Emocjonujący mecz na Stadio Marcantonio Bentegodi. Po 90 minutach walki w
strugach deszczu Hellas Werona podzielił się punktami z Torino (2:2).
Kamil Glik rozegrał w niedzielę pełne 90 minut(foto: Łukasz Skwiot)
Gracze z Piemontu po dwóch kolejkach mieli na koncie komplet punktów. Kamil Glik
i spółka na starcie sezonu pokonali Frosinone oraz Fiorentinę. W
trzeciej serii gier mieli się zmierzyć z Hellasem Werona. Zespół
teoretycznie słabszy, ale jednak potrafił na inaugurację wywalczyć jeden
punkt w starciu z Romą Wojciecha Szczęsnego.
W pierwszej części gry bardzo aktywny był Rafael Marquez. Reprezentant Meksyku miał dwie niezłe okazje do pokonania golkipera Torino, ale strzelał niecelnie.
Otwierający wynik gol padł dopiero po przerwie. Wówczas sędzia dopatrzył się faulu w interwencji Pontusa Janssona i w efekcie podyktował rzut karny dla gospodarzy. Jedenastkę bez problemu wykorzystał weteran Luca Toni i Hellas wyszedł na prowadzenie.
Prawdziwe emocje zaczęły się jednak nieco później. Najpierw do wyrównania doprowadził Daniele Baselli, który skutecznie dobił strzał Fabio Quagliarelli, natomiast chwilę później gospodarze znów prowadzili. Z rzutu wolnego dośrodkowywał Federico Viviani, a Juan Gomez idealnie przymierzył głową.
Znani z zaciętości piłkarze Granaty nie odpuszczali. W 73. minucie przeprowadzili szybką kontrę, której efektem był gol Afriyie Acquaha na 2:2. Do końca nic się już w kwestii wyniku nie zmieniło i obie ekipy podzieliły się punktami.