Tomasz Lipiński o Gonzalo Higuainie: Gdyby dostał Papu
Wrażenie ciężkości Gonzalo Higuaina potęguje gra Juventusu, która nie pozwala mu przejść na dietę. Argentyńczyk w nowym miejscu desperacko szuka dla siebie półki ze zdrową żywnością i tego, kto mu ją wskaże. Robi to z godnym podkreślenia uporem i poświęceniem. Nie narzeka, nikogo nie krytykuje, tylko cierpliwie cały czas szuka.
Mówiąc wprost, gra i walczy o swoje. Najbardziej o swoje gole, bo z nich spłaca kredyt. A dług – jak wiadomo – ma do spłacenia spory. Spoglądając w statystyki pod tym względem jest zdecydowanie gorzej niż w poprzednim sezonie. Po 14 kolejkach 7 nie równa się 10, poza tym wtedy były to gole uśmiechnięte, często decydujące oraz podane na tacy, teraz wyszarpane, wycierpiane i uszyte z niewielkiej ilości materiału.
Lekka kawaleria w składzie: Callejon, Insigne i Mertens dostarczała wrzutek nawet w nadmiarze, a jeśli amunicja się wyczerpywała, to z tyłu snajper miał wpatrzone w siebie oczy pomocników Jorginho i Allana. Mechanizm naoliwiony, sprawdzony, działał jak szwajcarski zegar, którego on był wahadłem. W Juventusie jest na razie samotnym wilkiem, ale nie samcem alfa. W Juventusie jest wolniej, bardziej dostojnie i schematycznie. Bez Paulo Dybali po prostu nudno i ciężko. Dwóch czołgów z przodu: Mandżukicia i Higuaina nie ma kto napędzać, a jeszcze ten pierwszy wstrzymuje drugiego. Z Dybalą była inna śpiewka, wprawdzie z powodu jego kontuzji nie doszli jeszcze do refrenu, ale w duecie brzmieli coraz czyściej.
Na sobotni mecz z Atalantą wiatronogi Paulo ma wrócić. Prawdopodobnie na razie tylko na ławkę, choć niespodzianka niewykluczona. Po drugiej stronie barykady stanie Alejandro Papu Gomez, którego ledwie zza niej widać. Mierzy tylko 165 centymetrów w korkach, ale jak już wkroczy na plac boju, to sieje spustoszenie. To najlepszy piłkarz tego sezonu. Dobrze, Dżeko i Icardi strzelają na zawołanie, ale Gomez gra najlepiej w piłkę. Są momenty, podkreślam tylko momenty, że przypomina prawonożnego Leo Messiego. Z taką łatwością drybluje, podaje i na takie pomysły wpada, tylko z taką łatwością nie strzela, bo ma zaledwie 3 gole. Jednak gra rewelacyjnej drużyny z Bergamo kręci się wokół jej kapitana.
Wkrótce będzie miał 29 lat i nie chce, żeby kolejna szansa przeszła mu bokiem. W przeszłości był bliski wielkich klubów, najbliżej Interu, wydawało mu się też, że będzie bliski reprezentacji Włoch. Jednak okazało się, że włoski paszport dawałby taką możliwość, gdyby otrzymał go przed występami w kadrze Argentyny do lat 20. Zresztą z nią zdobył jedyny tytuł w karierze. Mistrzostwo świata w Kanadzie w 2007 roku, kiedy w drodze do złota odstrzeleni zostali Polacy. U nas Krychowiak i Jańczyk, u nich Aguero, Di Maria, Zarate, Banega i wchodzący na zmiany Gomez.
Dziś, tu i teraz, pierwszoplanowa postać w Serie A, która miałaby miejsce w każdym zespole. Z nim z lewej strony, z Dybalą na prawym skrzydle, Higuain miałby jak w raju. Z Mandżukiciem jest w czyśćcu. Akurat w Juventusie Gomeza raczej nigdy nie zobaczymy. Mieli już w Turynie jemu podobnych. Sebastian Giovinco nie był gorszy, podobnie jak Emmanuele Giaccherini. Okazali się przydatni na krotką metę, na dłuższą – byli za krótcy. Więcej szczęścia i uznania znaleźli gdzie indziej. I w innych barwach zwłaszcza pierwszy z wymienionych zalazł za skórę Starej Damie. W sobotnim starciu Dawida z Goliatem konkrety (punkty) prawdopodobnie zostaną przy silniejszym (Higuain), ale mniejszy na pewno pokaże, że stać go nas większy klub niż Atalanta, której piękny sen musi się wkrótce skończyć. Drugiego Leicester w Serie A nie będzie. Drugi Mahrez już jest.