– Jak gramy u siebie to musimy zwyciężać. Graliśmy za wolno – holenderski trener Polonii Warszawa był bardzo niezadowolony po bezbramkowym remisie u siebie z Górnikiem na inaugurację rundy wiosennej.
Na wiosnę Polonia miała być zupełnie innym zespołem niż w rundzie jesiennej. Holenderska myśl szkoleniowa miała odmienić „Czarne Koszule” nieporadne pod wodzą Pawła Janasa. Potwierdzały to wyniki sparingów, a także zwycięstwo w pierwszym ćwierćfinałowym meczu Pucharu Polski nad Lechem w Poznaniu. W niedzielę zagrała jednak wolno i przewidywalnie. W dwóch meczach jeszcze nie straciła gola, ale też i nie strzeliła, bo trafienie w Poznaniu było samobójczym dziełem Manuela Arboledy.
– Brakowało nam Trałki i Mierzejewskiego. Zwłaszcza ten drugi jest bardzo kreatywny, to taki łącznik pomiędzy linią pomocy i ataku. W naszej grze brakowało agresji, graliśmy za wolno. Oczywiście mogliśmy wygrać, bo gola mógł strzelić Gancarczyk, mogli także Smolarek i Sobiech. Generalnie jednak gra się nie układała. Musiałem zmienić koncepcję. Dlatego zdjąłem Smolarka i wprowadziłem Gołębiewskiego, bo potrzebny nam był zawodnik nie tylko strzelający, ale też próbujący odebrać piłkę. Górnik najwyraźniej przyjechał do Warszawy po punkt i cel zrealizował. Dla nas ten remis nie jest wystarczający – powiedział Teo Bos po zakończeniu spotkania.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.