Triumf Barcy w Madrycie, czyli wygrany plebiscyt Luisa Enrique
Relacje między gwiazdami Barcelony
a Luisem Enrique nigdy nie przypominały idylli jaka panowała między nimi a Pepem
Guardiolą, czy w Realu między zawodnikami a Carlo Ancelottim. To była co
najwyżej szorstka przyjaźń, małżeństwo z rozsądku, kohabitacja.
Po meczach
Barcy z PSG i Leganes, podczas których piłkarze snuli się po boisku zamiast
biegać, kwestia tego, czy Leo Messi i koledzy mają jeszcze ochotę współpracować
z Lucho wydawała się najbardziej doniosłą ze wszystkich. Dlatego mecz z
Atletico stał się swego rodzaju plebiscytem: będą biegać z całych sił i to wedle
narysowanych przez trenera schematów, albo nie będą…
Pan LE ten plebiscyt wygrał. Już w
tygodniu Gerard Pique oświadczył mocnym głosem, że szatnia jest z trenerem, a spotkanie
na Vicente Calderon pokazało, że mówił nie tylko w swoim imieniu. Barca została
ustawiona inaczej niż zwykle, kilku piłkarzy musiało więcej pracować w
defensywie. I pracowało. Zwłaszcza Neymar imponował zaangażowaniem i dyscypliną
taktyczną, ale także Andres Iniesta czy Leo Messi wzorowo wypełniali wszystkie
swoje obowiązki. Argentyńczyk zaś po strzeleniu w końcówce zwycięskiego gola cieszył
się jak dziecko, podczas gdy w identycznej sytuacji w meczu z Leganes tydzień
temu nie okazał śladu radości.
Najwyraźniej pierwszy od dawna
spokojny, bo bez meczu, tydzień posłużył graczom Barcy do dokonania głębszej refleksji,
przemyślenia sprawy trenera. Rzecz nawet nie w tym, że przeciwko PSG sabotowali
zalecenia Luisa Enrique i grali przeciwko niemu, lecz w podświadomości, w
której coś zawsze przecież tkwi i albo pomaga, albo przeszkadza. Wtedy
przeszkadzało, teraz pomogło.
Mecz na Vicente Calderon może być
przełomem takim, jak słynne spotkanie z Realem Sociedad w styczniu 2015 roku. Zawodnicy
Barcy grali jakby doszli do takiego samego wniosku co wtedy: że ewentualny nowy
trener może być raczej gorszy niż lepszy od obecnego. A ponadto musieli po
dzisiejszym zwycięstwie nabrać także przekonania, że Lucho wciąż jest zdolny prowadzić
ich do zwycięstw. Bo jednym z powodów zachwiania zaufania do mistera było z
pewnością to, że nic ostatnio nie był w stanie zdziałać na polu taktyki,
składu, co pomogłoby zespołowi wygrywać ważne mecze. Messi, Luis Suarez, Neymar
nie czuli logistycznego wsparcia z ławki, musieli sami zwyciężać. Tym razem je
dostali, w postaci nowatorskiego ustawienia: bramkarz – trzech obrońców – dwóch
wahadłowych pomocników – romb w środku pola z Busquetsem z tyłu, Messim z
przodu oraz Sergim Roberto i Iniestą na bokach – napastnik. Dzięki temu
systemowi gry Atletico nie potrafiło zdominować środka pola, co zawsze było jego
kluczem do zwycięstwa z Barcą (którego Cholo w lidze zresztą, inaczej niż w
Champions, jeszcze nie osiągnął).
Na wygranie Ligi Mistrzów już jest
za późno, ale w Primera Division Real, zdaje się, do końca będzie czuł na
plecach oddech Barcy – o ile oczywiście nie pogubi kolejnych punktów i nie
zostanie przez nią rychło wyprzedzony.
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.