Niespodzianką
zakończyło się przedostatnie spotkanie 31. kolejki włoskiej Serie
A. Uchodzący za faworyta Inter Mediolan przed własną publicznością
przegrał 1:2 z Torino. W zespole gości zabrakło pauzującego za
żółte kartki kapitana, Kamila Glika.
Po domowej porażce z Torino trener Roberto Mancini miał powody do zmartwień
Niedzielne
starcie na San Siro rozpoczęło się bardzo dobrze dla drużyny
gospodarzy. W 17. minucie gry arbiter podyktował rzut karny dla
Interu za zagranie ręką Emiliano Morettiego we własnej szesnastce.
Skutecznym egzekutorem jedenastki okazał się Argentyńczyk Mauro
Icardi.
W
drugiej połowie losy rywalizacji w Mediolanie odwróciły się
jednak o 180 stopni. Dziesięć minut po wznowieniu gry po przerwie
Cristian Molinaro posłał piłkę do bramki gospodarzy po świetnym
odegraniu od Maxiego Lopeza.
Dwie
minuty później sędzia za ostry faul pokazał drugą żółtą
kartkę Brazylijczykowi Mirandzie i stało się jasne, że Interowi o
wygraną w tym spotkaniu będzie niezwykle trudno.
O
porażce drużyny Roberto Manciniego zdecydowała sytuacja z 72.
minuty zawodów. Wówczas japoński defensor Yuto Nagatomo sfaulował
w swoim polu karnym wychodzącego na pozycję sam na sam z bramkarzem
Andreę Belottiego. Sędzia ukarał piłkarza Interu czerwoną kartką
i podyktował rzut karny dla Torino. Do piłki podszedł Belotti i
pewnym strzałem pokonał Samira Handanovicia.
Ostatecznie
Torino odniosło sensacyjne zwycięstwo 2:1 nad Interem Mediolan na
San Siro. Tym samym podopieczni trenera Giampiero Ventury przerwali
serię pięciu meczów bez wygranej w Serie A.