W sezonie 2019-20 był najlepszym zawodnikiem Fortuna 1. Ligi, więc i Stali Mielec. Nie pomoże jednak beniaminkowi w PKO Bank Polski Ekstraklasie. 27-letni pomocnik zdecydował się na przeprowadzkę do Zabrza. I wejście do Górnika miał rewelacyjne.
Gol i asysta w debiucie – można było sobie wyobrazić lepsze wejście do nowego klubu?
Jako że to był pierwszy mecz, nie będę narzekał – uśmiecha się BartoszNowak. – Nie zakładam sobie przed każdym spotkaniem, że dzisiaj muszę strzelić gola albo zaliczyć asystę. To tak nie działa. Chcę po prostu wygrywać i dobrze zagrać, a że przy tym dorzucam liczby do klasyfikacji kanadyjskiej, to tylko lepiej.
Wróciłeś do Zabrza po wielu latach. Dużo się zmieniło?
Sporo. Do Zabrza trafiłem do szkoły sportowej, występowałem w Gwarku, więc miasto nie jest mi obce. Po pierwszych dniach jestem jednak bardzo pozytywnie zaskoczony tym, jak Górnik funkcjonuje pod kątem organizacyjnym. Wszystko jest dopięte na ostatni guzik, nie ma na co narzekać.
Nie wbijasz szpileczki w Stal Mielec?
Broń Boże! Nigdy nie powiem nawet pół złego słowa na Stal. Przez cztery lata nie było mnie w Ekstraklasie, ale w Mielcu niczego mi nie brakowało, miałem bardzo dobre warunki. Spodziewałem się, że w Zabrzu może być ciut lepiej, ale różnica jest spora. Wszystkie działy są znacznie bardziej rozbudowane niż w pierwszej lidze, styl treningu jest trochę inny. Gry i zajęcia są intensywniejsze. Potrzebowałem dwóch tygodni, aby wejść na ten sam poziom, co koledzy, ale już się dostosowałem.
Czyli jakościowo krok do przodu?
Żeby nie było, że jakości brakuje u chłopaków w Stali. Chodzi mi o sam trening. Czego innego wymagało się ode mnie przez ostatnie pół roku, a czego innego oczekuje się ode mnie teraz.
Czyli?
Bardzo dużo czasu poświęcamy na taktykę i intensywność treningu. Do tej pory nie było chyba ani jednych zajęć, które nie byłyby intensywne. Wszyscy pracują na maksa w każdym ćwiczeniu, każdy jest nastawiony na wygrywanie nawet najprostszych gierek. Na razie uczymy się nowego systemu z trójką w obronie, wygląda to obiecująco. Chcemy być bardziej nieprzewidywalni dla rywali, musimy być gotowi na różne rozwiązania.
W Stali byłeś wolnym elektronem, a teraz?
Miałem mniej zadań defensywnych niż w Górniku. Trochę inaczej byliśmy ustawieni na boisku, ale przede wszystkim różniła się liga i podejście rywali. Stal w większości meczów prowadziła grę, atakowała, więc pracowaliśmy nad skutecznością. Żeby atakować w Ekstraklasie, najpierw musisz piłkę odebrać przeciwnikowi. I nad tym muszę pracować.
Ale jak rozumiem na razie podoba ci się w Zabrzu?
Zdecydowanie!
Co magicznego ma w sobie Śląsk, że spędzasz tam większość piłkarskiej kariery?
Spokojnie, nigdy nie myślałem, aby zostać górnikiem. Jako młody chłopak zdecydowałem, że wyjadę z domu rodzinnego do Gwarka i poczułem sympatię do tego regionu. Przed transferem do Górnika trochę pomogła mi znajomość z trenerem, z którym pracowałem jako junior w Gwarku. Spotkałem się z bardzo miłym przywitaniem, ale też zdaję sobie sprawę, że wszyscy ode mnie dużo oczekują. Ja chcę temu wszystkiemu sprostać.
W CV masz kilka śląskich klubów – byłeś w Polonii Bytom, Ruchu Chorzów, a dzisiaj jesteś w Górniku.
Taką mam pracę – gram tam, gdzie mnie chcą. Kiedy poszedłem do Polonii, chciałem po prostu zaistnieć, nie patrzyłem na nazwę klubu. Liczyłem na regularne występy na pierwszo-, a później na drugoligowym poziomie i to się udało. Kiedy pojawiła się propozycja z Ruchu, nie myślałem o tym, że wcześniej występowałem w Polonii. Zresztą nie trafiłem do Chorzowa bezpośrednio z Bytomia. Dzisiaj jestem w Zabrzu i… mam nadzieję, że kiedyś kibice Górnika będą mnie tak dobrze wspominali, jak kibice Stali.
Nie obawiałeś się, że wybierając propozycję Górnika, kibice będą wypominać ci chorzowską przeszłość?
W ogóle nie brałem tego pod uwagę. Wybrałem propozycję Górnika świadomie, klub był bardzo zdeterminowany, aby mnie sprowadzić, więc wszystko wygląda obiecująco. Przed transferem rozmawiałem z dyrektorem sportowym, trenerem i kilkoma znajomymi, którzy polecali mi klub. Obie strony zyskają na tej współpracy.
W Ruchu trzymałeś się z Jarkiem Niezgodą. Jesteś zaskoczony, że tak potoczyła się jego kariera?
Do dzisiaj mamy kontakt, rozmawialiśmy przed finałem turnieju MLS, wymieniliśmy kilka uwag. Gdy zaczynaliśmy trenować wspólnie w Ruchu, nie spodziewałem się, że tak szybko się rozwinie. Kiedy jednak zaczął grać, widziałem, że ma spory potencjał i da sobie radę w silniejszych klubach. Ma dużo atutów jako napastnik, co udowodnił w Polsce w wielu spotkaniach – oferty z klubów zagranicznych były tylko kwestią czasu.
Nie namawiał cię, abyś z nim poleciał do Stanów Zjednoczonych?
Żartował, że może jeszcze kiedyś spotkamy się w jednym klubie. Może polecę do niego na wakacje, zobaczymy.
Nie było ci żal zostawiać Stali?
Byłem pewny, że nadszedł odpowiedni moment, aby pójść dalej. Chciałem udowodnić sobie, że w innym środowisku będę potrafił pokazywać się z tak dobrej strony jak w Mielcu. Potrzebowałem nowych wyzwań, chcę poprawić wynik indywidualny z zeszłego sezonu. Do dnia opuszczenia miasta byłem pewny decyzji, ale kiedy wyjeżdżałem, łezka w oku się zakręciła. Znajomi z klubu do ostatniej chwili próbowali mnie przekonać, abym został, ale ja już nie chciałem nic odwracać. Do Mielca będę chętnie wracał wspomnieniami. Spędziłem tam świetny czas, ale w trakcie wyjazdowego meczu Górnika w Mielcu szatni nie pomyliłem.
W sezonie 2019-20 strzeliłeś 13 goli, zaliczyłeś 13 asyst, w zasadzie co trzeci tydzień byłeś w jedenastce kolejki „PN” – wysoko stawiasz sobie poprzeczkę, skoro chcesz poprawić te liczby.
Trzeba mieć ambicję, każdy wynik można poprawić, ale jak wyrównam te statystyki też będę zadowolony. Kiedy wygrywasz, wiadomo, że strzelenie gola czy asysta są miłymi uczuciami, kiedy jednak przegrywasz, nie myślisz o tym, że zrobiłeś liczby na boisku – jesteś tylko wściekły, bo nie masz punktów. Tylko zwycięstwa napędzają.
Górnik był jedynym klubem, który chciał cię sprowadzić?
Wzbudzałem spore zainteresowanie, pod koniec sezonu telefon się urywał, ale odcinałem się od tego. Nie odbierałem połączeń, dopóki nie przypieczętowaliśmy awansu do Ekstraklasy. Kiedy to się stało, mogłem spokojnie zastanowić się nad przyszłością. Wybrałem Górnika, bo był najkonkretniejszy, przedstawił mi najlepszy pomysł na rozwój.
Były oferty z innych krajów?
Nic mi o tym nie wiadomo.
A z topowych polskich klubów? Powiedzmy, że z pierwszej piątki sezonu 2019-20.
Nie ma to większego znaczenia. Wybrałem Górnika i tylko to się liczy.
Kiedy podjąłeś decyzję, że chcesz odejść z Mielca?
Po meczu z Zagłębiem Sosnowiec, kiedy wywalczyliśmy awans. Przemyślałem wszystko na spokojnie. Rozmawiałem z rodziną, agentem i doszliśmy do wniosku, że trzeba zrobić krok do przodu. Każdy beniaminek po awansie ma cel, aby utrzymać się w Ekstraklasie. Ja chciałbym powalczyć o coś więcej, więc zdecydowałem się postawić nie jeden, a dwa kroki w przód. Nie jestem już młodym zawodnikiem, a chcę coś jeszcze w polskiej piłce osiągnąć. Z Górnikiem będę walczył o coś więcej niż utrzymanie.
Czyli o co?
Czyli o zwycięstwo w każdym kolejnym meczu, wiadomo, że nie zawsze się to uda, ale próbować trzeba, a co nam to da na koniec, to zobaczymy. Zawsze podchodziłem tak do piłki, że liczy się tylko najbliższe spotkanie, a tu spotkałem ludzi, którzy myślą tak samo jak ja. Mamy szczebel po szczeblu wspinać się po drabinie. Może w okolicach 25. kolejki powiem ci, o co gramy w tym sezonie.
Masz 27 lat, chcesz coś ugrać w polskiej piłce, a co z transferem zagranicznym?
Każdy zawodnik chciałby wyjechać, jeśli mówi inaczej, to oszukuje. Chcę się pokazać z tak dobrej strony, jak w ostatnich dwóch latach na zapleczu ekstraklasy, a co będzie dalej, zobaczymy. Przed każdym sezonem stawiam sobie cele, chcę iść do przodu, żeby zarówno wyniki drużynowe jak i indywidualne były lepsze niż w poprzednim roku. Zdaję sobie sprawę, że poprzeczka jest wysoko zawieszona i że to jest Ekstraklasa, ale trzeba mierzyć wysoko.
Czyli opłaca się kupować ciebie w grze Fantasy Ekstraklasa?
Będę miał siebie na kapitanie, więc postaram się nie zawieść. Jak do tej pory udawało mi się zajmować wysokie miejsca, zobaczymy jak będzie tym razem.
PAWEŁ GOŁASZEWSKI
WYWIAD UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” (nr 36/2020)
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.