była prawdziwa uczta i czasem śmiech do łez. Nawet gdy kogoś w redakcji opier…, robił to z wdziękiem, którego innym brakło. Gdy miał czas, wzywał do siebie i w obecności autora adiustował tekst. – Zbyniu, to jest bełkot – informował. I poprawiał.
Dbał o język niesamowicie. Własny charakter pisma to był niezbędnik, by w ogóle zaistnieć w zawodzie. W zawodzie, do którego nawiasem mówiąc, miał coraz mniej szacunku. Zwłaszcza do dziennikarzy, którzy nie są znani zwykłym ludziom, czytelnikom, za to wyłącznie innym dziennikarzom. Miał rację.
A wspomniani ludzie albo Go uwielbiali, albo się bali, albo nienawidzili (zwłaszcza jak się na kogoś uwziął), ale nigdy nie przechodzili obojętnie. Walił prawdę między oczy, niezależnie czy wytykał pokraczną (lubił to sformułowanie) grę, nudę wiejącą z tekstu czy niefrasobliwie dobrany sweterek (- Z darów? Męskich nie było?). Miał słuszne poczucie własnej wartości. Lubił sport, pasjonował się nim, żył nim, emocjonował czasem może przesadnie, nawet jeśli nauczał na każdym kroku, że powinniśmy być zawodowcami pracującymi dla kaski, bo miejsce hobbystów jest w dziale: Listy do redakcji.
Ostatnio oglądałem film na Canal Plus „Mundial. Gra o wszytko”. Jakaś konferencja prasowa. Janusz młody, z papieroskiem, bodaj w golfie, i oczywiście w pierwszym rzędzie. Jak zawsze. Pierwszorzędny dziennikarz.
Jakub Błasczykowski po Gali Tygodnika „Piłka Nożna”. „Myślałem, że wygra Oskar Pietuszewski”
Jednym ze znakomitych gości Gali 2026 był Jakub Błaszczykowski, który do hotelu Hilton przybył wraz z małżonką Agatą. Piłkarz Roku 2010 i 2012 chętnie skomentował tegoroczne nagrody.
Co z Pietuszewskim w reprezentacji? Jan Urban zabiera głos!
Oskar Pietuszewski jest ostatnio na ustach wielu kibiców, chcących zobaczyć go w pierwszej reprezentacji. O młodym talencie FC Porto wypowiedział się selekcjoner Jan Urban.
Gala Tygodnika „Piłka Nożna”. Piłkarz Roku 2025 – Robert Lewandowski
Czy Robert Lewandowski jest najlepszym piłkarzem w historii Polski, pozostaje kwestią otwartą. W futbolu nie ma obiektywnej miary pozwalającej szacować klasę poszczególnych sportowców, każdy ma prawo do subiektywnego spojrzenia i własnego wyboru. Być może ktoś, kiedyś, przez krótki czas grał lepiej niż Lewy. Natomiast nie ma żadnych wątpliwości co do trzech kwestii:
Gala Tygodnika „Piłka Nożna”. Piłkarka Roku 2025 – Ewa Pajor
Po raz szósty w karierze i czwarty z rzędu Ewa Pajor została wybrana Piłkarką Roku w plebiscycie tygodnika „Piłka Nożna”. Po takich 12 miesiącach w jej wykonaniu po prostu nie mogło być inaczej.