Przed nami kolejna kategoria podsumowania sezonu 2019-20. Tym razem przyjrzeliśmy się lewym obrońcom. Kto był najlepszy? Oto nasze wyróżnienia.
Mocno obsadzona pozycja, mocniej niż prawa obrona, a przecież przez lata polski futbol cierpiał na deficyt lewych beków. Co prawda w piątce jest aż trzech stranierich, lecz blisko notowania był choćby Kamil Pestka z Cracovii, który wygrał klubową rywalizację z Michalem Siplakiem (trzeci po jesieni; nie zmieścił się również solidny Mikkel Kirkeskov).
Pierwszeństwo 19-letniego Karbownika nie może dziwić. Jest objawieniem sezonu. Sceptycy uważają, że popełnia zbyt dużo błędów w defensywie. Nadrabia je jednak atutami ofensywnymi, a one decydują o wartości (wysokich cenach) bocznych obrońców. Być może latami Karbownik faktycznie szykowany był do roli środkowego pomocnika, ale chyba nie stać polskiego futbolu na stratę takiego obrońcy.
Jego rywalizacja, już na forum reprezentacyjnym, z Puchaczem zapowiada się pasjonująco i może na lata zapewnić spokój na tej pozycji w drużynie narodowej. Bo Puchacz, choć próbowany też na skrzydle, najwięcej dawał Lechowi właśnie jako obrońca. Mladenović zaprezentował to wszystko, co o nim wiedzieliśmy, aczkolwiek ten sezon nie był tak efektowny w jego wykonaniu.
Brawa dla sterników Górnika i Śląska za wynalezienie i zakontraktowanie Janży i Stigleca. Obaj odpowiednio zbalansowani należeli do najmocniejszych punktów swoich drużyn.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.