W sierpniu 2017 roku Bundesliga przejdzie największą rewolucję w historii. Wszystkiego można by się było spodziewać, ale nie tego, że liga, która od zawsze uchodziła za skrajnie konserwatywną, w tak ważnej dla całego futbolu sprawie stanie się nagle europejskim pionierem. Na Bundesligę patrzeć będą z zaciekawieniem wszyscy piłkarscy kibice na świecie. I to wcale nie ze względu na Bayern czy Borussię Dortmund.
– Będziemy jedyną ligą na świecie, która będzie mogła od nowego sezonu podczas wszystkich meczów korzystać z powtórek wideo – oznajmił niedawno z dumą, podczas noworocznej imprezy zorganizowanej przez DFL (spółka zarządzająca Bundesligą), jej przewodniczący Christian Seifert.
Nadchodzi rewolucja
Jeszcze kilka lat temu, wypowiedź ta, mówiąc oględnie, nie wywołałaby wśród niemieckich kibiców i dziennikarzy wielkiego entuzjazmu. W prasie pojawiało się mnóstwo artykułów krytykujących zapędy zwolenników wideoweryfikacji. Opisywano w nich hipotetyczne sytuacje, których nawet oko kamery nie byłoby w stanie rozwikłać i dodawano z przekąsem, ale też i przesadą, że wprowadzenie powtórek wideo to początek końca niemieckiej piłki. Dziś jednak zdecydowana większość obserwatorów ligi tęsknie czeka na ów wynalazek. Wydarzenia ostatnich lat, czy nawet miesięcy sprawiły, że Niemcy zaczęli się mocno zastanawiać nad poziomem sędziowania na swoim podwórku. Pojawiły się narzekania, że brakuje na boiskach osobowości pokroju Floriana Meyera czy Markusa Merka. Prawda tymczasem jest chyba zupełnie inna. Sędziowie wcale nie są gorsi niż kiedyś, tyle że piłka podlega olbrzymim zmianom i oko ludzkie, przy dzisiejszym tempie rozgrywania akcji, najnormalniej w świecie przestaje za futbolówką nadążać. Owszem, zdarzają się legendarne wpadki, których nijak nie da się usprawiedliwić, słynny „Phantom-Tor” Stefana Kiesslinga zdobyty w meczu z Hoffenheim w 2013 roku, ale tydzień w tydzień dochodzi do sytuacji, których sędziowie nie wyłapują ze względu na ich dynamikę. Uderzenia łokciem, wymuszane rzuty karne, czy też niesłuszne wykluczenia z gry bądź brak czerwonej kartki w sytuacji, kiedy powinna ona zostać pokazana, to bundesligowy chleb powszedni.
W Niemczech zorganizowano konferencję poświęconą opisowi stanu przygotowań do wprowadzenia zapisu wideo. Niemcy już niemal od roku pracują nad wdrożeniem tego systemu i jest to pierwsza faza dwuletniego jak na razie projektu. Druga faza, ta właściwa, zacznie się oczywiście wraz z początkiem nowego sezonu. Całe centrum dowodzenia umiejscowiono w Kolonii, do której w każdy weekend zjeżdżają na szkolenia ligowi sędziowie. Każdy z nich musiał wziąć udział w dwóch takich sesjach w trakcie rundy jesiennej, a wiosną będzie się musiał tam stawić raz jeszcze. Wszystko przebiega dokładnie tak samo, jak będzie się odbywać od sierpnia, z tą oczywiście różnicą, że Replay-Center, jak nazwano to niemieckie „Houston”, nie ma póki co łączności z arbitrami prowadzącymi poszczególne mecze. Arbitrzy analizują kontrowersje i rozstrzygają je na bieżąco „na sucho”, siedząc przy kilku (maksymalnie ośmiu) monitorach, pokazujących ujęcia danej sytuacji z wszystkich możliwych kamer. Od nowego sezonu, na ich miejscach zasiadać będą tak zwani asystenci-wideo, którzy rekrutować się będą zarówno z grona obecnych jak i byłych ligowych arbitrów. Wszystko, jak to u Niemców w zwyczaju, musi być przed premierą zapięte na ostatni guzik i dopracowane w najdrobniejszych szczegółach, tym bardziej że naszym zachodnim sąsiadom mocno zależy na tym, by pokazać światu, że ten kilkumilionowy wydatek nie jest inwestycją w słomianego misia. Nie do pomyślenia dla Niemców jest sytuacja, by w Bundeslidze system pracował tak, jak podczas ostatnich klubowych mistrzostw świata. W półfinałowym meczu Realu Madryt z meksykańskim Club America, sędzia główny, na wniosek sędziego-wideo, anulował gola dla Realu, którego wcześniej uznał, by po chwili znowu zmienić zdanie i zaliczyć jednak trafienie, mimo iż gracze z Meksyku zdążyli wznowić grę rzutem wolnym pośrednim. Wcześniej natomiast, w meczu Kashima Antlers – Atletico Nacional de Medellin, sędzia Viktor Kassai przyznał Japończykom na podstawie zapisu wideo rzut karny, przegapiając zupełnie fakt, że faulowany zawodnik w początkowej fazie akcji znajdował się na pozycji spalonej. Pomieszanie z poplątaniem.
Co będzie weryfikowane?
Jak zatem ma to wyglądać w praktyce? Na pewno inaczej niż w tenisie i siatkówce, czyli nie na zasadach challenge’u. To nie piłkarze ani trenerzy będą decydować o tym, kiedy powtórka wideo ma zostać użyta, a sędzia główny bądź asystent-wideo, którzy będą pozostawać ze sobą w łączności, przy czym asystent wideo będzie mógł wkroczyć do akcji dopiero wtedy, gdy z obrazu w sposób absolutnie jednoznaczny będzie wynikać, że sędzia boiskowy pomylił się w ocenie sytuacji. Dodatkowo arbiter główny będzie miał do dyspozycji kącik wideo usytuowany przy boisku, gdzie sam będzie mógł obejrzeć zapis danej sytuacji. To do niego będzie należała ostateczna decyzja, nawet jeśli asystent-wideo zasugeruje mu inne rozstrzygnięcie spornej kwestii. Piłkarze i trenerzy domagający się natarczywie wideoweryfikacji mają być, według wytycznych DFB, konsekwentnie karani kartkami. I to chyba najsłabszy punkt całego systemu, bo naprawdę trudno sobie wyobrazić, by piłkarze i trenerzy, w ferworze emocji, nie domagali się od sędziego sprawdzenia zapisu danej sytuacji, mając przekonanie, że to właśnie oni mają rację. Jest jednak i dobra informacja: – Dążymy do tego, by płynność meczu była możliwie jak największa. Testy wykazują, że na podjęcie decyzji po wideoweryfikacji potrzeba sędziom między 10 a 40 sekund i jesteśmy z tego wyniku bardzo zadowoleni – mówi Hellmut Krug, przewodniczący wydziału sędziowskiego przy DFB, doradca DFL w sprawach sędziowskich i kierownik całego projektu, dodając, że w początkowej fazie testów trwało to nawet półtorej minuty.
Jeśli jednak ktoś sądzi, że wideoweryfikacja rozwiąże na niemieckich boiskach wszelkie problemy związane z kontrowersyjnymi decyzjami podejmowanymi przez arbitrów, to jest w grubym błędzie. Po pierwsze system obejmował będzie tylko i wyłącznie cztery obszary. Pierwszy z nich to oczywiście gole. Sędzia będzie miał możliwość sprawdzić, czy w akcji poprzedzającej zdobycie bramki gracze drużyny atakującej nie popełnili faulu lub nie zagrali piłki ręką. Weryfikowane będą też pozycje spalone i sytuacje, w których piłka opuszcza plac gry. Drugi to rzuty karne. Arbiter będzie mógł się upewnić czy przewinienie w ogóle miało miejsce, a jeśli tak, to czy miało ono miejsce w ramach szesnastki czy już poza nią. Trzeci to wykluczenia zawodników z gry na skutek czerwonej kartki, czwarty zaś dotyczyć będzie sytuacji, w których sędzia pomyli zawodników, karząc ich kartkami.
Po opublikowaniu tych czterech zakresów działania w Niemczech podniosło się larum, bo nagle okazało się, że jedna z głośniejszych kontrowersji jesieni, czyli wyrzucenie z boiska Marco Reusa, mimo ewidentnie błędnej decyzji arbitra, nie mogłaby zostać poddana sprawdzeniu. Reus bowiem wyleciał z boiska w efekcie dwóch żółtych kartek.
Po drugie zaś, system w większości przypadków daje oczywiście odpowiedź na pytanie, czy decyzja podjęta przez sędziego głównego była zasadna czy nie, ale jednak nie zawsze.
– Jesienią sędziowie podjęli w Bundeslidze 44 niewłaściwe decyzje mieszczące się w spektrum naszego zainteresowania. System wideo był w stanie zweryfikować 33 z nich. W pozostałych jedenastu przypadkach mielibyśmy materiał do dyskusji – powiedział na konferencji Ronny Zimmermann z wydziału sędziowskiego DFB. Można zatem zakładać – i mówią o tym otwarcie przedstawiciele DFB – że system będzie rozstrzygał 80 procent spornych sytuacji. Znamy to zresztą. Przecież niejednokrotnie oglądamy w telewizji jakąś sytuację po kilka razy i to w zwolnionym tempie, a mimo tego nie potrafimy jednoznacznie orzec, jaką decyzję powinien w danej chwili podjąć sędzia. Jeśli zatem, jak mawiają przeciwnicy powtórek wideo, futbol żyje z dyskusji, to mogą przestać się obawiać. Dyskusja będzie trwać nadal.
Inna sprawa, że 44 kontrowersyjne sytuacje, to średnio tylko nieco ponad 2,5 sytuacji na całą kolejkę, co oznacza, że system w założeniu ma być używany naprawdę relatywnie rzadko.
Zwolennicy kontra przeciwnicy
Nieudane eksperymenty przeprowadzane na żywym organizmie podczas KMŚ rozgrywanych w Japonii sprawiły, że euforia związana z wprowadzeniem tej wytęsknionej przez wielu innowacji, nieco przygasła. Środowisko piłkarskie jest podzielone. Zwolenników jest oczywiście więcej, ale krytyków, i to tych prominentnych, wcale nie brakuje. Władze DFL i przedstawiciele wydziału sędziowskiego DFB są jednak przekonani, że ich starania przyniosą skutek i Bundesliga rozświetli drogę pozostałym ligom, a nade wszystko światowej federacji, która w marcu 2018 roku ma podjąć wiążącą decyzję w sprawie wprowadzenia bądź odrzucenia wideoweryfikacji w innych ligach i rozgrywkach. Testy odbywają się i będą się nadal odbywać nie tylko w Niemczech. Pozwolenie na nie uzyskały także federacje: australijska, brazylijska, holenderska, portugalska i amerykańska, nigdzie jednak postępy w pracach nad nią nie są tak zaawansowane, jak w Niemczech. FIFA też zresztą nie próżnuje. W listopadzie ubiegłego roku przetestowała tę technologię w spotkaniu towarzyskim rozgrywanym w Mediolanie pomiędzy Włochami a Niemcami.
– Jeśli system zostanie rozwinięty, absolutnie będzie go można zaakceptować. Obecna regulacja, z sędzią siedzącym przed monitorem, mi się podoba – stwierdził po meczu Joachim Loew dodając, że nie ma nic przeciwko ewentualnym krótkim przerwom w meczu, potrzebnym arbitrom na podjęcie właściwej decyzji. Zadowolony był również prezydent FIFA Gianni Infantino, który zdradził, że w meczu tym miały miejsce trzy sytuacje, które arbiter główny konsultował z asystentem-wideo. W dwóch z nich chodziło o ewentualne rzuty karne, w jednej o pozycję spaloną. We wszystkich trzech przypadkach sędzia na boisku właściwie oceniał sytuację, a asystent przy monitorze tylko go w tym utwierdzał.
Wideoweryfikacja zmieni piłkę. To jest bezsporne. Wydaje się też, że z tej drogi nie ma odwrotu. Technologia postępuje zbyt szybko, by w grze o wielkie miliony zdawać się tylko na nos, oko i intuicję jednego człowieka. KMŚ okazały się niewypałem, ale można w ciemno zakładać, że Niemcy maksymalnie spożytkowali czas na testy i w Bundeslidze system ten będzie funkcjonował o wiele lepiej. Wątpliwości i pytania nadal jednak pozostają. A może to tylko strach przed nieznanym?
Tomasz Urban
ARTYKUŁ UKAZAŁ SIĘ RÓWNIEŻ W NAJNOWSZYM WYDANIU TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”
Bayern zdecydował ws. Harry’ego Kane’a. Rozmowy już trwają
Włodarze Bayernu Monachium są niezwykle zadowoleni ze współpracy z Harry’m Kane’em. Jego aktualny kontrakt wygasa za półtora roku, ale Bawarczycy już teraz chcą zapewnić sobie usługi Anglika na kolejne lata.
Sensacja w Monachium! Bayern przegrał z Augsburgiem [WIDEO]
Bawarczycy doznali pierwszej porażki w sezonie 25-26. Pierwszymi pogromcami ekipy Kompany'ego okazał się derbowy rywal – FC Augsburg, który w ostatnim kwadransie zdobył dwie bramki na wagę trzech punktów.